Henry Miller:
- Celem życia jest żyć. To znaczy być świadomym – zazdrośnie, do upojenia, pogodnie, bosko świadomym.
- Przybij swoje łono do mojej ściany, żebym cię nie zapomniał.
- Muzyka była tam jednak okropna. Co za muzyka! Nie ma nic bardziej dokuczliwego w zimową noc w takiej zapadłej dziurze jak Dijon, nic, co bardziej działa ci na nerwy, niż dźwięki francuskiej orkiestry. Zwłaszcza gdy jest to jedna z tych żałosnych orkiestr żeńskich, w których każdy dźwięk przypomina kwiczenie lub pierdnięcie, posiada suchy algebraiczny rytm i higieniczną konsystencję pasty do zębów. Charczenie i zgrzytanie, wykonywane za tyle to a tyle franków na godzinę, a resztę niech diabli wezmą! Melancholia tej muzyki! Zupełnie jak gdyby stary Euklides uniósł się na tylne kończyny i połknął kwas pruski. Całe królestwo Idei tak doszczętnie wyeksploatowane przez rozum, że do robienia muzyki nie pozostaje nic poza pustymi żeberkami akordeonu, w których gwiżdże wiatr, drąc eter na strzępy.
- Nie bądź taki wspaniałomyślny, kiedy gówno wiesz.
- Paryż jest jednym z miejsc, gdzie kobieta krąży jak kotka w rui – szuka miłości, ale zadowoli się seksem w każdej chwili.
- Miała niemieckie usta, francuskie uszy, rosyjską dupę. Cipę międzynarodową.
- Miłość to boogie-woogie hormonów
- Wstyd to słowo, za którego pomocą wprowadzamy porządek całkowicie niezrozumiały
- Jego dylemat jest dylematem karła. Szyszkowatymi oczami widzi swoja sylwetkę, rzuconą na niebywałych rozmiarów ekran. Jego głos, spiłowany do cienia główki od szpilki, odurza go. Słyszy ryk, choć inni – ledwie pisk
- Żadna kobieta nie kocha tak dziko jak histeryczka, której umysł jest oziębły.
- Co mi po pierdoleniu, skoro w istocie chodzi mi o miłość?