Witam.
Mimo to dziękuję.
Zamykasz je jak zwykle,cicho i bez słowa.
Jakbyś miała za chwilę wrócić.
Pełną piersią,jak tonący wyskakujący z topieli,
wciągasz je głęboko,aż poczujesz ból.
Cieszysz się jego zapachem,
jakby to był pierwszy krzyk w twoim życiu,
promień wolności.
Nadstawiasz rozpalone determinacją i nadzieją
policzki na podmuchy zimnego wiatru,
niosącego pierwsze płatki tej zimy.
Tworzące delikatny welon na twojej głowie,
jakby chciały zaślubić ciebie sobie.
Wreszcie wolna,wooooooooooooooolna !!!
Krzyczysz całym ciałem i śmiejesz się
sama do siebie,chociaż i tak nikt cię nie słyszy.
Dzięki ci Boże,dzięki żeś wysłuchał
i zmienił zdanie.
Wiem,wiem,
nie pochwalasz tego.
karzesz przebaczać,darować winy
i wierzyć że się nie powtórzy,że się zmieni !
Że jutro będzie lepiej,
więc powinnam na to zapracować sobie
wiarą w ciebie,twoją nieomylność.
Czy robi to ktoś dla mnie?
Mówisz że wiara czyni cuda.
Czy to mam nazwać twoim cudem?
Już ci nie wierzę.
Te zgliszcza moich marzeń,
ruinę mojego ciała które kiedyś było
twoim domem a moim kapitałem.
Te owoce które wydałam
a które psuły się już od pąka?
To ma być pełnia mojego szczęścia?
Te lata ciągłego lęku,
snu przerywanego byle chałasem?
Gotowa zawsze do ucieczki
lub przyjęcia razów?
Ty mi za to podziękujesz?
Kiedy,w jaki sposób?
No proszę,proszę cię bardzo, mów !
Chętnie cię posłucham,
milczysz?
Brak ci słów czy odwagi?
Tak,ty nie musisz się tłumaczyć,
niech tłumaczą się inni.
Tak,kochałam kiedyś cały świat i ciebie.
Bez liczenia na coś w zamian,
tym bardziej od ciebie.
I co mam za to?
Nawet nie chcesz na mnie spojrzeć,
powiedzieć lichego słowa.
Jakbym była trędowatą,
uschłym drzewem które przewróci
byle podmuch.
Na którym nie przysiądzie żaden ptak,
gdyż obdarłeś mnie z liści gdzie miał
schronienie.
Nie zatańczy rój motyli wielobarwnych,
nikt już nie usłyszy brzęczenia pszczół,
bo nie rodzę już pachnących kwiatów
dla nich.
Mimo to dziękuję ci że wygrałam
sama z sobą.
Podniosłam się z błota w które mnie wrzóciłeś.
Panią teraz będę sama sobie
i kochać będę sama siebie jak nigdy dotąd,
choćbyś się krzywił.
Teraz wiem i czuję że żyję,
że świat jest dla mnie.
Nie ja dla świata !!!
LM57
Przy okazji, spokojnych świąt i lepszych dni,więcej pogody ducha w nowym jak w starym roku.
Mimo to dziękuję.
Zamykasz je jak zwykle,cicho i bez słowa.
Jakbyś miała za chwilę wrócić.
Pełną piersią,jak tonący wyskakujący z topieli,
wciągasz je głęboko,aż poczujesz ból.
Cieszysz się jego zapachem,
jakby to był pierwszy krzyk w twoim życiu,
promień wolności.
Nadstawiasz rozpalone determinacją i nadzieją
policzki na podmuchy zimnego wiatru,
niosącego pierwsze płatki tej zimy.
Tworzące delikatny welon na twojej głowie,
jakby chciały zaślubić ciebie sobie.
Wreszcie wolna,wooooooooooooooolna !!!
Krzyczysz całym ciałem i śmiejesz się
sama do siebie,chociaż i tak nikt cię nie słyszy.
Dzięki ci Boże,dzięki żeś wysłuchał
i zmienił zdanie.
Wiem,wiem,
nie pochwalasz tego.
karzesz przebaczać,darować winy
i wierzyć że się nie powtórzy,że się zmieni !
Że jutro będzie lepiej,
więc powinnam na to zapracować sobie
wiarą w ciebie,twoją nieomylność.
Czy robi to ktoś dla mnie?
Mówisz że wiara czyni cuda.
Czy to mam nazwać twoim cudem?
Już ci nie wierzę.
Te zgliszcza moich marzeń,
ruinę mojego ciała które kiedyś było
twoim domem a moim kapitałem.
Te owoce które wydałam
a które psuły się już od pąka?
To ma być pełnia mojego szczęścia?
Te lata ciągłego lęku,
snu przerywanego byle chałasem?
Gotowa zawsze do ucieczki
lub przyjęcia razów?
Ty mi za to podziękujesz?
Kiedy,w jaki sposób?
No proszę,proszę cię bardzo, mów !
Chętnie cię posłucham,
milczysz?
Brak ci słów czy odwagi?
Tak,ty nie musisz się tłumaczyć,
niech tłumaczą się inni.
Tak,kochałam kiedyś cały świat i ciebie.
Bez liczenia na coś w zamian,
tym bardziej od ciebie.
I co mam za to?
Nawet nie chcesz na mnie spojrzeć,
powiedzieć lichego słowa.
Jakbym była trędowatą,
uschłym drzewem które przewróci
byle podmuch.
Na którym nie przysiądzie żaden ptak,
gdyż obdarłeś mnie z liści gdzie miał
schronienie.
Nie zatańczy rój motyli wielobarwnych,
nikt już nie usłyszy brzęczenia pszczół,
bo nie rodzę już pachnących kwiatów
dla nich.
Mimo to dziękuję ci że wygrałam
sama z sobą.
Podniosłam się z błota w które mnie wrzóciłeś.
Panią teraz będę sama sobie
i kochać będę sama siebie jak nigdy dotąd,
choćbyś się krzywił.
Teraz wiem i czuję że żyję,
że świat jest dla mnie.
Nie ja dla świata !!!
LM57
Przy okazji, spokojnych świąt i lepszych dni,więcej pogody ducha w nowym jak w starym roku.


