Życie w Norwegii

Jak „przetrwać” zimę 2020 i nie zwariować? Trzeba wziąć przykład z Norwegów

Monika Pianowska

11 października 2020 08:00

Udostępnij
na Facebooku

Badania pokazują, że ludzie żyjący na kole podbiegunowym są uzbrojeni w sposób myślenia, który pomaga walczyć z nocami polanymi. adobe stock/ licencja standardowa

Tegoroczna jesień i nadchodząca zima dla mieszkańców wielu krajów świata mogą się okazać trudniejsze niż zwykle. Zimne, długie noce i ciemne, krótkie dni w dobie pandemii, gdy ze względów bezpieczeństwa zaleca się raczej zostać w domu, a w miejscach publicznych zachowywać społeczny dystans, by uniknąć zakażenia koronawirusem, wydają się niezbyt atrakcyjną perspektywą nawet dla introwertyków.
Starcie z codzienną rzeczywistością, kiedy na dworze panuje mroczna aura, korzystanie z dostępnych dotąd atrakcji jest mocno ograniczone, władze wprowadzają restrykcje, a wokół choruje coraz więcej osób, dla wielu brzmi jak wyzwanie. Jak zatem „przetrwać” zimę 2020 i nie zwariować? Psychologowie radzą wziąć przykład z Norwegów, szczególnie tych zamieszkujących daleką Północ.
Badania pokazują bowiem, że ludzie żyjący na kole podbiegunowym są uzbrojeni w sposób myślenia, który pomaga walczyć z nocami polanymi – a taki mechanizm może się przydać wszystkim. Norweskie techniki wziął ostatnio na warsztat portal The Guardian, przytaczając obserwacje m.in. Kari Leibowitz.

Im dalej na północ, tym lepszy nastrój?

W wielu krajach uważa się, że krótkie zimowe dni wywołują letarg i obniżają nastrój, powodując nawet „sezonowe zaburzenia afektywne” (SAD). Po części podatność na tego typu zaburzenia wynika ze względów czysto biologicznych, jak niski poziom serotoniny, po części zależy od osobowości.
Siódme pod względem wielkości miasto Norwegii, a największe w północnej części kraju fiordów – Tromsø – podczas najciemniejszych okresów nocy polarnej (między listopadem a styczniem) otrzymuje tylko 2-3 godziny pośredniego światła słonecznego spod horyzontu. Jednak jak pokazuje badanie May Trude Johnsen z Uniwersytetu w Tromsø, jego mieszkańcy nie przejawiają zimowej depresji, jakiej można by się spodziewać po rezydentach miejsca pogrążonego w ciemności – ich samopoczucie prawie nie zmienia się w ciągu roku. Jedynie sen okazuje się nieco bardziej zakłócony bez codziennego rytmu wschodzącego i zachodzącego słońca, ale uczestnicy badania nie zgłaszali wzrostu niepokoju psychicznego w okresie zimowym.
Podobne obserwacje odnotowała Kari Leibowitz, amerykańska psycholog zajmująca się stosunkiem Norwegów do długiej, bezsłonecznej zimy za kołem podbiegunowym, która również w Tromsø obserwowała, jak „lokalsi” radzą sobie z ciemnymi i chłodnymi miesiącami.
Jej zdaniem okazało się, że kluczem do „przetrwania” mrocznego okresu jest zaprogramowanie swojego nastawienia – potraktowania zimy jako wyzwania. Psychologowie wymieniają także stosowanie przez Norwegów tzw. efektu framingu, czyli obramowania czy sformułowania, który w uproszczeniu polega na skupieniu się na możliwych zyskach lub stratach przy podejmowaniu decyzji oraz ogólnie interpretacji komunikatów i pojmowaniu poszczególnych aspektów życia na podstawie tego, jakie ich cechy zostaną uwydatnione.

stock.adobe.com/licencja standardowa

Zimowa skala nastawienia

Według jednej z teorii osoby, które postrzegają stresujące wydarzenia jako „wyzwanie”, z możliwością uczenia się i adaptacji, zwykle radzą sobie znacznie lepiej niż ci, którzy bardziej koncentrują się na aspektach zagrażających. Takie różnice w nastawieniu wpływają nie tylko na nastrój ludzi, ale także na reakcje fizjologiczne, takie jak zmiany ciśnienia krwi i tętna, oraz szybkość powrotu do zdrowia po zdarzeniu.

Aby sprawdzić, czy różnica w nastawieniu i kwestia interpretacji może w pewnym stopniu wyjaśnić odporność mieszkańców Tromsø na jesienno-zimową chandrę, Leibowitz zaprojektował „zimową skalę nastawienia”, w ramach której uczestnicy zostali poproszeni o ocenę, na ile zgadzają się lub nie zgadzają się z takimi stwierdzeniami, jak: „zimą można się cieszyć wieloma rzeczami”, „zima przynosi wiele dobrych zmian sezonowych”, „zima jest nudna”, „zima to ograniczająca pora roku”, „jest wiele rzeczy, których nie lubię w zimie”.

Lepiej stawić jej czoła niż narzekać

Ci, którzy postrzegali zimę jako wyzwanie, a nawet częściej jako okazję, osiągnęli wyższe wyniki w skali Leibowitz niż nawet ich południowi sąsiedzi ze stolicy. Okazało się, że w pewnym sensie postawy wobec zimy zmieniają się wraz z szerokością geograficzną: mieszkańcy Svalbardu mieli bardziej pozytywne nastawienie niż mieszkańcy Tromsø, a ci z kolei patrzyli na zimowy czas bardziej optymistyczne niż mieszkańcy Oslo, nie mogąc się wręcz doczekać aktywności praktykowanych właśnie zimą.
Jak pisze Guardian, framing okazał się przydatny chociażby w ostatnich miesiącach, kiedy społeczeństwa większości krajów świata musiały się zmierzyć z nową, pandemiczną rzeczywistością. Niemieccy psychologowie Hannes Zacher i Cort W. Rudolph wykazali, że w okresie marzec-maj 2020 r. najbardziej odpornymi np. na efekty lockdownu uczestnikami badań byli ci, którzy przyjęli obostrzenia związane z koronawirusem jako nowe wyzwanie, a nawet szansę na „naukę czegoś, zdobycie nowego doświadczenie lub próbę rozwoju”. Takie nastawienie było skorelowane z „ocenami możliwości kontrolowania”.

stock.adobe.com/licencja standardowa

Czy deszcz, czy śnieg – warto się przewietrzyć

W radzeniu sobie z mało zachęcającymi warunkami panującymi na zewnątrz zimą i jesienią może pomóc także norweskie powiedzenie „nie ma czegoś takiego jak zła pogoda, są tylko złe ubrania” oraz typowa dla mieszkanców kraju fiordów filozofia i tradycja spędzania czasu poza domem, czyli friluftsliv. Odporności na chandrę wśród Norwegów towarzyszy ogólne zamiłowanie do przyrody i aktywności na jej łonie. Oczywiście nie każdy ma możliwość szusować codziennie na biegówkach czy urządzać sobie górskie wycieczki, w wielu eoropejskich państwach od kilku sezonów zima przypomina poza tym wydłużony listopad, ale podobno nawet rutynowy spacer i zaczerpnięcie świeżego powietrza może pomóc zbliżyć się do norweskiej mentalności.
W norweskim słowniku funkcjonuje również słowo kos/koselig, które oznacza poczucie przytulności. I własnie taki odpowiednik duńskiego hygge to recepta na poprawę pochmurnego nastroju w długi zimowy wieczór. Świece zapachowe, ogniska, rozgrzewające napoje, puszyste koce czy nowy serial na Netfliksie mogą sprawiać wrażenie półśrodków, jednak mieszkancy kraju fiordów potwierdzają ich skuteczność. Najlepiej w kameralnym towarzystwie.
Reklama
Gość
Wyślij
Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram