Witam

sory małgośka,ale do Whartona niezbyt to bedzie pasować
Porozżucani w różne strony
wbrew swojej woli,
zostawiając za sobą
najlepsze życia chwile,
domowe ogniska.
Jak żebrak,
tułający się po obcej ziemi,
zbieramy kawałki
gorzkiego chleba.
Zawsze obcy,
gubiąc gdzieś po drodze
twarz człowieka.
Z czasem stając się
dla najbliższych kimś
dalekim,obcym.
Nakładając zbroję obojętności
i obłudnego uśmiechu,
wypatrujemy
fałszywego kroku tych
z boku.
Żeby ich dobić
mając przez to jeszcze więcej,
chociaż i tak zawsze będzie
nie dość .
I czaisz się już tak latami,
jak hiena z szakalem w parze
próbując chapnąć jak
najwięcej i uciec
w spokojne miejsce,
jeśli takie znajdziesz.
Próbując zagłuszyć sumienie,
jeśli je jeszcze masz.
LM25
.........i może jeszcze to
Mijając w pośpiechu kolejne dni,
obijając się o nie czasem boleśnie.
Nie czując już nic,
tak wiele ich było.
Uczac się,
jak być przydrożnym kamieniem,
przy trakcie zwanym
życie.
Obrosłym w mech lat wielu
i różnych.
Kąpanym w deszczy
i śniegu na przemian
do znudzenia.
Nie skarżąc się nikomu,
prócz swych myśli.
Im tylko zdradzając
co widać i słychać
w tej krainie życia i śmierci.
Gdzie miało być
tak wspaniale i świetnie,
a jest do kitu.
LM26
Dobranoc.