Biznes i gospodarka

„Szwedzi biją brawo”: związkowcy nie zostawiają suchej nitki na nowej propozycji budżetu

Natalia Szitenhelm-Smeja

12 października 2021 20:00

Udostępnij
na Facebooku

Dopiero co ogłoszono budżet, a już pojawiło się wiele głosów, że wymaga on niezbędnych poprawek. /zdjęcie ilustracyjne flickr.com/CC BY-NC-ND 2.0/Foto: Morten Brakestad/Stortinget

W ogłoszonym 12 października budżecie Norwegii na 2022 rok znalazły się m.in. propozycje zwiększenia podatku od alkoholu, obniżenie podatku majątkowego czy nałożenie większej daniny na kierowców aut elektrycznych. Ostatni plan budżetowy ustępującego gabinetu spotkał się z falą krytyki, m.in. ze strony związków zawodowych. - Nowy budżet pokazuje, jak ważna jest teraz zmiana rządu - uważa Fagforbundet. - Szwedzi biją brawo: rząd otwiera granice i zwiększa podatek od alkoholu - wtóruje Norweskie Stowarzyszenie Browarów i Napojów.
Reklama
- Konserwatyści nadal zwiększają różnice - nie kryje oburzenia związek zawodowy Fagforbundet. - Wielokrotnie widzieliśmy, że obecny rząd stawia najbogatszych w społeczeństwie na pierwszym miejscu, jednocześnie oszukując zwykłych ludzi. Lista antyspołecznych cięć jest długa i widzimy to również w tegorocznym budżecie – wyjaśnia liderka związku, Mette Nord.

Dodaje, że rząd konserwatystów w ciągu ośmiu lat obniżył podatki o ok. 37 mld NOK głównie dla bogatych i najbogatszych. Budżet zaprezentowany dziś kontynuuje ten trend, proponując obniżkę podatku majątkowego łącznie o ok. pół mld NOK. Fagforbundet wskazuje również, że rząd od momentu objęcia władzy podniósł z kolei maksymalną cenę za przedszkole o ponad 10 000 NOK, w tym zaproponował podwyżkę o 935 NOK do 2022 roku.
Mette Nord uważa, że czas najwyższy na zmianę rządu. /zdjęcie ilustracyjne

Mette Nord uważa, że czas najwyższy na zmianę rządu. /zdjęcie ilustracyjne Źródło: Lars Helgerud/Fagforbundet/ materiały prasowe

Støre musi odwrócić zmiany

Fagforbundet zwraca uwagę, że gabinet Erny Solberg twierdzi, iż realny wzrost nieograniczonych dochodów sektora komunalnego ma wynieść 2 miliardy NOK, ale - zauważają związkowcy  -  zwiększona liczba osób starszych i wymagających opieki oznacza, że ​​wzrost ten jest przeszacowany, co oznacza, że coraz więcej gmin i okręgów będzie musiało ograniczać swoje oferty pomocy, a to z kolei osłabi usługi socjalne, od których wielu mieszkańców kraju fiordów jest zależnych. 

- Norweskie gminy potrzebują teraz rządu, który nada priorytet ważnym zadaniom socjalnym, takim jak szkoła, zdrowie i opieka nad osobami starszymi. Zauważyliśmy, że Partia Pracy chce realnego wzrostu o 5 mld NOK dla sektora komunalnego. Dlatego oczekujemy, że Norwegia będzie miała nowy rząd, który już jesienią tego roku wprowadzi istotne zmiany do propozycji budżetowej prawicowego rządu - dodaje Nord. 

Liderka związku podsumowuje, że gminy potrzebują środków na zwiększenie zatrudnienia i zapewnienie miejsc pracy w pełnym wymiarze godzin, gdyż Norwegia boryka się obecnie z brakiem pracowników w wielu sektorach, np. służbie zdrowia. Zgodnie z szacunkami Urzędu Pracy i Polityki Socjalnej (NAV) do 2035 roku w kraju zabraknie np. 28 tys. pielęgniarek. Liderka związku uważa, że nowy rząd Jonasa Gahr Støre będzie musiał zainicjować odpowiednie środki, by gminy mogły wdrażać niezbędne zmiany.
- Potrzebujemy polityki pracy i opieki społecznej - dodają przedstawiciele LO, największego związku zawodowego w Norwegii. - Potrzebne są znacznie większe wysiłki, aby włączyć tych, którzy są poza życiem zawodowym, jednak rząd ogranicza środki rynku pracy - informuje liderka LO, Peggy Hessen Følsvik. Związkowcy z LO uważają, że ponowne otwarcie kraju po pandemii musi być połączone ze zwiększoną walką z dumpingiem socjalnym. - Rząd proponuje również w nowym budżecie kontynuację cięć wpływających na państwo opiekuńcze i sektor publiczny. Uderzą one zwłaszzca w NAV, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego i szpitale. Nie trzeba dodawać, że nie jest to zrównoważone na dłuższą metę - dodaje Følsvik.

Szwedzi biją brawo

- To smutna wiadomość na pożegnanie od Erny Solberg dla tych, którzy zajmują się produkcją i handlem w Norwegii. Podwyższone podatki nadadzą nowy impuls handlowi transgranicznemu, a nasz kraj po raz kolejny straci na tworzeniu przychodu i miejsc pracy. Tak, słyszę oklaski z przygranicznych szwedzkich centrów handlowych - w ten sposób propozycję budżetu, by podnieść podatek od alkoholu o 1,3 proc. gorzko komentuje Erlend Vagnild Fuglum, szef Norweskiego Stowarzyszenia Browarów i Napojów (Bryggeri- og drikkevareforeningen, BROD).

Zgodnie z danym NHO Mat og Drikke na podstawie badania pilotażowego Centralnego Urzędu Statystycznego (SSB), alkohol, słodycze, wyroby tytoniowe, napoje bezalkoholowe, artykuły spożywcze stanowią 85 proc. towarów kupowanych poza Norwegią. Zamknięte granice podczas pandemii doprowadziły jednak do ​​historycznych rekordów produkcji i sprzedaży norweskiej żywności i napojów. Statystyki BROD pokazują, że dotychczasowa sprzedaż napojów gazowanych w tym roku była o 32 proc. wyższa niż zazwyczaj. Jak informuje stowarzyszenie, liczby wskazują, że handel transgraniczny przed kryzysem był nawet większy niż wcześniej szacowano. Wzrost sprzedaży w czasie, gdy granica była zamknięta, stworzył kilka tysięcy nowych miejsc pracy, a do norweskiej kasy wpłynęły miliardy dodatkowych wpływów z podatków.
- Słyszę oklaski w szwedzkich marketach - podsumowuje sarkastycznie Erlend Vagnild Fuglum. /zdjęcie ilustracyjne

- Słyszę oklaski w szwedzkich marketach - podsumowuje sarkastycznie Erlend Vagnild Fuglum. /zdjęcie ilustracyjne Źródło: Bryggeri- og drikkevareforeningen/materiały prasowe

- Rząd nazywa to korektą cen, ale tak długo, jak sąsiednie kraje utrzymują niskie podatki, wzrasta motywacja do wyjazdu za granicę [po zakupy - przyp. red.] - komentuje Fuglum. On, podobnie jak Mette Nord, również pokłada nadzieje w nowym rządzie. - Zarówno Partia Pracy, jak i Partia Centrum jasno stwierdziły, że postrzegają nienaturalnie wysoki handel transgraniczny jako problem, który należy rozwiązać. Taka praca wymaga czasu i szeregu działań, ale dobrym początkiem musi być anulowanie podwyżki podatków Erny Solberg. Nowy rząd musi skoncentrować się na tworzeniu wartości i norweskich miejsc pracy oraz uciszyć oklaski w Svinesund i Charlottenberg - podsumowuje szef BROD.

Kierowcy dostaną po kieszeni

Krytyki nowym propozycjom budżetu nie szczędzi również Norweska Federacja Samochodowa (NAF).  Zakładają one bowiem zwiększenie podatku od CO2 od benzyny - o 41 øre z 1,37 NOK do 1,78 NOK za litr. Rząd chce także, by wszystkie samochody hybrydowe, które wymagają ładowania, stały się droższe. Oprócz tego właściciele elbili mają płacić pełny podatek od ubezpieczenia komunikacyjnego (trafikkforsikringsavgift, dawniej årsavgift), który wyniesie 876 NOK rocznie. Ponadto, zwraca uwagę NAF, rząd proponuje, aby kupno używanego samochodu elektrycznego zarejestrowanego po raz pierwszy w 2019 r. lub później było droższe o 6681 koron. W przypadku wszystkich innych używanych samochodów elektrycznych zarejestrowanych w okresie 2011-2018 rachunek wyniesie 4034 korony.

-  Na rynku używanym samochody z silnikiem Diesla nadal dobrze się sprzedają. Kiedy ponowna rejestracja samochodu elektrycznego staje się teraz równie kosztowna, jak samochodu z silnikiem Diesla, może to spowodować, że potencjalni nabywcy samochodów elektrycznych przejdą na diesel, co jest przeciwieństwem tego, czego chcą władze - podsumowuje Camilla Ryste, kierowniczka ds. komunikacji w NAF. - Partia Pracy musi cofnąć te podwyżki - dodaje wprost. 

Rząd wprowadzi wymóg, aby ładowalne hybrydy miały zasięg 100 kilometrów, aby uzyskać ulgi podatkowe, informuje także NAF. Federacja dodaje, że żadna z dzisiejszych ładowalnych hybryd nie ma tak dużego zasięgu. Jednocześnie władze zaostrzają zaostrzają wymagania co do emisji co2 w podatku, co oznacza, że ​​droższe będzie kupowanie nowych samochodów benzynowych i diesla.
Rynek wtórny samochodów elektrycznych jest w fazie rozruchu. Nie powinno się teraz wprowadzać opłaty za przerejestrowanie używanych samochodów elektrycznych, uważa NAF. /zdjęcie ilustracyjne

Rynek wtórny samochodów elektrycznych jest w fazie rozruchu. Nie powinno się teraz wprowadzać opłaty za przerejestrowanie używanych samochodów elektrycznych, uważa NAF. /zdjęcie ilustracyjne Źródło: NAF/materiały prasowe

-  To nie jest propozycja, która uwzględnia różne potrzeby ludzi teraz, gdy widzimy początek końca nowych samochodów spalinowych. Partia Pracy musi pracować nad odwróceniem podwyżek i zapewnieniem takiej polityki podatku samochodowego, która zadba o cały kraj i ludzi z różną zasobnością portfela – dodaje Ryste.

Budżet do poprawki?

Jak informuje rząd, w budżecie na 2022 rok priorytetowo potraktowano przede wszystkim obszary dotknięte kryzysem koronawirusowym. W przyszłym roku pieniądze mają popłynąć więc zwłaszcza na pomoc tym, którzy w dalszym ciągu nie uporali się ze skutkami finansowymi pandemii, np. firmom, ale też na doszkalanie pracowników czy poprawę ich kompetencji zawodowych. Negatywne reakcje wielu środowisk na propozycje budżetowe mogą wskazywać jednak, że już niebawem - gdy urząd obejmie nowy premier - budżet na 2022 doczeka się poprawek.
Reklama
Gość
Wyślij
Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram