Życie w Norwegii

Nikt nie będzie stał pod oknem, by sprawdzić, czy ktoś przestrzega kwarantanny. Ale złamanie jej zasad słono kosztuje

Natalia Szitenhelm

30 sierpnia 2020 08:00

Udostępnij
na Facebooku

Kwarantanna w Norwegii bardzo różni się od tej w Polsce. stock.adobe.com/donfink/standardowa

- Obowiązek przebywania na kwarantannie wynika bezpośrednio z przepisów i nie jest nakładany na jednostkę ani przez policję, ani przez służby zdrowia - informuje policja w sierpniowym komunikacie prasowym. Policjanci nie kontrolują więc codziennie każdego, kto powinien przebywać na kwarantannie. Jednak jeśli odkryją, że dana osoba łamie jej zasady, wlepią mandat - nawet 20 tys. koron.
Reklama
Obowiązkowej 10-dniowej kwarantannie w Norwegii muszą poddać się ci, którzy wrócili z państw z tzw. czerwonej listy, w których wskaźnik zakażeń koronawirusem przekroczył 20 na 100 tys. mieszkańców. Służby na lotnisku czy na przejściach granicznych informują danych przyjezdnych o tym, że obowiązuje ich kwarantanna, a także o możliwych konsekwencjach za jej naruszenie.

Przepisy oparte na zaufaniu

Przepisy dotyczące przestrzegania kwarantanny opierają się na zaufaniu. - Zakładamy, że podróżni zapoznają się z zasadami [kwarantanny - przyp. red.] i ich przestrzegają - stwierdza cytowana w komunikacie szefowa norweskiej policji, Benedicte Bjørnland. Dodaje także, że w demokratycznym kraju zadaniem policji nie jest śledzenie ruchów kadego mieszkańca. - Nie oznacza to jednak, że nie karzemy tych, którzy naruszają obowiązek kwarantanny - kwituje.

“Nikt mnie nie sprawdził”...

… i w zasadzie nie musi. Kwarantanna w Norwegii bardzo różni się od tej w Polsce, gdzie odizolowane osoby codziennie muszą meldować się w aplikacji Kwarantanna, czy też machać z okna stróżom prawa, by potwierdzić, że przebywają w domu. W kraju fiordów można wyjść na spacer czy po niezbędne zakupy, jednak należy pamiętać, by zachowywać dystans od innych osób. Nie wolno chodzić do pracy czy w miejsca, gdzie przebywa więcej ludzi, niezdozwolone są też podróże komunikacją miejską.
Polska: policjant i żołnierz WOT patrolujący okolicę w czasie pandemii. Na przełomie marca i kwietnia każda osoba, która wyszła z domu 'bez ważnego powodu', mogła otrzymać mandat.

Polska: policjant i żołnierz WOT patrolujący okolicę w czasie pandemii. Na przełomie marca i kwietnia każda osoba, która wyszła z domu 'bez ważnego powodu', mogła otrzymać mandat. stock.adobe.com/standardowa/nitka_zaplatana

Choć kwarantanna w Norwegii nie jest więzieniem, dla niektórych i tak jest zbyt uciążliwa. Tak było np. w przypadku 60-latka w gminie Midtre Gauldal (Sør-Trøndelag).

Podwózka radiowozem do domu

Kilka dni temu mężczyzna, choć przebywał na kwarantannie, zlekceważył środki ostrożności - wybrał się na stację benzynową, gdzie, jak opisuje NRK, wszczął awanturę i był bardzo uciążliwy dla innych klientów i obsługi. Do krewkiego obywatela wezwano więc policję. Na miejscu okazało się, że 60-latek miał kontakt z osobą zakażoną covid-19, a sam powinien przebywać na kwarantannie. Funkcjonariusze odwieźli więc mężczyznę radiowozem do domu. Sam incydent jest traktowany jako bardzo poważne naruszenie zasad kwarantanny. O ostatecznych konsekwencjach, jakie poniósł mężczyzna, policja jednak nie informuje.

Poniżej: policjanci, by odwieźć mężczyznę, musieli założyć ochronne kombinezony. 

Naruszenie może słono kosztować

- Nawet jeśli ludzie nie widnieją w systemie, bo nikt ich nie spisał podczas przekraczania granicy, policja będzie egzekwować naruszenie obowiązku kwarantanny, gdy odkryjemy, że tak się stało - informują służby. A do takich przypadków dochodzi niestety coraz częściej. Norweska prasa codziennie informuje o sytuacjach, kiedy ktoś w znacznym stopniu naruszył przepisy dotyczące kwarantanny, np. organizując imprezę, w której udział wzięło kilkanaście osób.  

- Wiele razy ludzie otrzymali wysokie grzywny w wysokości 20 000 koron i więcej za naruszenie obowiązków kwarantanny - komentuje Bjørnland.

Większa kontrola

Władze doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że wiele osób lekceważy kwarantannę, a także narusza środki ostrożności przeciwko rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Dlatego 25 sierpnia szefowa resortu sprawiedliwości Monica Mæland (H) poinformowała, że 400 tymczasowych posterunków policji, które powstały w związku z pilnowaniem przestrzegania zasad kontroli infekcji, będzie działać do końca roku. - Policja jeszcze skuteczniej rozprawiać się imprezami i zgromadzeniami, które zarówno zakłócają porządek, jak i stanowią naruszenie zasad kontroli zakażeń - wyjaśniła.
Reklama
Gość
Wyślij
Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram