Energia wiatrowa traci poparcie Norwegów: tylko pięć gmin chce farm na lądzie
Zarówno norweska społeczność, jak i władze gmin są coraz mniej przychylne elektrowniom wiatrowym w kraju fiordów. Ze sprzeciwem spotykają się szczególnie farmy lądowe – spośród 101 gmin, w których panują warunki sprzyjające budowie tego typu generatorów, 78 kategorycznie się jej sprzeciwia.
Pod koniec 2018 roku w Norwegii działało 610 turbin rozlokowanych w 35 różnych farmach wiatrowych.
unsplash.com/ creative commons
Jednocześnie rezultaty innej ankiety wskazują na potrzebę „przearanżowania zielonej zmiany”. Jeśli bowiem Norwegia rzeczywiście dalej miałaby ją opierać na energii odnawialnej pochodzącej z wiatru, musi przenieść elektrownie na morze – optuje za tym 7 na 10 osób.
[module-single:mod_advertisements,a:2:{s:9:"pool_name";s:8:"arts_all";s:5:"place";s:7:"article";}]
Reklama
78 na 101 mówi nie
Tylko pięć norweskich gmin z potencjałem pod budowę farm wiatrowych dałoby takiej inwestycji zielone światło, wynika z najnowszego przeglądu opracowanego przez portal Klassekampen. Jego autorzy opierali się na raporcie sporządzonym w kwietniu przez Norweski Urząd ds. Dróg Wodnych i Energetyki (NVE), według którego tereny w 13 regionach kraju fiordów nadają się, by postawić na nich generatory wiatrowe. Wlicza się w nie 101 gmin, z których 78 negatywnie odniosło się do budowy lądowych farm wiatrowych w ich obrębie, a 18 nie dało dotąd jasnej odpowiedzi. Do wąskiego grona entuzjastów zaliczyły się gminy Nordkapp i Porsanger, jak również władze Hammerfest, Måsøy i Kvalsund. Wszystkie znajdują się na dalekiej północy, w okręgu Finnmark.
Wspomniane obszary to łącznie 16 705 kilometrów kwadratowych lądu głównie na południu kraju. Chociaż w północnych partiach panują miejscami lepsze warunki do przetwarzania energii wiatrowej, NVE odrzuciło część z nich z powodu słabo rozwiniętej siatki połączeń oraz z uwagi na rozległe tereny wykorzystywane przez renifery.
Sceptyczni od początku
Sceptycyzm mieszkańców wytypowanych gmin rósł od momentu ogłoszenia pomysłu NVE i wysłaniu propozycji wiatrowego rozwoju do Ministerstwa Ropy Naftowej i Energii, a ich reakcje od początku śledziły norweskie media. Jak donosiły kluczowe portale, swoją niechęć do inwestycji manifestowali u lokalnych władz, argumentując ją głównie troską o środowisko, a w przypadku hodowców reniferów – ingerencją w wykorzystywane przez zwierzęta tereny.
Nastąpił również swoisty boom w mediach społecznościowych, na łamach których masowo zaczęły powstawać grupy przeciwników budowy kolejnych generatorów w Norwegii. Największa z nich, Nei til vindindustri i norsk natur, liczy sobie obecnie już prawie 80 tys. członków. Jeszcze w lipcu było to ok. 60 tys. osób, a łącznie z innymi społecznościami na Facebooku, 150 tys.
Czy na pewno warto?
Pod koniec 2018 roku w Norwegii działało 610 turbin rozlokowanych w 35 różnych farmach wiatrowych. W 2017 natomiast otwarto największy w Norwegii park wiatrowy, z którego korzysta jednak tylko koncern Google. Pięćdziesiąt 50 wiatraków jest w stanie wyprodukować 550 GWh prądu, który wystarczyłby na zasilenie 27,5 tys. domków jednorodzinnych.
Jeśli firmie Norsk Vind Hordaland SA uda się zrealizować swój plan, dotychczasowego lidera przebije w 2023 roku Hordavind, która z powierzchnią 65 kilometrów kwadratowych i 235 turbinami stałaby się jednocześnie największą farmą wiatrową w Europie. System generatorów produkowałby rocznie 5 TWh, co odpowiada zapotrzebowaniom około 300 tys. gospodarstw domowych na energię elektryczną.
Powstanie farmy mogą jednak pokrzyżować mieszkańcy gmin Modalen, Masfjorden i Lindås (Hordaland), którzy już zorganizowali marsz przeciwko inwestycji. Nie chcą jej głównie z uwagi na sąsiadujący rezerwat przyrody Otterstadstølen i rozpraszające światła, którymi muszą zostać oznaczone turbiny.
Mimo wszystko w porównaniu z systemem hydroelektrowni farmy wiatrowe wytwarzają dosyć mały odsetek produkowanej dla kraju fiordów energii – 5,3 terawatogodziny (TWh) w skali roku kontra. 136 TWh wytworzonych dzięki wodzie, co koresponduje z 94 proc. pokrycia energetycznego zapotrzebowania Norwegii.
Niech powieje na morzu
Jeśli natomiast mieszkańcy Norwegii mieliby wybierać wyłącznie pomiędzy energią czerpaną z wiatru, skłanialiby się ku farmom offshore – przynajmniej zgodnie z sondą przeprowadzoną przez agencję Opinion na zlecenie Uniwersytetu w Bergen, we współpracy z Norweskim Instytutem Badań Morskich i gminą Bergen. Między 14 a 29 sierpnia 2019 wzięło w niej udział 1000 respondentów. Co prawda 40 proc. z nich poparło rozwój systemu generatorów wiatrowych na lądzie, ale 36 proc. się mu sprzeciwiło. Jednocześnie 7 na 10 respondentów zdecydowanie opowiedziało się za budową farm wiatrowych na wodach norweskiego wybrzeża.
Jak oceniasz ten artykuł?
01-03-2020 11:01
0
-1
Zgłoś