Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Energia wiatrowa traci poparcie Norwegów: tylko pięć gmin chce farm na lądzie Życie w Norwegii
Monika Pianowska 17 września 2019
13:00

Energia wiatrowa traci poparcie Norwegów: tylko pięć gmin chce farm na lądzie

Skomentuj
Pod koniec 2018 roku w Norwegii działało 610 turbin rozlokowanych w 35 różnych farmach wiatrowych. unsplash.com/ creative commons
Zarówno norweska społeczność, jak i władze gmin są coraz mniej przychylne elektrowniom wiatrowym w kraju fiordów. Ze sprzeciwem spotykają się szczególnie farmy lądowe – spośród 101 gmin, w których panują warunki sprzyjające budowie tego typu generatorów, 78 kategorycznie się jej sprzeciwia.
Jednocześnie rezultaty innej ankiety wskazują na potrzebę „przearanżowania zielonej zmiany”. Jeśli bowiem Norwegia rzeczywiście dalej miałaby ją opierać na energii odnawialnej pochodzącej z wiatru, musi przenieść elektrownie na morze – optuje za tym 7 na 10 osób.
Reklama

78 na 101 mówi nie

Tylko pięć norweskich gmin z potencjałem pod budowę farm wiatrowych dałoby takiej inwestycji zielone światło, wynika z najnowszego przeglądu opracowanego przez portal Klassekampen. Jego autorzy opierali się na raporcie sporządzonym w kwietniu przez Norweski Urząd ds. Dróg Wodnych i Energetyki (NVE), według którego tereny w 13 regionach kraju fiordów nadają się, by postawić na nich generatory wiatrowe. Wlicza się w nie 101 gmin, z których 78 negatywnie odniosło się do budowy lądowych farm wiatrowych w ich obrębie, a 18 nie dało dotąd jasnej odpowiedzi. Do wąskiego grona entuzjastów zaliczyły się gminy Nordkapp i Porsanger, jak również władze Hammerfest, Måsøy i Kvalsund. Wszystkie znajdują się na dalekiej północy, w okręgu Finnmark.
Wspomniane obszary to łącznie 16 705 kilometrów kwadratowych lądu głównie na południu kraju. Chociaż w północnych partiach panują miejscami lepsze warunki do przetwarzania energii wiatrowej, NVE odrzuciło część z nich z powodu słabo rozwiniętej siatki połączeń oraz z uwagi na rozległe tereny wykorzystywane przez renifery.

Sceptyczni od początku

Sceptycyzm mieszkańców wytypowanych gmin rósł od momentu ogłoszenia pomysłu NVE i wysłaniu propozycji wiatrowego rozwoju do Ministerstwa Ropy Naftowej i Energii, a ich reakcje od początku śledziły norweskie media. Jak donosiły kluczowe portale, swoją niechęć do inwestycji manifestowali u lokalnych władz, argumentując ją głównie troską o środowisko, a w przypadku hodowców reniferów – ingerencją w wykorzystywane przez zwierzęta tereny. 

Nastąpił również swoisty boom w mediach społecznościowych, na łamach których masowo zaczęły powstawać grupy przeciwników budowy kolejnych generatorów w Norwegii. Największa z nich, Nei til vindindustri i norsk natur, liczy sobie obecnie już prawie 80 tys. członków. Jeszcze w lipcu było to ok. 60 tys. osób, a łącznie z innymi społecznościami na Facebooku, 150 tys.

Czy na pewno warto?

Pod koniec 2018 roku w Norwegii działało 610 turbin rozlokowanych w 35 różnych farmach wiatrowych. W 2017 natomiast otwarto największy w Norwegii park wiatrowy, z którego korzysta jednak tylko koncern Google. Pięćdziesiąt 50 wiatraków jest w stanie wyprodukować 550 GWh prądu, który wystarczyłby na zasilenie 27,5 tys. domków jednorodzinnych.

Jeśli firmie Norsk Vind Hordaland SA uda się zrealizować swój plan, dotychczasowego lidera przebije w 2023 roku Hordavind, która z powierzchnią 65 kilometrów kwadratowych i 235 turbinami stałaby się jednocześnie największą farmą wiatrową w Europie. System generatorów produkowałby rocznie 5 TWh, co odpowiada zapotrzebowaniom około 300 tys. gospodarstw domowych na energię elektryczną.
Powstanie farmy mogą jednak pokrzyżować mieszkańcy gmin Modalen, Masfjorden i Lindås (Hordaland), którzy już zorganizowali marsz przeciwko inwestycji. Nie chcą jej głównie z uwagi na sąsiadujący rezerwat przyrody Otterstadstølen i rozpraszające światła, którymi muszą zostać oznaczone turbiny.

Mimo wszystko w porównaniu z systemem hydroelektrowni farmy wiatrowe wytwarzają dosyć mały odsetek produkowanej dla kraju fiordów energii – 5,3 terawatogodziny (TWh) w skali roku kontra. 136 TWh wytworzonych dzięki wodzie, co koresponduje z 94 proc. pokrycia energetycznego zapotrzebowania Norwegii.

Niech powieje na morzu

Jeśli natomiast mieszkańcy Norwegii mieliby wybierać wyłącznie pomiędzy energią czerpaną z wiatru, skłanialiby się ku farmom offshore – przynajmniej zgodnie z sondą przeprowadzoną przez agencję Opinion na zlecenie Uniwersytetu w Bergen, we współpracy z Norweskim Instytutem Badań Morskich i gminą Bergen. Między 14 a 29 sierpnia 2019 wzięło w niej udział 1000 respondentów. Co prawda 40 proc. z nich poparło rozwój systemu generatorów wiatrowych na lądzie, ale 36 proc. się mu sprzeciwiło. Jednocześnie 7 na 10 respondentów zdecydowanie opowiedziało się za budową farm wiatrowych na wodach norweskiego wybrzeża.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas