Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
#MojePoczątki: Tygodniami spałem w samochodzie i jadłem konserwy. Norwegia robiła wszystko, by mnie wykurzyć Wywiad
Anna Moczydłowska 22 września 2017
08:00

#MojePoczątki: Tygodniami spałem w samochodzie i jadłem konserwy. Norwegia robiła wszystko, by mnie wykurzyć

25
Skomentuj
Marcin i jego przyjaciele na pomysł wyjazdu do Norwegii wpadli bardzo spontanicznie. fot. archiwum prywatne
Praca w polskiej ,,budowlance" przyzwyczaiła go do ciężkich warunków. Nie spodziewał się jednak, że Norwegia szykuje dla niego o wiele trudniejszą przeprawę. Mało brakowało, by Marcin Pietrzak poddał się i zrezygnował. Choć dziś twierdzi, że było warto, z całą stanowczością powtarza: "drugi raz bym tego nie zrobił".
W Polsce Marcin pracował dorywczo na budowach. Ostatnio, choć pochodzi z Łodzi, dojeżdżał w okolice Warszawy. Bilet w jedną stronę kosztował go więc 34 złote.

– Zarabiałem grosze na słabych umowach. Praca raz była, a innym razem jej nie było. Musiałem niemal dopożyczać, żeby w ogóle dojeżdżać na budowę – wspomina.
Reklama

W ciemno

Myśl o wyjeździe za granicę towarzyszyła mu od dawna, ale pomysł na wyjazd do Norwegii narodził się spontanicznie. Pewnego wieczora, popijając z kolegami piwo, pomyśleli po prostu: ,,zróbmy to". Kilka dni później każdy z nich pakował do małego wysłużonego auta po dwie walizki: jedną z ubraniami, drugą z jedzeniem. Bilety na prom już mieli, a w Polsce nie trzymały ich żadne poważne zobowiązania. We trójkę, całkiem w ciemno, wyjechali szukać szczęścia w kraju fiordów.

– Norwegia chyba się na mnie uwzięła i chciała mnie wykurzyć za wszelką cenę. Nie udało się – dziś żartuje Marcin, rozpoczynając opowieść na temat swoich początków, ale trzy lata temu wcale nie było mu do śmiechu. Wiedział, że jeśli zainwestuje i tak niewielkie oszczędności w wyjazd i się nie uda, wróci do Polski z zerem lub długiem na koncie.

Na miejsce dotarli zmęczeni, ale pełni entuzjazmu. Poszukiwania pracy rozpoczęli od Oslo. Stolica wydawała się najbardziej kuszącym miejscem na nowy początek. Niestety, rzeczywistość zweryfikowała plany Marcina, Piotrka i Mateusza. W Norwegii zaskoczył ich szereg formalności, niezbędnych, by podjąć legalną pracę. Okazało się, że ofert, które odpowiadałyby Polakom, nie ma w ogóle.

Najpierw radość, potem rozterka

Kolejne kroki skierowali do Bergen. Tam spali we trójkę w maleńkim samochodzie, jedli konserwy i myli się na stacjach benzynowych. Codziennie byli też gośćmi McDonald's, który oferował darmowe wi-fi. W sieci oraz w lokalnych agencjach pracy wyglądali jakichkolwiek ofert. Zapasy żywności, pieniędzy i czasu niestety topniały w zawrotnym tempie. Polacy mieli bowiem kupione już wcześniej powrotne bilety na prom.

– Szukaliśmy na wszelkie sposoby. Ja w tym czasie miałem tylko jedną rozmowę w sprawie pracy w Bergen. Prowadziła ją Polka. Niestety nic z tego nie wyszło. Kolejna oferta przyszła z Tromsø. Niestety 700 kilometrów, jakie miałem do przebycia, sprawiły, że odmówiłem. Dopiero trzecia rozmowa zakończyła się sukcesem. Szef chciał mnie od zaraz – opowiada Marcin.

Pomimo dość słabej, jak na norweskie warunki, stawki, w ciągu trzech dni intensywnej pracy po kilkanaście godzin na dobę, Marcin odrobił cały wyjazd. W tym czasie żaden z jego kolegów nie znalazł w Norwegii zatrudnienia. Przyszła więc pora podjąć decyzję: wracać razem do Polski, czy zostać, ale samemu.

– Wielka radość przerodziła się w wielką rozterkę. Wiedziałem, że jeśli wrócę do Polski, to już więcej do Norwegii nie przyjadę. Ale z drugiej strony, przecież po trzech dniach nie mogłem powiedzieć pracodawcy, że potrzebuję urlopu, aby wrócić choć na chwilę do Polski. Do tego musiałbym dorzucić, że śpię w aucie i żywię się konserwami. To mogłoby wyglądać nie najlepiej – opowiada ze śmiechem Marcin.

Mobbing na budowie

Pożegnał więc przyjaciół i z duszą na ramieniu postanowił zostać w obcym kraju, nie znając ludzi ani języka. Szef pozwolił Marcinowi spać na budowie, a właściciel nieruchomości wykazał się gestem i zapewnił mu prowizoryczne łóżko oraz telewizor. Tak minęło 1,5 miesiąca. Po tym okresie wrócił do Polski, by kupić samochód i zabrać ze sobą narzędzia.

– Po powrocie czekała mnie jednak niemiła niespodzianka. Na budowie zaczął się mobbing. Ciągłe dogadywanie, krytykowanie, krzyki. Szef widział, że zależy mi na pracy i świetnie to wykorzystywał. Zamiast zwiększać mi stawkę, zaczął ją zmniejszać. Miałem wtedy dwa wyjścia: albo obrócić się na pięcie i odejść, albo milczeć i się przemęczyć. Wybrałem to drugie. Wytrzymałem osiem miesięcy, które były prawdziwą mordęgą – wspomina.

Jedna sytuacja zwłaszcza zapadła mu w pamięć. Kiedy któregoś razu wracał po pobycie w Polsce, zatrzymał się na moście łaczącym Szwecję z Norwegią. Zadzwonił wówczas do mamy.

– Z rykiem, bo to nie był zwykły płacz, powiedziałem, że nie dam rady, nie poradzę sobie. Z kolegami czuliśmy ekscytację, kiedy jechałem sam, było zupełnie inaczej. Powiedziała wtedy bardzo prosto: ,,Nie ma problemu, zawracaj. Zatrzymaj się tylko na chwilę i zastanów się, co dalej". Pomogło. Wrzuciłem jedynkę, przejechałem granicę i stawiłem czoło Norwegii – wspomina Marcin.

Topniejące oszczędności

Po pewnym czasie do Marcina dołączyła jego dziewczyna, wynajęli wspólnie pokój. Niestety Monika przez wiele miesięcy nie mogła znaleźć dla siebie pracy w Norwegii i to na jego barkach ciążyło utrzymanie obojga. Po jednej z wielu kłótni z szefem, postanowili się rozstać. To była zima, najgorszy okres w przemyśle budowlanym, a Marcin został bez stałego zatrudnienia. Pozostało mu imać się dorywczych zajęć. 

– To był straszliwie stresujący czas. Nie mogliśmy nic zaplanować, o żadnej stabilizacji nie było mowy. Oszczędności znowu rozchodziły się bardzo szybko. Do domowego budżetu wpadały dosłownie grosze, a my pod koniec miesiąca na każdy posiłek jedliśmy chleb z tuńczykiem. Przez osiem miesiący nie widzieliśmy się z rodziną, bo nie mieliśmy pieniędzy na wyjazd do Polski – mówi.

Po kilku miesiącach Monika znalazła pracę przy opiece nad dzieckiem. Zarabiała 50 koron na godzinę. Do tego 30 wydawała na dojazd, a zwykle pracowała nie wiecej niż trzy godziny dziennie.

– Bardziej chodziło o to, żeby nie siedziała w domu. Czasami nawet dokładaliśmy do tego interesu, ale zachęcałem ją, by to robiła, poznawała ludzi i uczyła się języka. Choć nie powiem, kusiło nas, żeby wrócić do Polski i nigdy więcej nie myśleć o tym kraju. Cały czas w głowie mieliśmy jednak, że robimy to wszystko po coś. Wierzyliśmy, że jeśli teraz się przemęczymy, to coś jednak z tego wyjdzie – wspominają.

Wytrwałem

W końcu nadeszły dla nich lepsze czasy. Monika zaczęła lepiej zarabiać, Marcin podobnie. Choć firma, w której pracował, zamykała się, ówczesny szef pomógł znaleźć Marcinowi nową pracę, także jako płytkarz.

– Nie chciałem więcej słyszeć o pracy na czarno, bez umowy i za średnie pieniądze. Znałem już swoją wartość, wiedziałem, jak trudno o dobrego fachowca w Norwegii. Teraz mam świetnego szefa, który dba o nas jak o rodzinę. Z chłopakami na budowie traktujemy go jak ojca – mówi.

Czy było warto? – Warto jak diabli, ale drugi raz bym się na to nie pisał! Nie chciałbym przeżywać tego, co na początku. Mogłem zrezygnować i wrócić do domu z niczym. Nie zrobiłem tego i jestem z siebie dumny. Wytwałem. Teraz odbijam sobie to, co przeszedłem tu przez pierwsze dwa lata – mówi Marcin.

W Norwegii na początku bał się pracować krócej niż kilkanaście godzin na dobę, w obawie przed utratą pracy. Chciał uzbierać pieniądze, by zabiezpieczyć się na wypadek czasowego braku zatrudnienia. Wracał tak zmęczony, że o nauce języka nie było mowy. Jego lokum wołało o posprzątanie, ale on nie miał na to czasu – bywał w nim jedynie gościem.

Teraz Marcin pracuje nie dłużej niż osiem godzin, lubi swoją pracę, a wraz z dziewczyną wynajmuje ładne 60-metrowe mieszkanie. Ona także znalazła pracę w dobrze prosperującej firmie sprzątającej. Jednak dopiero niedawno zyskali poczucie spokoju, bezpieczeństwa i stabilizacji finansowej.

– Długo nie mogłem pozbyć się tego lęku, siedział głęboko w mojej głowie. Na szczęśćie teraz po pracy odpoczywam, zamiast się zamartwiać. Gdy jeździmy do Polski, to na wakacje, nie na wegetację. Myślę, że przez kolejne 10 lat dorobimy się domu bez kredytu w Polsce i tam założymy swoje firmy. Pieniądze pieniędzmi, ale tęknota za rodziną bierze górę. Łza się w oku kręci, kiedy zjeżdżam z promu i widzę Świnoujście, pisane przez ,,ś" – mówi.

Twoje początki w Norwegii nie były łatwe? A może odwrotnie – od razu poczułeś się jak w domu? Jeśli uważasz, że warto o tym opowiedzieć, napisz do nas na redakcja@mojanorwegia.pl.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Ewa xx
Ewa xx 27-11-2017 16:41

Historia, jakich wiele. Panowie w grupie, samochod i ciekawosc co to bedzie. I TAK OD 1980 ROKU sie dzieje.

2
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Bronislaw KOMORA
Bronislaw KOMORA 24-09-2017 07:34

napisał:
Chcialbym moc zarobic 22 tys na czysto. Polacy maja tendencje do zawyżania swoich zarobkow. Miernoty ktore mysla ze zazdrością zablysna przed swoimi wyimaginowanymi kolegami ... a kysz
22tys na czysto to zarabialem 10 lat temu dla informacji , widac z kim mamy do czynienia z ludzimi ktorzy daja sie dymac przez norweskie firmy krzak alb przez polskich pseudo pracodawcow
Teraz stawka minimalna godzinowa to 220nok w wzwyz jak ktos tego nie zarabia to nie wiem po co tu siedz !!!

-9
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Patryk æsj
Patryk æsj 23-09-2017 23:27

Chcialbym moc zarobic 22 tys na czysto. Polacy maja tendencje do zawyżania swoich zarobkow. Miernoty ktore mysla ze zazdrością zablysna przed swoimi wyimaginowanymi kolegami ... a kysz

6
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Byk Miks
Byk Miks 23-09-2017 19:37

I oczywiście te 22 000 nok oszczedzanych jako pendler to już netto po uwzględnieniu tego co wysłałem do Polski.

-5
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Byk Miks
Byk Miks 23-09-2017 19:35

PolskaKrew napisał:
10.000 nok miesięcznie na czysto to dobre ale dla kawalera, albo dla kogoś kto jest w norwegi z rodziną, 10.000 nok tj. około 4500zł a w dużym mieście w którym mieszkam przykładowo kierowca miejskiego autobusiku ma na rękę 3600zł i nawet prawko kat\"D\" zrobią.
Rozłąka z rodziną, dzieckiem i robienie z siebie białego murzyna nie jest warta tych 10 tyś nok.


Masz rację i doprecyzowales to co mam na myśli. Jestem tutaj z rodziną i jeśli ja sam nie oszczedze te 10 tyś nok miesięcznie to traktuje to jako osobista porażkę. Ile oszczedzi moja kobieta to już jej sprawa. Będąc bez rodziny odkladalem ok 22 000 nok miesięcznie. Poniżej tego nie opłaca się tutaj siedzieć

3
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Bronislaw KOMORA
Bronislaw KOMORA 23-09-2017 17:24

spal na budowie na steropianie wtulajac sie w wate szklana - wiec szef stwierdzil ze trzeba niewolnika wykorzystac !!! a niewolnik wytrzymal 8 miesiecy masakra

6
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
PIG DRIVER
PIG DRIVER 23-09-2017 17:12

to nie są kobiety od mopa ,TO SIĘ FACHOWO NAZYWA KONSERWATORKI POWIERZCHNI PŁASKICH haha POLSKA to dla nora kraj sprzątaczek i nianiek

Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Tomasz Tomasz
Tomasz Tomasz 23-09-2017 16:51

Niestety,ale Polak zrobi wszystko za najniższą norweską krajowa co Norweg mu powie, dokładnie jak ,,biały murzyn,,. Polak odbiera słowa rodowitego norwega jak ,, pismo święte,, i nigdy mu sie nie postawi.

Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Bronislaw KOMORA
Bronislaw KOMORA 23-09-2017 16:21

i te kobiety do mopa i do uzerania sie z norskimi bachorami szczyt mozliwosci Polki w tym kraju

Odpowiedz
Zgłoś komentarz
6 rzeczy, które musisz wiedzieć o Gjeldsregisteret

6 rzeczy, które musisz wiedzieć o Gjeldsregisteret

Eff.14,15%, 100000kr, 5 år, kost 37120kr, Tot.137120kr Reklama

Bliżej nas