Turystyka

Tylko dla odważnych: w tych miejscach w Norwegii ciągle straszy

Monika Pianowska

31 stycznia 2020 14:28

Udostępnij
na Facebooku
2

Na pacjentach szpitala psychiatrycznego w Lier dokonywano eksperymentów. unsplash.com/ fot. Nathan Wright/ creative commons

Chociaż mity i legendy kraju fiordów kojarzą się głównie z nordyckimi bogami, potężnymi olbrzymami, a wielu odwiedzających liczy na to, że podczas podróży na Północ uda im się spotkać uchodzące za symbole Norwegii trolle, istnieją również historie, które ucieszą przede wszystkim amatorów dreszczyku grozy i tych, którzy zawsze marzyli, by natknąć się na… ducha.
Jak się bowiem okazuje, w murach norweskich kościołów, zamczysk czy hoteli dochodziło do mrożących krew w żyłach wydarzeń, przez które miejsca te do dziś nazywa się nawiedzonymi. Przedstawiamy owiane tajemnicą punkty na mapie Norwegii, w których podobno wciąż można usłyszeć upiorne jęki i poczuć, jak włos jeży się na głowie.
Reklama

Panna młoda z opactwa Utstein

Opactwo Utstein to jedyny klasztor w Norwegii, który mimo swoich średniowiecznych początków jest świetnie zachowany i funkcjonuje dziś jako muzeum. Chociaż położony na wyspie Klosterøy nieopodal Stavanger kompleks od zawsze zamieszkiwali jedynie zakonnicy, to jednak pewna kobieta zapisała się na kartach historii opactwa.

W XVII wieku budynek kupił Christoffer Garmann, który zamieszkał w nim ze swoją żoną Cecilią. Kobieta zmarła  w 1759 roku, mając zaledwie 25 lat. Mimo że Christoffer obiecał jej przed śmiercią, że już nigdy więcej nie poślubi żadnej kobiety, złamał dane słowo – 20 lat później ożenił się z o 36 lat młodszą wybranką. Chcąc uniknąć zemsty Cecilii, zaaranżował ślub w katedrze w Stavanger. Była żona znalazła go tam jednak i pojawiła się przed nim w środku ceremonii. Garmann zmarł osiem dni później, ale duch Cecilii jeszcze przez wieki snuł się po korytarzach klasztoru w swojej ślubnej sukni.
W zabytkowym kościele kompleksu klasztornego Utstein w wyjątkowych okazjach odprawia się nabożeństwa.
W zabytkowym kościele kompleksu klasztornego Utstein w wyjątkowych okazjach odprawia się nabożeństwa. stock.adobe/ licencja standardowa

Zjawy opuszczonego szpitala psychiatrycznego w Lier

Szpital psychiatryczny w Lier otworzył podwoje w 1926 roku. Wkrótce potem zasłynął jako norweska placówka medyczna, w której stosowano eksperymentalne metody leczenia pacjentów. Testowano na nich między innymi lobotomię, LSD czy wprowadzanie w stan śpiączki farmakologicznej. Hospitalizowani spotykali się z izolacją i licznymi nadużyciami ze strony personelu, m.in. bezpodstawnym przykuwaniem do łóżek czy zakładaniem kaftanów bezpieczeństwa. Co nie zaskakuje, w szpitalu notowano też spory odsetek zgonów podopiecznych.

Okraszona ludzkim cierpieniem mroczna historia placówki zrodziła również opowieści o uwięzionych tam duszach, które nawiedzały mury budynku jeszcze niedawno, gdy niszczał i nie spełnia funkcji placówki medycznej. Osoby, które zdobyły się na odwagę, by odwiedzić opuszczony psychiatryk, relacjonowały w sieci, że wśród obdrapanych z farby ścian, starych łóżek, okien z kratami i pozostałości sprzętu czuć niepokojącą energię. Choć wnętrze szpitala w Lier przypominało plan zdjęciowy horroru i aż prosił się o uwiecznienie na kliszy, według fotografów... nie dało się tam zrobić wyraźnego zdjęcia, ponieważ na miejscu sprzęt „wariował”. Niestety nie istnieje już możliwość przekonania się o tym osobiście. Pod koniec ubiegłego roku obiekt poddano rozbiórce.
Budynki szpitala w Lier zburzono, groziły zawaleniem.
Budynki szpitala w Lier zburzono, groziły zawaleniem. commons.wikimedia.org/fot. Sodafy/ CC BY-SA 4.0

Demoniczny pies broni twierdzy Akershus w Oslo

Poza tym, że jedna z chlub stolicy kraju fiordów – wzniesiona w XIII/XIV wieku twierdza Akershus – przetrwała wiele najazdów, obecnie pełni funkcję muzeum i bazy wojskowej, wśród mieszkańców Oslo słynie z czegoś jeszcze. Norwegowie mają powody, by nazywać ją jednym z najbardziej nawiedzonych miejsc nad fiordami. Poza tym, że wewnątrz wciąż słychać szepty i szczęk kajdanów więźniów, którzy swoje ostatnie dni spędzili zamknięci wśród cegieł zamczyska, do jednej celi powraca Mantelgeisten, kobieta bez twarzy ubrana w długą szatę.

Do najbardziej znanych legend o Akershus należałoby jednak zaliczyć tę o demonicznym psie strzegących jego bram. Malcanisena podobno pogrzebano żywcem w myśl przesądu, że taka praktyka przyniesie szczęście na dworze. Pies zaczął się jednak mścić za to, jak go potraktowano, i jego duch atakował odwiedzających twierdzę. Spotkanie z demonicznym zwierzęciem zawsze wieściło też rychłą śmierć. Przekonał się o tym Peder Hanssøn Litle, który choć przepędził upiornego psa, rzucając w niego pochodnią, wkrótce i tak stracił życie po upadku z konia.
Malcanisen stoi na czatach u bram twierdzy Akershus w Oslo.
Malcanisen stoi na czatach u bram twierdzy Akershus w Oslo. stock.adobe/ licencja standardowa

Wisielec z lasu Finnskogen

Również ci, którzy akurat wybiorą się na spacer po porastającym norwesko-szwedzką granicę lesie Finnskogen, mają szansę spotkać coś budzącego większą grozę niż wilk. Niegdyś wśród leśnej gęstwiny była zlikalizowana farma zwana Bekka gård. Po latach jedynym, co po niej pozostało, okazała się piwnica. Według podań wcale jednak nie wieje w niej pustką...

Według jednej z wersji w okolicy dawnej farmy zatrzymał się kondukt żałobny transportujący ciało mężczyzny, lecz w nocy zwłoki zniknęły. Odpowiedzialnością za to obarczono... ducha wisielca, który zamieszkiwał leśną piwnicę dawnej farmy Bekka. Jak twierdzą niektórzy, zjawa nadal się w niej ukrywa.
W jednej z takich leśnych norweskich piwniczek podobno wciąż ukrywa się duch wisielca.
W jednej z takich leśnych norweskich piwniczek podobno wciąż ukrywa się duch wisielca. Źródło: adobe stock/ licencja standardowa

Niegościnny ksiądz z ruin kościoła w Nes

Kościół w gminie Nes w Akershus wzniesiono za pierwszym razem w XII wieku, następnie odbudowano go na planie krzyża po spaleniu przez Szwedów w 1567 roku. Pożar powtórzył się w roku 1854, jednak świątynia nie odzyskała już dawnego kształtu mimo prac rozpoczętych w XIX wieku. Obecnie można podziwiać jego ruiny.

Zdaniem niektórych należy przy tym wziąć pod uwagę obecność pewnego mało przyjaznego ducha. Odwiedzający ruiny w Nes relacjonowali, że na miejscu odczuwali kłopoty z oddychaniem i poruszaniem się, mieli także problemy ze sprzętem elektronicznym i latarkami, a między gruzami migały cienie przemykających postaci. Jedna z nich nosiła sutannę.
Ruiny kościoła w Nes w Norwegii.
Ruiny kościoła w Nes w Norwegii. wikimedia.org/ fot. Elgrecogrande/ CC BY-SA 3.0 NO
Podejrzewa się, że to duch Jacoba Christiana Finckenhagena, księdza, który służył w kościele do dnia swojej śmierci w 1837 roku. Istnieją jednak sprzeczne wersje tego, jak zmarł: według niektórych źródeł dożył sędziwego wieku i dorobił się sporego majątku mimo swojej skromnej pozycji, inne mówią, że mężczyzna powiesił się w świątyni w Nes. Krążą także pogłoski, że pojawiające się na terenie ruin cienie należą do jego dzieci, które zostały pochowane za ołtarzem.
Więcej przykładów nawiedzonych miejsc w Norwegii znajdziecie pod tym linkiem.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
monika mojanorwegia

01-02-2020 10:04

Panie Danielu, dziękuję za sprostowanie. Pozdrawiam, Monika Pianowska

Pani Moniko proszę nie wprowadzać czytelników w błąd i rzetelnie sprawdzić informacje na temat miejsc o których pani pisze w artykule.
Szpital w Lier nie istnieje od około 2 lat został zburzony.
Pozdrawiam Daniel

Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram