Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
„Mamy bardzo dużo do zaoferowania światu”: Polak jest kucharzem, nam opowiada o kulisach pracy w norweskiej gastronomii Polacy w Norwegii
Natalia Szitenhelm 11 lipca 2019
08:00

„Mamy bardzo dużo do zaoferowania światu”: Polak jest kucharzem, nam opowiada o kulisach pracy w norweskiej gastronomii

Skomentuj
– Każdy obcokrajowiec ma taki sam początek w Norwegii – mówi Karol. archiwum prywatne
Branżę gastronomiczną zna od podszewki, przez wiele lat pracował w restauracjach w Polsce, a od ponad trzech lat gotuje i szkoli innych kucharzy w Norwegii. – Chcę zmienić obraz przeciętnego Polaka za granicą, który jak nie zaszkodził, to już pomógł – mówi nam. I słowa zamienia w czyn. Z kolegami pro bono zachęca do skorzystania z aplikacji, która ułatwi znalezienie wakatu w norweskiej gastronomii. O satysfakcji z ciężkiej pracy, kulisach zawodu i współpracy z innymi rodakami opowiada nam Karol Brochuński.
Karol pochodzi z Gdyni, w kraju fiordów mieszka i pracuje w sumie od 3,5 roku. Najpierw było Kirkenes, teraz Oslo. Jego początki za granicą bardzo przypominają zagraniczny start wielu innych Polaków w tamtym czasie – dużo osób wyjeżdżało do pracy w Holandii, Niemczech czy właśnie w Norwegii, znajomi Karola również. Z czasem namówili go, by do nich dołączył. I tak rozpoczęła się jego przygoda z norweską gastronomią, która trwa do tej pory.
Reklama

Patelnie w każdym kraju są takie same

W zawodzie jest od 15 lat. Do lipca Karol pracował w Hinoki w Lillestrøm. – Nigdy nie pracowałem na tak świeżych produktach: owoce morza, mięso, ryby – wszystko doskonałej jakości – opowiada. Polak bardzo lubił swoją pracę, choć… w sierpniu właśnie rozpoczyna inną, związaną z piwowarstwem, w Ringnes Brygghus. Powód jest prosty: rozwój i zdobywanie doświadczenia. – W tej branży trzeba cały czas się rozwijać. To podstawa – wyjaśnia. I dodaje: Cieszę się, że udało mi się tam dostać. 

Pracy jest bardzo dużo. – Obecnie w branży brakuje dobrych kucharzy, z doświadczeniem. W samym Oslo już teraz potrzeba ich około 1500 – opowiada Karol. – Choć Norwegów w gastronomii nie ma zbyt wielu, przynajmniej ja się nie zetknąłem. Jak już, to są gdzieś na sali.  

W kuchni pracują więc przede wszystkim obcokrajowcy. Karol mówi, że zagraniczne pochodzenie nie jest przeszkodą, by się wybić.

Patelnie w każdym kraju są takie same. Czasem czuję, że Norwegowie są zdystansowani, ale to nie powinno nikomu przeszkadzać.

Liczy się doświadczenie, sumienna praca. – Każdy obcokrajowiec ma taki sam początek w Norwegii: wizyta na posterunku policji, w urzędach, rejestracja pobytu – podsumowuje.

Gastronomia = ciężka harówka

Karol zna branżę od podszewki, dlatego wie, na czym powinna skupić się osoba, która dopiero zaczyna przygodę z gastronomią w Norwegii. Jedną z bardzo istotnych kwestii jest znajomość języka obcego. – Trzeba znać język, przynajmniej angielski, by się porozumieć. To podstawa – wyjaśnia. Choć, jak mówi, on sam przyjął kiedyś do pracy Polaków, którzy nie mówili w żadnym obcym języku. – Okazali się świetnymi ludźmi, ale nie każdy będzie miał szczęście, by znaleźć pracę bez języka – podsumowuje. Co jeszcze ułatwi start w branży? – Dobrze, by być ukierunkowanym. Kiedy ktoś specjalizuje się w danej rzeczy, od razu ma punkt zaczepienia, łatwiej mu znaleźć pracę, osiągnąć stabilizację – radzi Polak. 

Podczas procesu rekrutacyjnego w Norwegii istotną rolę odgrywają referencje, które pracownik otrzymuje od poprzednich pracodawców. Jednak Karol, który sam rekrutował kucharzy do swojego zespołu, mówi, że nie mają dla niego znaczenia. – Kto wystawi złe referencje swojemu pracownikowi? Pracodawcy zależy, by rozstać się w zgodzie, pracownikowi również. Chodzi o to, by wzajemnie „nie narobić" sobie złej opinii –  tłumaczy.

Nie czytam referencji. Kiedy ktoś przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną, pytam, czy ma czas, niech pokaże, co potrafi. Wystarczą mi dwie godziny, żeby przekonać się, czy ktoś rzeczywiście ma doświadczenie, czy tylko wciska mi kit i pisze w CV, że pracował w kuchni.

Karol mówi też, że gastronomia oznacza ciężką pracę, zwłaszcza jeśli ktoś przyjeżdża z zagranicy. On sam pracował w wielu miejscach w Polsce, zdobywając doświadczenie, ale kiedy przyjechał do Norwegii, zaczynał od najniższego szczebla. Mówi, że trzeba się przygotować na ciężką harówkę.

Poniżej: Choć lubił swoją dotychczasową pracę, w sierpniu zaczyna inną w piwowarstwie, wszystko dlatego, że, jak mówi, kucharz musi się rozwijać. 
archiwum prywatne

Czytać, szukać, dowiadywać się

Pytany, na co uważać w branży, bez zastanowienia odpowiada: Przede wszystkim trzeba czytać umowy, kontrakty, podpunkty. – Jeśli nie rozumie się tego, co się czyta, nie wolno niczego podpisywać. Czy znam ludzi, którzy w ciemno podpisali umowę? Sam jestem takim człowiekiem [śmiech – przyp. red]. Kiedyś nie przeczytałem kontraktu, zwróciłem tylko uwagę na stawkę i godziny, a potem okazało się, że nie doczytałem warunków pracy w weekendy. 

Oprócz tego Karol radzi, by przed wyjazdem do pracy zebrać jak najwięcej informacji o miejscu, do którego się jedzie. Poczytać przepisy, zapoznać się z zasadami, które panują zarówno w Norwegii, jak i samym miejscu pracy. Nie być biernym, tylko dowiedzieć się jak najwięcej.

Jak nie zaszkodził, to znaczy, że już pomógł

Wśród Polonii norweskiej krąży powiedzenie, że „jeśli Polak nie zaszkodził drugiemu Polakowi, to znaczy, że już mu pomógł”. Karol mówi, że nigdy nie był w sytuacji, gdy inny rodak próbował mu zaszkodzić. – Słyszałem o Polakach, którzy podkładali innym Polakom przysłowiową świnię. Mnie to jednak nigdy nie spotkało, moich kolegów – owszem. Tylko że tak samo zachowują się Słoweńcy, Włosi, Węgrzy – wylicza. Dodaje jednak, że tego typu zachowania podczas pracy w gastronomii zdarzają się niezwykle rzadko, bo każdemu, kto pracuje w branży, zależy na dobrej opinii. – To hermetyczne środowisko, a zła opinia o kimś może długo się za nim ciągnąć. Nikt tego nie chce – wyjaśnia.  

On sam chce pomóc innym Polakom, którzy w norweskiej gastronomii stawiają dopiero pierwsze kroki. A takich osób jest sporo, zwłaszcza w sezonie. Dlatego, razem z kolegami, zaangażował się w tworzenie Staffers app, aplikacji, która pomoże w znalezieniu pracy w branży – oferty dla siebie znajdą tu np. kelnerzy, kucharze, barmani, barback (pomoc barmana). Poza tym za pośrednictwem aplikacji pracodawca może ocenić pracownika i odwrotnie. Jak zaznacza Karol, ten aspekt jest bardzo istotny – wzajemnie mobilizuje obie strony: pracownika do starannego wykonywania obowiązków, a pracodawcę do zapewniania dobrych warunków zatrudnienia. Chce ułatwić start innym rodakom. – My, Polacy, mamy bardzo dużo do zaoferowania światu – stwierdza.

Polak mówi, że Staffers app jest dużą konkurencją dla agencji pracy, gdyż – w przeciwieństwie do nich – za wyszukiwanie wakatów pobiera tylko niewielką marżę, która przeznaczana jest wyłącznie na utrzymywanie platformy. Nikt nie czerpie finansowych korzyści ze Staffers. Póki co aplikacja pokazuje oferty pracy wyłącznie z Oslo, ale są plany, by rozszerzyć jej zasięg na inne norweskie miasta, takie jak Bergen czy Trondheim. Zwłaszcza że, jak zaznacza Karol, to najszybsza droga, by znaleźć pracę w zawodzie.

Aplikacja wymaga potwierdzenia tożsamości. Polak radzi, by założyć konto w którymkolwiek norweskim banku, oprócz DNB. – Jeśli ktoś ma konto w DNB, nie będzie mógł potwierdzić tożsamości. To dziwne, ale DNB jako największy norweski bank nie wysyła kodów MiniId obcokrajowcom, a bez tego weryfikacja konta nie będzie możliwa. Sam mam konto w Sparebank, tam nie ma żadnych problemów – wyjaśnia.

Dobrze jest jak jest

Karolowi w Norwegii mieszka się dobrze. Spokojna starość w Polsce? Może kiedyś kupi tam kawalerkę, żeby, jak mówi, mieć swoje miejsce, ale na razie niczego nie planuje. Nie wie, czy nie wyjedzie do innego kraju, żeby się rozwijać.

Poniżej: Karol pochodzi z Trójmiasta: „Jeśli chcę, to tak naprawdę mogę w ciągu czterech godzin być w Polsce".
archiwum prywatne
Plany na przyszłość? Karol mówi, że obecnie nie myśli o emeryturze. Póki co chce zwiedzić kraj fiordów. Jak mówi, od dłuższego czasu planował taką podróż. – Kiedyś może wyjadę z Norwegii, niekoniecznie do Polski, raczej do innego kraju. W zawodzie kucharza ważne jest poznawanie smaków, co wiąże się z podróżowaniem – podsumowuje.
Masz ciekawą pasję? Chcesz opowiedzieć swoją emigracyjną historię? Z powodzeniem prowadzisz swój biznes w Norwegii i chcesz o tym opowiedzieć? Napisz do nas!
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas