Witam Wszystkich!!!
Mam mały problem i bardzo prosiłbym o radę.
Otóż od 2 lat wynajmowałem dom w Bergen.Zgodnie z umową zawartą z norweskim najemcą,złożyłem wypowiedzenie najmu 2 miesiące przed planowanym opuszczeniem lokum.Przez cały okres najmu wypełniałem wszelkie warunki kontraktu,pieniądze(wcale nie małe,bo aż 13000 NOK miesięcznie)przelewałem 1-go każdego miesiąca.Wynajemca w referencjach,które wystawił mi tuż przed opuszczeniem przeze mnie domu,oczywiście opisał mnie w samych superlatywach wymieniając szczegóły najmu.Umowa,którą z nim podpisałem przy wynajmowaniu domu,jasno mówiła że mam wpłacić na jego konto depozyt w wysokości dwu miesięcznego czynszu,oraz wspomniany czynsz za pierwszy miesiąc z góry.Słowem-standard.Zgodziłem się na warunki i wynająłem ten dom.On był zadowolony i ja też.Zgodziliśmy się obaj,że za ostatni miesiąc mieszkania tam nie będę musiał przelewać pieniędzy za czynsz,po prostu odejmiemy kwotę od depozytu.W sumie pozostała więc jego połowa.Nie było też żadnych problemów przy zdawaniu końcowym owego domu.Po oględzinach(bardzo szczegółowych),wynajemca doszedł do wniosku że wszystko jest w jak najlepszym porządku i przesłał mi pozostałą część depozytu.
Od tego momentu zaczęły dziać się cuda.
Oto miesiąc po mojej wyprowadzce i oddaniu mi przez niego depozytu,zadzwonił do mnie z prośbą o szybkie i bardzo pilne spotkanie.Pojechałem więc do niego i ku mojemu zdziwieniu,człowiek ten zaczął oskarżać mnie o zdewastowanie jego mieszkania!
Stwierdził np. że sufit w łazience został zniszczony przeze mnie(farba z sufitu odchodziła w paru miejscach).Wskazał mi też inne usterki rzekomo stworzone z mojej winy...
Powiedział mi,że firma ubezpieczeniowa zażądała abym to ja(!) pokrył koszty naprawy i generalnie całego remontu domu...
Dodam,że dom wynajmował od ponad 10 lat,ja byłem chyba 4 najemcą z kolei.Dom nie był remontowany od ponad 20 lat,co sam mi wspominał...
Usterki które mi wskazał powstają na wskutek normalnego użytkowania,nie chodziło o żadne mechaniczne uszkodzenia.
I tutaj moje pytanie:
czy człowiek ten,ma prawo pozywać mnie do sądu i straszyć wielkimi problemami w norwegi,miesiąc po tym kiedy przejął ode mnie mieszkanie bez żadnych zastrzeżeń,potwierdzając to oddaniem mi depozytu?!
Ja rozumiem że mógł mi to oświadczyć miesiąc przed moim wyprowadzeniem się z tego domu,ale miesiąc po????
Czy ma on jakieś podstawy prawne do wnoszenia sprawy do sądu,tak jak mi to oświadczył,czy jest on tylko zwykłym chciwym naciągaczem który myśli że może ''polaczka'' wykorzystać???!!!
Przepraszam za ten elaborat,ale targają mną cały czas emocje,to działo się dosłownie wczoraj...
Dzięki za odpowiedz,mimo wszystko...
Mam mały problem i bardzo prosiłbym o radę.
Otóż od 2 lat wynajmowałem dom w Bergen.Zgodnie z umową zawartą z norweskim najemcą,złożyłem wypowiedzenie najmu 2 miesiące przed planowanym opuszczeniem lokum.Przez cały okres najmu wypełniałem wszelkie warunki kontraktu,pieniądze(wcale nie małe,bo aż 13000 NOK miesięcznie)przelewałem 1-go każdego miesiąca.Wynajemca w referencjach,które wystawił mi tuż przed opuszczeniem przeze mnie domu,oczywiście opisał mnie w samych superlatywach wymieniając szczegóły najmu.Umowa,którą z nim podpisałem przy wynajmowaniu domu,jasno mówiła że mam wpłacić na jego konto depozyt w wysokości dwu miesięcznego czynszu,oraz wspomniany czynsz za pierwszy miesiąc z góry.Słowem-standard.Zgodziłem się na warunki i wynająłem ten dom.On był zadowolony i ja też.Zgodziliśmy się obaj,że za ostatni miesiąc mieszkania tam nie będę musiał przelewać pieniędzy za czynsz,po prostu odejmiemy kwotę od depozytu.W sumie pozostała więc jego połowa.Nie było też żadnych problemów przy zdawaniu końcowym owego domu.Po oględzinach(bardzo szczegółowych),wynajemca doszedł do wniosku że wszystko jest w jak najlepszym porządku i przesłał mi pozostałą część depozytu.
Od tego momentu zaczęły dziać się cuda.
Oto miesiąc po mojej wyprowadzce i oddaniu mi przez niego depozytu,zadzwonił do mnie z prośbą o szybkie i bardzo pilne spotkanie.Pojechałem więc do niego i ku mojemu zdziwieniu,człowiek ten zaczął oskarżać mnie o zdewastowanie jego mieszkania!
Stwierdził np. że sufit w łazience został zniszczony przeze mnie(farba z sufitu odchodziła w paru miejscach).Wskazał mi też inne usterki rzekomo stworzone z mojej winy...
Powiedział mi,że firma ubezpieczeniowa zażądała abym to ja(!) pokrył koszty naprawy i generalnie całego remontu domu...
Dodam,że dom wynajmował od ponad 10 lat,ja byłem chyba 4 najemcą z kolei.Dom nie był remontowany od ponad 20 lat,co sam mi wspominał...
Usterki które mi wskazał powstają na wskutek normalnego użytkowania,nie chodziło o żadne mechaniczne uszkodzenia.
I tutaj moje pytanie:
czy człowiek ten,ma prawo pozywać mnie do sądu i straszyć wielkimi problemami w norwegi,miesiąc po tym kiedy przejął ode mnie mieszkanie bez żadnych zastrzeżeń,potwierdzając to oddaniem mi depozytu?!
Ja rozumiem że mógł mi to oświadczyć miesiąc przed moim wyprowadzeniem się z tego domu,ale miesiąc po????
Czy ma on jakieś podstawy prawne do wnoszenia sprawy do sądu,tak jak mi to oświadczył,czy jest on tylko zwykłym chciwym naciągaczem który myśli że może ''polaczka'' wykorzystać???!!!
Przepraszam za ten elaborat,ale targają mną cały czas emocje,to działo się dosłownie wczoraj...
Dzięki za odpowiedz,mimo wszystko...