Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Za dużo ludzi, za mało dróg: burdy pod skocznią to wina nie tylko podchmielonych widzów Aktualności
Monika Pianowska 21 marca 2018
12:00

Za dużo ludzi, za mało dróg: burdy pod skocznią to wina nie tylko podchmielonych widzów

Skomentuj
Po zakończeniu zawodów na Holmenkollen tłumy kibiców tłoczyły się na stacji nieopodal areny sportowej. wikimedia.org/ Pudelek (Marcin Szala)/ creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/
Spotkanie władz Oslo i organizatorów Holmenkollen Skifest zaowocowało wspólną konkluzją: winę za chaos po zakończeniu zawodów ponoszą nie tylko pijani kibice. Chociaż dziesięć dni wcześniej koordynatorzy festiwalu żalili się na zachowanie tłumów jego uczestników, 20 marca przyznali rację przedstawicielom stołecznej gminy w kwestii zmian koniecznych do wprowadzenia przed sportowym świętem Norwegii w 2019 roku.
Przede wszystkim kulała komunikacja z publiką i stworzono zbyt mało wyjść z terenu festiwalu. Rywalizacje w dwóch dyscyplinach zakończyły się o jednej godzinie, a w ciągu jednego dnia obiekt pod skocznią Holmenkollen odwiedziło dwa razy więcej osób, niż przewidywano.
Reklama

Jak zwykle o tej porze…

10 marca narciarski festiwal odbywający się cyklicznie na arenie Holmenkollen mimo zastosowanych środków ostrożności zakończył się w atmosferze pełnej napięcia i niebezpiecznych sytuacji. Funkcjonariusze musieli interweniować cały wieczór, kiedy kibice pod wpływem alkoholu po wyjściu z terenu zawodów przewracali ogrodzenia, wchodzili na tory metra i uczestniczyli w bójkach.

Ludzie mdleli w tłumie, tłoczyli się na peronach – szczególnie przy stacji metra Holmenkollen – dochodziło do przepychanek, a Wolontariusze Norweskiego Czerwonego Krzyża pomogli łącznie ponad 100 osobom z obrażeniami.
Największy chaos powstał, gdy jednocześnie tą samą trasą ku stacji zaczęły zmierzać tłumy bawiące się i kibicujące zarówno na trybunach, jak i na terenie tzw. Marki, czyli lasu wokół areny sportowej. Tymczasem jedyną metodą dostania się do miasta spod Holmenkollen oferowaną przez stołeczny transport publiczny była właśnie kolejka T-bane.

Żeby nikt się nie zgubił

Ponadto sami organizatorzy zauważyli, że zawody narciarskie przyjechali obejrzeć również kibice z innych części Norwegii, a nawet obcokrajowcy. Osoby te nie znały topografii Holmenkollen ani alternatywnych sposobów dostania się do miasta.

W gestii koordynatorów festiwalu w przyszłym roku będzie leżało przede wszystkim ułatwienie uczestnikom norweskiego święta sportu bezpiecznego powrotu do domów. Po spotkaniu z władzami gminy zapowiedzieli już, że postarają się nie tylko opracować dodatkowe drogi wyjścia z terenu areny, lecz także poprawić system komunikacji z publicznością i ułatwienie kibicom dostępu do praktycznych informacji oraz np. map.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas