Przedstawiciele związków zawodowych zapowiadają też, że jeśli konflikt nie zostanie załagodzony, do dalszego strajku przystąpi nawet 77 tys. zrzeszonych pracowników.
[module-single:mod_advertisements,a:2:{s:9:"pool_name";s:17:"arts_unemployment";s:5:"place";s:7:"article";}]
Reklama
Dwa dni na osiągnięcie porozumienia
We wtorek rano rozpoczęły się negocjacje miedzy związkami zawodowymi a Państwowym Mediatorem, które potrwać mają dwa dni. W tym czasie podjęta zostanie próba uzgodnienia satysfakcjonujących warunków nowego porozumienia o wysokości wynagrodzeń dla pracowników państwowych (statsoppgjør) – wcześniejsze negocjacje między stronami konfliktu zostały przerwane pod koniec kwietnia. Kwestią sporną był m.in. sposób rozdzielenia przez państwo środków finansowych na poziomie centralnym i lokalnym, a także różnice w płacach między kobietami i mężczyznami.
Przewodniczący LO Stat Egil André Aas przekonuje, że związek dołoży wszelkich starań, aby znaleźć wyjście z sytuacji.
– To zawsze jest celem. Jednocześnie musimy się też przygotować, że może się to zakończyć strajkiem – mówi.
Strajk odczują mieszkańcy
Jeśli nie dojdzie do porozumienia, od czwartku strajkować będzie ponad 6 tys. pracowników sektora publicznego. Skutki mogą być najbardziej dotkliwe dla mieszkańców stolicy, skąd pochodzi ponad 5,5 tys. strajkujących związkowców. Ponadto dołączy do nich także prawie 600 osób z Trondheim i jedna z Bergen.
W strajku brać udział będą pracownicy wielu urzędów i instytucji państwowych. Brak pracowników będzie można zauważyć między innymi w NAV (Urząd Pracy i Polityki Socjalnej), Statens Vegvesen (Państwowy Zarząd Dróg) i w niektórych wydziałach norweskiej policji.
Ponadto dołączy do nich około 1100 osób zrzeszonych w Unio, wśród których znaczną część stanowią pracownicy akademiccy z norweskich uniwersytetów. W związku ze zbliżającym się końcem roku i egzaminami istnieje zagrożenie, że w przypadku strajku część studentów nie zaliczy sesji w zaplanowanym terminie.