Powody do obaw mogą mieć osoby korzystające z usług ortodontycznych, ponieważ niewykluczone okazuje się wycofanie części dofinansowań na aparat na zęby. Cel? Zaoszczędzenie 100 milionów koron.
[module-single:mod_advertisements,a:2:{s:9:"pool_name";s:10:"mobile_top";s:5:"place";s:7:"article";}]
Reklama
Minister Zdrowia Bent Høie ma czas na werdykt do 8 października, lecz już teraz zasugerował przeformułowanie obecnego systemu. W rozmowie dla lokalnego dziennika ze Stavanger uznał, że przez obecne zapisy na rodzicach ciąży presja decydowania się na kosztowne usługi ortodontyczne dla swoich dzieci. Refundacji zostałaby pozbawiona część pacjentów z tzw. grupy C (z nagryzem pionowym wynoszącym 6-9 mm), której przysługuje 40-procentowe wsparcie od państwa.
Pogłębianie różnic społecznych?
Wielu na to nie stać, bo – jak powszechnie wiadomo – przewaga zabiegów w służbie zdrowia, również stomatologicznych, wymaga w kraju fiordów sporych nakładów finansowych. Sceptycy obawiają się, że w wyniku zmian budżetowych „zamożność dałoby się ocenić po uśmiechu”, a różnice społeczne tylko by się pogłębiły.
Norwegowie otwarcie przyznają, że aby zaoszczędzić, umawiają się do dentysty za granicą – polskie gabinety cieszą się wśród pacjentów z Północy niemałą popularnością. Gdyby więc norweski rząd zdecydował się zaoszczędzić kosztem osób wymagających aparatu ortodontycznego, a na cięciu państwowych refundacji straciłoby w Norwegii 10 tysięcy pacjentów, lekarze z innych krajów mogą się spodziewać wzrostu frekwencji.