NAF wskazuje, że władze powinny wycofać system opłat drogowych. /zdjęcie poglądowe
materiały prasowe/Norsk elbilforening
Opłaty bramkowe są antyspołeczne, uważa Norweski Związek Samochodowy (NAF). - Bompenger stały się dodatkowym podatkiem - argumentuje. Wskazuje, że w Norwegii każdego dnia łączna wysokość pobieranych opłat za przejazd “przez bramki” wynosi 33 miliony koron. Tymczasem najnowsze dane pokazują, że w ciągu 14 lat wysokość bompenger wzrosła czterokrotnie.
Przynajmniej jedna osoba w prawie połowie gospodarstw domowych w Norwegii musi opłacać bompenger, by móc dojechać do pracy, informuje NAF. A wysokość opłat bramkowych wzrosła ponad czterokrotnie w ciągu ostatnich czternastu lat, pokazuje
raport Instytutu Ekonomiki Transportu (TØI) opublikowany w sierpniu. To pierwsze badanie na temat bompenger, które powstało w Norwegii.
Było 4,40 NOK, jest prawie 20 NOK
Badacze skupili się przede wszystkim na czterech dużych obszarach miejskich: Oslo, Bergen, Trondheim i Nord-Jæren (obszar wokół Stavanger). Dane TØI pokazują, że w latach 2005-2019 bompenger średnio wzrosły z poziomu 4,40 NOK do prawie 19,8 NOK. Jednak nie tylko stawki za przejazd przez bramki wzrosły. Zwiększyła się też liczba samych punktów poboru opłat, w górę poszły też opłaty za jazdę w godzinach szczytu.
Instytut podaje też, że roczny dochód z tytułu opłat drogowych wyniósł w Norwegii w 2005 3 mld NOK, by już w 2018 roku wzrosnąć do 11 mld NOK, co stanowi 18-19 proc. wszystkich przychodów z podatków i opłat w sektorze samochodowym.
Odsetek gospodarstw domowych, gdzie przynajmniej jedna osoba musi płaci bompenger, by dojeżdżać do pracy wzrósł z 28 proc. w 2005 do 44 proc. w 2019.Źródło: fot. materiały prasowe NAF
TØI wskazuje też, że liczba bomstasjoner wzrosła nie tylko w aglomeracjach, choć poza dużymi ośrodkami miejskimi średnia stawka za przejazd przez bramki utrzymuje się na stałym poziomie. Dodaje też, że opłaty są w Norwegii ważnym narzędziem, zarówno jeśli chodzi o uzyskanie środków na projekty drogowe, jak i regulację ruchu. Wspomina również o tym, że nie wszyscy kierowcy płacą takie same stawki. - Zwolnienie samochodów elektrycznych z opłat, które trwało do 2018 r., oraz obniżone stawki na samochody elektryczne od 2018 r. do dziś są również postrzegane jako ważne instrumenty realizacji celu politycznego, jakim jest elektryfikacja floty samochodowej - czytamy w badaniu.
Tracą biedniejsi
Wyniki raportu komentuje Norweski Związek Samochodowy. - Dane wyraźnie pokazują, w jaki sposób opłaty mogą być niesprawiedliwe: osoby o wyższych dochodach mogą w znacznie większym stopniu uniknąć wyższych stawek bompenger, kupując samochód elektryczny - uważa NAF. - [Kupno elektryka - przyp.red.] nie jest możliwe dla rodzin o niskich dochodach - dodaje Ingunn Handagard z NAF. Szefowa działu prasowego uważa, że bompenger to podatek, który najbardziej daje się we znaki uboższym mieszkańcom Norwegii.
Handagard wskazuje, że w ciągu ostatnich pięciu lat kierowcy płacili rocznie około 12 miliardów NOK opłat za przejazd przez bramki. - Nawet przy zwiększonym udziale samochodów elektrycznych wpływy z opłat drogowych państwa są stabilne. Oznacza to, że stawki za przejazd dla kierowców aut z silnikiem benzynowym wzrosły, nawet jeśli kwota pozostaje stała - komentuje.
NAF wskazuje, że władze powinny wycofać system opłat drogowych. Tłumaczy, że sektor transportu musi być finansowany w taki sam sposób jak inne projekty. - Nie finansujemy budowy szpitali czy szkół z tego typu opłat - podsumowuje Związek.
Prawie każde pięć koron, które rząd pobiera z podatków związanych z samochodami, pochodzi z opłat drogowych.
Jest jeszcze drożej
Tymczasem od 1 września kierowcy z obszaru Oslo muszą zapłacić wyższą stawkę za ‘bramki’ - w godzinach szczytu przejazd samochodem z silnikiem diesla wyniesie 37 NOK. W przypadku elbili zgodnie z Oslopake 3 podwyżki wyniosą odpowiednio (dla przejazdu w obrębie Osloringen w godzinach szczytu): 17 koron we wrześniu i 18,5 korony od 2024.
NAF, Transportøkonomisk institutt, MojaNorwegia