Tacy skandynawscy przewoźnicy jak SAS, Norwegian czy Widerøe w ciągu ostatnich trzech miesięcy praktycznie nie zarabiają z powodu uziemienia maszyn i braku rejsów międzynarodowych.
adobe.stock.com/ fot. Markus Mainka/ tylko do użytku redakcyjnego
Wiele osób wciąż czeka na rekompensatę finansową za odwołane loty, które miały odbyć się w okresie od połowy marca do końca lipca. Według szacunków Ministerstwa Transportu linie lotnicze są wciąż dłużne pasażerom łącznie około 3 miliardy koron, w tym za sam czerwiec i lipiec prawie 2 miliardy.
Tacy skandynawscy przewoźnicy jak SAS, Norwegian czy Widerøe w ciągu ostatnich trzech miesięcy praktycznie nie zarabiają z powodu uziemienia maszyn i braku rejsów międzynarodowych. Cytowany przez Bergens Tidende dyrektor administracyjny Konfederacji Norweskich Przedsiębiorców z branży lotniczej Torbjørn Lothe twierdzi, że ich straty w obrocie z przedziału marzec-wrzesień wyniosą jakieś 15 miliardów koron. Jego zdaniem istnieje ryzyko, że któraś z linii zbankrutuje.
Poniżej post z informacją norweskich linii Widerøe o zwrocie biletów.
W kryzysie pomoże rząd
Tymczasem rodzimych przewoźników wesprze norweski rząd. Udzielił warunkowej gwarancji pożyczki państwowej dla przemysłu lotniczego w wysokości 6 miliardów koron. Połowa tej kwoty trafi do Norwegiana, półtora miliarda do SAS, a pozostałe środki m.in. do Widerøe.
Skandynawskie linie oferują możliwość
ubiegania się o należność za zakupione bilety na anulowane loty. Nawet te niezabezpieczone rezerwacje można wymienić na przykład na punkty CashPoints lub vouchery na usługi przewoźników. Nie zmienia to faktu, że do zwrotu podróżnych zostały jeszcze 3 miliardy koron.
Reklama