Znacząco ograniczony ruch na drogach oznaczać będzie jednak dużo mniejsze wpływy z tytułu opłat bramkowych (bompenger) – w dalszej perspektywie może to wpłynąć dlatego na problemy z realizacją zaplanowanych inwestycji drogowych.
[module-single:mod_advertisements,a:2:{s:9:"pool_name";s:13:"ubezpieczenia";s:5:"place";s:7:"article";}]
Reklama
Prawie 40 proc. mniej przejazdów
Bez wątpienia powodem ostatnich zmian jest obecna sytuacja związana z pandemią koronawirusa oraz środki zastosowane przez norweskie władze – coraz więcej firm przechodzi bowiem na opcję pracy z domu, a zamknięte szkoły, urzędy, restauracje czy instytucje kultury znacząco zredukowały potrzebę dojazdów wśród mieszkańców Norwegii.
Jedynie od 11 do 18 marca liczba przejazdów przez bramki w stolicy zmniejszyła się z 1 174 403 do niecałych 788 500 – daje to spadek o 39,8 proc. w ciągu zaledwie tygodnia.
– Od kiedy zaczęliśmy mierzyć ruch w 2017 roku, nigdy nie doszło do tak gwałtownego spadku, patrząc na porównywalne dni – zapewnia rzecznik prasowy firmy Fjellinjen, Tone Hansen Finstad.
Niemal takie same tendencje zaobserwowano również w Bergen, gdzie w tym samym okresie odnotowano spadek z 276 tys. do niecałych 171,5 tys. przejazdów, czyli o 37,9 proc. w ciągu siedmiu dni.
Mniej środków na inwestycje
Gwałtowny spadek ruchu samochodowego może jednak oznaczać spore ograniczenie państwowych przychodów bompenger. Pieniądze pochodzące z opłat bramkowych w głównej mierze przeznaczane są na realizację inwestycji, takich jak budowa nowych dróg, mostów czy modernizacja istniejących już tras. Tak drastyczny spadek przychodów z tego tytułu – szczególnie, jeśli sytuacja utrzyma się przez dłuższy czas – może oznaczać, że w państwowym budżecie zabraknie środków na zaplanowane wcześniej projekty.
20-03-2020 13:44
44
0
Zgłoś