Skoro już jesteśmy przy jedzeniu:
Naleśniki ze skwarkami (a właściwie kawałkami podsmażanego boczku, bo skwarką tego nazwać nie można) i cukrem lub dżemem!!!
Oni to jedzą!
Pyzy z rzeczonymi kawałkami boczku w środku, polane słodkim sosem z prima (mieszanka brązowego sera i miodu) - Aesjjj!
No i sławetna lutefisk, czyli ryba z ługu - specjał okołoświąteczny o konsystencji zwłok dobrze namoczonego topielca. Obrzydlistwo.
Pamiętam jak swojego czasu zastanawiałam się, czy ludzie jedzący takie (i parę innych, równie uroczych) rzeczy mogą być normalni.
Hehe. (Co jednemu miód, to drugiemu trucizna. Pamiętam też ogólną i przemożną niechęć Norwegów do polskiego bigosu. Tylko pewien kucharz odważył się spróbować - w ramach eksperymentu...

)
Ja przynajmniej spróbowałam wszystkich ww. specjałów (Wprawdzie tylko raz, ale wystarczy... )