[module-single:mod_advertisements,a:2:{s:9:"pool_name";s:8:"arts_all";s:5:"place";s:7:"article";}]
Reklama
Pierwsze protesty rozpoczęły się 20 września w Oslo i Viken. W ciągu ośmiu dni powiększyły się o strajkujących w Vestland, Trøndelag, Rogaland, Finnmark, Nordland i w okolicach Kristiansand. Liczba niepracujących obecnie związkowców wynosi około 8,3 tys. Organizacje pracownicze grożą, że brak porozumienia może skutkować strajkiem 12 tys. osób - obejmie on niemal całą Norwegię.
W poniedziałek, 28 września, protesty wciąż trwały. Obie strony nie próbowały nawiązać ugody. – Strona pracodawców jest nieugięta co do swojej oferty, która zapewnia wzrost płac na takim samym poziomie, jaki uzyskały inne grupy zawodowe po tegorocznych negocjacjach – skomentował sprawę Jon H. Stordrange, dyrektor generalny NHO Transport. Po stronie pracodawców stoi również Spekter. Związkowcy zrzeszeni są w Yrkestrafikkforbundet (Związek Pracowników Transportu Drogowego), Fellesforbundet (Zjednoczona Federacja Związków Zawodowych), Jernbaneforbundet (Związek Pracowników Kolei) oraz Fagforbundet (Norweski Związek Pracowników Gminnych).
Protestujący domagają się, by warunki płacowe kierowców zatrudnionych w komunikacji miejskiej poprawiły się. O porozumienie apelują przede wszystkim gminy. W wielu z nich sparaliżowany został lokalny transport. Może to skutkować m.in. odwołaniem zajęć w szkołach.
28-09-2020 10:40
25
0
Zgłoś