Polacy w Norwegii stłoczeni w pułapkach pożarowych
Brakuje alarmów i sprzętu przeciwpożarowego. Sprzęt elektryczny nie jest jeszcze zainstalowany do końca i można tu z powodzeniem mówić o „prowizorce". Prawie nie ma sprzętu gaśniczego. Długi korytarz kończy się drzwiami z zewnętrznymi schodami z jednej strony szopy. Na drugim końcu, gdzie również powinno znajdować się wyjście ewakuacyjne, jest tylko zakryta plastikiem dziura wychodząca na zewnątrz. Do ziemi jest około 4 do 5 metrów.
- To istna pułapka pożarowa. Ludzie mieszkają w szopach, w których ogień może się rozprzestrzenić w ciągu kilku minut, i gdzie wyjścia ewakuacyjne są sprawą decydująca, twierdzi Døviken.
Miejsce zostało zamknięte w trybie natychmiastowym. Rolnikowi, który był zarówno właścicielem szopy, jak i pracodawcą Polaków, nakazano znaleźć dla nich alternatywne lokum. Nie dostał on żadnego innego upomnienia, żadnej grzywny. Sprawa nie została również zgłoszona na policję.
Pożar w Bergen
Od 2005 roku przynajmniej 15 Polaków straciło życie w pożarach w Norwegii.
O godzinie 02.45 w nocy z piątku na sobotę, 14.listopada tego roku, wybuchł pożar w starym drewnianym domu przy ulicy Fyllingsveien 33 w Bergen. Mieszkało w nim 25 Polaków, z których 2 zginęło. Dochodzenie wykryło, że pożar zaczął się najprawdopodobniej w szafce z bezpiecznikami umieszczonej na parterze. Eksperci techniczni nadal prowadzą dochodzenie na miejscu zdarzenia.
Według inspektora pożarowego, Svenna Haugena z urzędu ratownictwa pożarowego w Oslo, nie ma wątpliwości, że pracownicy zagraniczni otrzymują o wiele gorsze i mniej bezpieczne.
Źródło:E24.no
Foto:Screen-E24.no


01-12-2009 13:02
0
-1
Zgłoś
01-12-2009 12:49
2
0
Zgłoś