Życie w Norwegii

Longyearbyen – miasto, w którym... nie można umierać

Iga Jaruszewska

20 sierpnia 2016 08:00

Udostępnij
na Facebooku
2

Longyearbyen to arktyczne miasto położone powyżej 78° równoleżnika, na wyspie Spitsbergen. Mateusz War/wikimedia.org/Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported, 2.5 Generic, 2.0 Generic and 1.0 Generic

Longyearbyen to arktyczne miasto położone powyżej 78° równoleżnika, na wyspie Spitsbergen, w norweskim archipelagu Svalbard. Miasto słynie z kilku rzeczy – nieznośnie niskich temperatur, tego, że Norwegowie mogą tam robić bezcłowe zakupy, a także… zakazu umierania.
Reklama
Longyearbyen to stolica Svalbardu, którą zamieszkuje ponad 2 tys. osób. Jest też najbardziej położonym na północ miastem świata. Na tym jednak ciekawostki związane z tą miejscowością się nie kończą. Jeden fakt jest zwłaszcza interesujący, bo w Longyearbyen… nie można umierać.

Taxfree, niedźwiedzie i brak kotów

Longyearbyen jest jedynym miastem w Norwegii, gdzie każdy może kupować towary bez cła. Oznacza to, że nawet ci, którzy nie opuszczają kraju, muszą przejść przez kontrolę celną. To jednak mała niedogodność, biorąc pod uwagę niższe ceny.

W Longyearbyen surowo zabronione jest posiadanie kotów i fretek. ma to swoje uzasadnienie Svalbard jest domem dla bogatej arktycznej ptasiej populacji i zwierzęta stanowią zagrożenie dla ich życia.

W dodatku na Svalbardzie żyje ponad 3 tys. niedźwiedzi polarnych. Każdy student podczas pierwszego dnia na uniwersytecie uczy się, jak do nich strzelać (po broń nie można jednak sięgać w innym wypadku niż w samoobronie). Często zdarza się, że ciekawskie i głodne zwierzęta zapuszczają się do ludzkich siedzib. Nigdzie nie wolno oddalać się bez broni, której nie można jednak wnosić do budynków. W wielu miejscach publicznych często stoją... wieszaki na strzelby, które spokojnie czekają, aż ich właściciele załatwią swoje sprawy.
Na Svalbardzie żyje ponad 3 tys. niedźwiedzi polarnych.
Na Svalbardzie żyje ponad 3 tys. niedźwiedzi polarnych. Źródło: Fot. fotolia

Miejsce, gdzie się nie umiera

Od 1950 roku mieszkańcy Longyearbyen mają zakaz umierania. Wtedy właśnie odkryto, że wieczna zmarzlina chroni ciała przed procesem normalnego rozkładu – zostawia je doskonale zakonserwowane. Gdyby kiedyś nastąpiło ocieplenie klimatu, groziłoby to wybuchem epidemii. Dlatego też od prawie 70 lat cmentarz miejski nie przyjmuje ciał, i został zamknięty.

Jeśli ktoś jest ciężko chory i bliski śmierci, gubernator prosi go (w sposób stanowczy) o opuszczenie wyspy. Taka osoba na resztę swoich dni przenosi się do innej części Norwegii. Jeśli jednak jest za późno, i ktoś niespodziewanie umrze, jego zwłoki także przewozi się na inny kontynent, by je pochować.
It is forbidden to die in this town in Norway youtube.com/The Nordic Page Norway

Zakonserwowany wirus

Zakonserwowane przez wieczną zmarzlinę ciała stały się przedmiotem obserwacji. Kilka lat temu grupa naukowców zdecydowała się przeprowadzić badania na temat fenomenu marzłoci, która konserwuje ciała na cmentarzu. Pobrali próbkę tkanki z ciała osoby, która zmarła w mieście. Odkryto w niej wirusa, który był odpowiedzialny za epidemię hiszpanki w 1918 roku!




Źródła: trzyimy.pl, goskandynawia.eu, johnnyjet.com, wikipedia.org, factswt.com, news.bbc.co.uk, natemat.pl, mydestinationunknown.com, tnp.no
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Bogdan Tracz

22-08-2016 10:15

"Jeśli jednak jest za późno, i ktoś niespodziewanie umrze, jego zwłoki także przewozi się na inny kontynent, by je pochować." No tak, skoro nie wolno umierac na kontynencie Svalbard, to trzeba zwloki wywiezc na inny kontynent. Gubernator obraca globus jak Bolek i Lolek i wybiera Azje, Ameryke Poludniowa, a moze Australie. Moze zwloki unikna w ten sposob "fenomenu marzłoci"

Anna Kowalska

21-08-2016 22:10

Polecam serial Fortitude. Fabuła umiejscowiona właśnie w tych realiach

Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram