wybory

Polakom nie jest wszystko jedno

Joanna Irzabek

08 września 2015 13:57

Udostępnij
na Facebooku
3


W 1989 roku angażował się w Komitety Obywatelskie, potem był burmistrzem i starostą. Pięć lat temu wyjechał za chlebem. Dzisiaj startuje w norweskich wyborach w Stavanger jako jeden z pięciu Polaków. Rozmawiamy z Krzysztofem Marciniakiem, kandydatem do rady miasta Sandnes.


AM: Dlaczego postanowił Pan osiedlić się w Norwegii? Początki były trudne? 

W moim przypadku Norwegia nie była pierwszym krajem, do którego wyjechałem. Najpierw były Szwecja i Wielka Brytania, miałem więc wiedzę i doświadczenie o emigracji. Decyzja o wyjeździe do Norwegii wiązała się z wieloma rzeczami. Przede wszystkim miałem sprawdzone informacje o możliwości znalezienia tu pracy, a to przy wyjazdach zarobkowych jest przecież najważniejsze. Z perspektywy czasu uważam, że decyzja o osiedleniu się w Norwegii była słuszna. Początki w nowym, zupełnie nieznanym miejscu nigdy nie są łatwe. Jeśli jednak ma się określony cel wyjazdu i determinację do jego realizacji, to można pokonać każde trudności. 

JI: Może nam Pan powiedzieć, od kiedy Pan jest w Norwegii i jaki był bezpośredni powód tego przyjazdu? 

Ja jestem od pięciu lat. Najpierw mieszkałem mniej więcej pół roku w Stavanger, 4,5 roku mieszkam w Sandnes. Jakby to wytłumaczyć... Stavanger to jest parę miejscowości, które tworzą swojego rodzaju aglomerację. Stavanger ma około 125 tys. mieszkańców, Sandnes - ok. 70 tys, są jeszcze mniejsze gminy, ale to wszystko razem tworzy 300-tysięczną 
aglomerację. Jak na warunki norweskie - spora aglomeracja, trzecia po Oslo i Bergen. Stavanger to taka olejowa stolica Norwegii. Tutaj ulokowały się wszystkie firmy związane z wydobyciem ropy i gazu. 

JI: Czy Pana też ropa i gaz ściągnęły do Stavanger? Czy też coś innego? 

Ja przyjechałem, jak to się mówi, "za chlebem". Wiadomo, jakie tutaj są zarobki, a jakie w Polsce. Ja po prostu przyjechałem w poszukiwaniu pracy. Nie interesowało mnie jakieś szczególne zajęcie, chciałem finansowo sobie pomóc. 

JI: Udało się? 

Tak, praktycznie cały czas pracuję w jednym koncernie, który zajmuje się szkłem. 

JI: Chwali Pan sobie tę pracę? Myśli Pan o powrocie, o zmianie? 

Jestem w tym wieku, że ewentualnie myślę o emeryturze. 

JI: A praca w tej firmie to gwarantuje? 

Tak. Jestem zatrudniony na stałe. 

JI: Bezpieczeństwo socjalne, emerytury, ściągają do Norwegii Polaków, często kosztem rodziny, która jest przecież w centrum chadeckich wartości. 

Tak, to dlatego, że zarobki są nieporównywalne. Jeśli ktoś pracuje, to może czuć się bezpiecznie. Przepracuje dwa lata i ma dwa lata zasiłku na bezrobociu. W momencie, kiedy idzie na zasiłek dla bezrobotnych, wtedy nawet urząd pracy NAV szuka dla niego pracy - jeśli w tej chwili miał co najmniej 60 tys. zarobków. Zupełnie inna jest sytuacja, gdy traci się pracę w Polsce, dostaje się wtedy zasiłek przez pół roku, a w miejscach silnie zagrożonych bezrobociem - przez rok. I zasiłki są niewspółmierne do tych norweskich. 

JI: Wspomniał Pan, że centralną wartością partii chrześcijańsko-demokratycznej jest rodzina. Chciałabym trochę więcej wiedzieć o wartościach rodzinnych. Wiemy, że Polacy wyjeżdżający do Norwegii często zostawiają w domu rodziny, i to łączenie rodzin często długo trwa. Czy Pan się osobiście spotkał z tym problemem? 

Często ludzie przyjeżdżają w bardzo młodym wieku i w momencie, kiedy już zostali zaakceptowani w pracy i poduczyli się języka, decydują się na ściągnięcie rodziny. Starsi to raczej są odosobnione przypadki, choć zdarzają się i ludzie w moim wieku. Ci ściągają tu swoich dorosłych synów do pracy. A młodzi ludzie - czyli tacy, którzy zaczynają tutaj staż - w momencie, w którym poczują się na tyle pewnie, że mogą sobie na to pozwolić, sprowadzają żonę, sympatię albo rodzinę. Bo praca jest głównym warunkiem. 


AM: Skąd pomysł aby na emigracji angażować się w politykę? 

Musimy cofnąć się pamięcią do roku 1989. Wówczas w Polsce rozpoczęły się zmiany ustrojowe, powstawały Komitety Obywatelskie, które przygotowywały wybory na różnych szczeblach. Zaangażowałem się wtedy w lokalny komitet, byłem radnym w swojej gminie i powiecie, następnie burmistrzem i starostą. Moja kariera polityczna rozpoczęła się więc 26 lat temu w Polsce, a swoje doświadczenie pragnę teraz wykorzystać w Norwegii. 

AM: Dlaczego wybrał Pan Krf? 

Kristelig Folkeparti, Chrześcijańska Partia Ludowa, ma linię programową zbieżną z moim światopoglądem. Opiera się na chrześcijańskich, tradycyjnych wartościach i stawia na pierwszym miejscu rodzinę. Wybór partii był w moim przypadku łatwy i oczywisty, ponieważ tymi zasadami kieruję się w życiu. 

AM: Czy widzi Pan zaangażowanie Polaków w lokalną społeczność i lokalną politykę?
 

Można powiedzieć, że w porównaniu do Norwegów nasze obecne zaangażowanie jest nikłe. Tylko 10 procent Polaków bierze udział w wyborach lokalnych w Norwegii. To bardzo mało. Widać jednak pewną znaczącą zmianę, która ogromnie wpłynie na postrzeganie Polaków w Norwegii. 

W tej chwili znacznie więcej osób przyjeżdżających tu do pracy pragnie osiedlić się na stałe, a to niestety wymusza, wcześniej czy później, asymilację. Znam wiele polskich rodzin, które nie planują wracać do kraju. Doskonale znają język, posyłają dzieci do norweskich szkół, kupują tu domy lub mieszkania. Takie osoby naturalnie będą chciały mieć większy wpływ na zarządzanie lokalnym potencjałem. Patrzą z szerszej i długoletniej perspektywy, więc są bardziej zaangażowane. W tej chwili w Stavanger i Sandnes Krf ma pięciu polskich kandydatów do rad miejskich. To ogromny sukces świadczący o tym, że Polakom nie jest wszystko jedno w jakich warunkach żyją. Aby zachęcić naszych rodaków do udziału w wyborach przygotowaliśmy ulotkę wyborczą w języku polskim. To wszystko ma na celu zaktywizowanie naszej społeczności. 

AM: Jakie problemy widzi Pan wśród Polaków w Norwegii? Czy różnią się od tych, z którymi zmagają się inne grupy imigranckie? 

Odpowiedź na to drugie pytanie brzmi: tak i nie. Pewne problemy są wspólne dla wszystkich grup imigranckich. Wszyscy jesteśmy ludźmi i do spokojnego funkcjonowania potrzebujemy społeczności zintegrowanej, i poczucia bezpieczeństwa w obcym miejscu. Jednak zauważam, że różne grupy narodowościowe różnie radzą sobie z problemami. 

Polacy zawsze byli nastawieni na tworzenie więzi poza swoją narodowością, nie zamykają się w swojej skorupce. To jednak stwarza pewne przeszkody. Pełna integracja wymaga biegłej znajomości języka, a praktycznie wszystkie kursy są odpłatne. Rodziny z dziećmi nadal mają problemy ze znalezieniem miejsc dla dzieci w odpowiedniej szkole czy przedszkolu. Nie do końca też rozumiemy motywy i zasady funkcjonowania Barnevernet, ponieważ nikt z nas wcześniej nie zetknął się z taką formą instytucji publicznej. 

AM: Czy jako radny zamierza Pan działać głównie jako przedstawiciel naszej narodowości? 

Tak. Nadal jeszcze zbyt wielu Polaków żyje obok społeczności norweskiej, szczególnie ci, którzy są tutaj bez rodziny. Należy dołożyć wszelkich starań, by postawić na zaangażowanie w sprawy naszej narodowości. To, że wyemigrowaliśmy nie oznacza, że zapomnieliśmy skąd pochodzimy. Należy znaleźć równowagę między całkowitą asymilacją, a pamięcią o tym, że Polacy muszą trzymać się razem. Uważam, że powinniśmy mieć polskich przedstawicieli, którzy będą zabiegali o nasze dobro. Dlatego wybory to nie moja osobista ambicja, ale starania o polską obecność i współdecydowanie w sprawach, które też nas dotyczą. 

AM: Czy czuje się Pan reprezentantem Polonii? 

Czuję się dumny, że jestem Polakiem, niezależnie od tego, gdzie się aktualnie znajduję. Czuję się członkiem Polonii i chcę ją wspierać i reprezentować. 


Wybory w Norwegii: polscy kandydaci z ramienia KrF w Stavanger
Norweskie wybory lokalne, polscy kandydaci

                         Źródło: KrF

                                  

AM: Jakie zadania stawia Pan przed sobą w Krf, szczególnie w odniesieniu do sytuacji imigrantów? 

Krf jest otwarta na różne społeczności i obecność w jej szeregach to również pozytywne działanie wewnątrzpartyjne i szansa na kształtowanie przychylnych opinii o polskim społeczeństwie. Ważnym elementem programu jest nacisk na rodzinę oraz wychowanie dzieci i młodzieży. To zasługuje na szczególną uwagę. Oddolnie powstają ciekawe inicjatywy mające na celu poprawę życia Polaków w Norwegii. Wymagają one wsparcia finansowego i o to zamierzam zabiegać. Jeśli będzie to mocny głos, wyrażany przez odpowiednich reprezentantów, zadanie to będzie łatwiejsze do wykonania.


AM: Jak Pan ocenia zmiany społeczne i polityczne spowodowane tak dużą liczbą nowych imigrantów? 

Zmiany ekonomiczne, które obserwujemy na całym świecie, wymuszają na Norwegach zaostrzenie polityki imigracyjnej. Coraz częściej pojawiają się pomysły zmian w prawie, które imigrantów nie napawają optymizmem. Kryzys gospodarczy powoduje większe bezrobocie oraz próby ograniczenia zasiłków, z których korzystają również Polacy. Nie jest łatwo przewidzieć, jaki będzie tego skutek. Optymistyczne może być jednak to, że bogatsze państwo lepiej sobie poradzi z kryzysem. Polacy są bardzo pracowici i zdeterminowani, by przetrwać trudniejsze warunki. Wierzę, że opinia, jaka panuje w Norwegii o Polakach, pomoże nam przeczekać nieco gorsze czasy. Silna reprezentacja w norweskich samorządach może znacząco poprawić sytuację moich rodaków. Dlatego zachęcam Państwa do głosowania na polskich kandydatów.

JI: A mogę Pana jeszcze zapytać o te oddolne inicjatywy Polaków, o których Pan mówił, które Kristelig Folkeparti ma w programie? Co to takiego? 

To Polacy mają różnego rodzaju inicjatywy. Ostatnio spotkałem się z młodymi kobietami, które założyły stowarzyszenie, które chce zająć się przygotowaniem dzieci w wieku przedszkolnym i w szkole podstawowej, po to, żeby wzbogacić ich wychowanie o różnego rodzaju zajęcia podobne do programu nauczania w Polsce. Część rodziców nie wie, czy zostanie tu z dziećmi na stałe, więc chcą, żeby dzieci równolegle otrzymywały wykształcenie norweskie i polskie. 


JI: I to odbywa się pod skrzydłami Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej? 


Nasi rodacy chcą to robić samodzielnie. Ja osobiście szukam wsparcia w gminie. Przykładowo, dzięki partii mogę znaleźć ludziom lokal. Ważna jest nauka języka polskiego. Dzieci urodzone tutaj znają lepiej norweski niż polski. Młode mamy chcą, żeby równolegle z wykształceniem norweskim otrzymywały również wykształcenie w języku polskim.  

JI: Żeby mogły ewentualnie wrócić do polskiej szkoły? 

Żeby miały równoległe wykształcenie, niezależnie czy wrócą, czy nie.  


JI: Tu chodzi głównie o historię, język polski, takie przedmioty? 


Wychowanie i nauczanie w przedszkolu jest trochę inne, ma to jakby inny charakter. Zajęcia muzyczne, zajęcia sportowe, żeby przy tej okazji rozwijać język polski, żeby dzieci mogły na wyższym poziomie kontynuować ten program w
 momencie, kiedy przechodzą do szkoły podstawowej. Tu chodzi o to, że świadectwo norweskie nie jest równoznaczne ze świadectwem w języku polskim.  


JI: Czyli chodzi nie tylko o kontakt z kulturą, ale też praktyczne względy? 


W tym momencie jest koniunktura, obserwujemy troszeczkę wahania na rynku pracy. Wielu ludzi przeszło na bezrobocie albo na czasowe urlopy. Nie wiemy do końca, jaka będzie sytuacja. Każdy rodzic myśli o przyszłości. Nie chciałby zrywać kontaktu z polską szkołą, bo w momencie, kiedy być może trzeba będzie wrócić do kraju, dziecko powinno mieć podstawy.  


JI: Czy młodzi rodzice myślą o powrocie? 


U nas w Stavanger kryzys naftowy przede wszystkim najpierw dosięga ten region. Te zwolnienia od naszego regionu się zaczynają. 


JI: Czyli jest niepewność na rynku, nie wiadomo, czy nie będzie lepiej wrócić w którymś momencie? 


U wielu ludzi, którzy nie do końca mają ustabilizowany tutaj pobyt, w sensie takim, że nie mają domu, mają może rodzinę, ale jeszcze nie kupili domu ani mieszkania, nie ma takiego trwałego związku, z gruntem, z mieszkaniem, wtedy są różne sytuacje. Ten kryzys jednak potwierdził, że tutaj też są możliwości utraty pracy. Bezrobocie na poziomie 3 proc. jest nieporównywalne z polskim, jest higieniczne. Ale jeśli firmy będą zwalniać, w zasadzie jest tak, że my jesteśmy na liście pierwszych osób do zwolnienia.  


JI: To właściwie potwierdza to, co słyszymy, i dane makroekonomiczne, że rzeczywiście, jest coraz więcej bezrobotnych wśród emigrantów zarobkowych. 

Na początku, przyjeżdżając tutaj, też nie wiedziałem, że będę się jakoś bardziej angażował, bo też nie wiedziałem, jaki będę miał status. Generalnie nie ujawniałem się w pracy, jakoś tak publicznie, dopiero kiedy zdecydowaliśmy się, że my jako Polacy wejdziemy do KrF-u, zrobiłem to. Pani wie, że moje doświadczenie pracy w samorządzie jest bardzo duże, praktycznie od początku powstania tego samorządu w 1990 roku cały czas brałem udział w kształtowaniu, w budowaniu samorządu.  


JI: I ten odzew, to, co próbują zrobić młode polskie mamy, to znajduje jakiś oddźwięk w partii? 


Ostatnio zorganizowałem spotkanie z przedstawicielami stowarzyszenia. To spotkało się z przychylnym działaniem. W tej chwili to już wakacje zachwiały, wiadomo, że wszyscy myślą o swoich zajęciach. Temat, jak mogę powiedzieć, nie spotkał się z jakimś negatywnym odzewem. Nasze działania, choć niepozorne, ciągle się rozwijają, dużo mamy zaangażowania i chęci.  


JI: Mówiąc o Barnevernet wspomina Pan, że nigdy nie spotkał się z taką formą działania... 


To prawda. Ci, którzy mają dzieci, którzy mają problemy z dziećmi, dla nich to naprawdę duży problem. Problemem jest niewiedza. Nie wiadomo, jak się zachować, nie wiadomo, jak się ustosunkować. Nieznajomość języka jest zawsze przeszkodą. Bo jak mają zachowywać się w tej sytuacji, gdy rzeczywiście jest konflikt w rodzinie, problem z wychowaniem dzieci? Były przypadki odbierania dzieci, różnie nasi reagowali. Wiadomo, że jeśli komuś się zabiera dziecko, to niestety pojawia się poważny problem. Warto ciągnąć ten temat, bo gdy rodzina znajdzie się w takiej sytuacji, jest to jeden z tych bardzo poważnych problemów.  


JI: Będziemy ten temat „ciągnąć". Dziękujemy za rozmowę. 


Norweskie wybory lokalne: jak zagłosować?

           Źródło: KrF  

 

Norweskie wybory, polscy kandydaci. Czytajcie nasze rozmowy.


zdjęcie: archiwum prywatne

Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Eliza K

12-09-2015 19:10

W momencie, kiedy idzie na zasiłek dla bezrobotnych, wtedy nawet urząd pracy NAV szuka dla niego pracy
A to sie usmialam. Czy pan Krzysztof na pewno mieszka w tej samej Norwegii, co ja?

Przdedstawiciele NAV przeciez otwarcie mowia, ze NAV nie jest od szukania ludziom pracy. Prace, to ludzie maja znalesc sobie sami. NAV moze ewentualnie obciac zasilek, jezeli ludzie za malo (wedlug NAVu) przykladaja sie do szukania pracy.

Tomasz Walkowiak

12-09-2015 17:56

Panu Krzysztofowi Marciniakowi to już może podziękujemy...

Ryszard Kalinowski

09-09-2015 22:01

Z ulotki wycięto kandydatkę z Krf, która kandyduje do władz w Sandnes - Renata Pesik. Proszę o sprostowanie błędu. Pozdrawiam Ryszard Kalinowski

Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram