wybory

Obcy przesądzą o wyborach?

Joanna Irzabek

13 września 2015 14:01

Udostępnij
na Facebooku
8


Rekordowa liczba cudzoziemców ma głos w poniedziałkowych wyborach w Norwegii. Czy polskie zdanie się w nich liczy? 


100 tys. - o tyle od ostatnich wyborów lokalnych wzrosła liczba obcokrajowców z prawem głosu. Jeśli policzymy wszystkich - cudzoziemców i Norwegów z pochodzeniem imigranckim - to liczba ta wzrasta do prawie 550 tys. Czy ich zdanie się liczy? 

Z danych statystycznych wynika, że choć wszyscy imigranci są niedostatecznie reprezentowani na listach wyborczych, to udział różnych grup etnicznych w życiu politycznym kraju-gospodarza waha się znacząco. Od samych imigrantów będzie w dużej mierze zależało, czy wprowadzą swoich ludzi" do norweskich samorządów. 


Polak jak Chińczyk


Wyborcy obcego pochodzenia głosują generalnie słabiej niż etniczni Norwedzy, wynika ze statystyk: tylko 40 proc. wzięło udział w ostatnich wyborach w 2011 roku w porównaniu z 64,5 proc. Norwegów. Najprężniej głosują przyjezdni ze Sri Lanki, Indii i Pakistanu, najsłabiej Wietnamczycy i Chińczycy. Polacy, mimo, że są najliczniejszą grupą etniczną w Norwegii, odstają od reszty wyborczym marazmem. W zeszłych wyborach tylko 8 proc. z nich pofatygowało się do urn. Pod tym względem pozostajemy daleko w tyle za Somalijczykami i Pakistańczykami.  

Badania potwierdzają, że ci przyjezdni, którzy planują krótki zarobkowy pobyt w Norwegii, w tym złaszcza imigranci z Europy Wschodniej, nie angażują się w norweskie życie polityczne. Ale to nie tłumaczy wszystkiego. 

- Polacy traktują Norwegię instrumentalnie, nie są zainteresowani integrowaniem się - uważa Katarzyna Tarnowska z Arbeiderpartiet w Oslo. - Osobiście uważam, że świadomych politycznie Polaków, a tym bardziej wyborców, jest tu bardzo niewielu. 

- To, że w tegorocznych wyborach prezydenckich jako Polonia oddaliśmy w pierwszej turze 51 proc. głosów na Pawła Kukiza mówi wiele o naszym nastawieniu do polityki – uważa Tomasz Nierzwicki, polski adwokat z Oslo. – Jesteśmy zmęczeni polską polityką, odcinamy się od rządzących, nie chcemy mieć z partiami nic wspólnego. Tym trudniej oczekiwać, że zainteresowanie polityką w kraju nieojczystym będzie większe.

Wiele wskazuje też na to, że około 30 proc. Polaków może wspierać partie o programach antyimigracyjnych. A to może okazać się strzałem w stopę. 

Little Poland


- Wyjeżdżając za granicę Polacy bardzo często przenoszą swoje nawyki z kraju, w tym między innymi bierność wyborczą - uważa prof. Witold Maciejewski, skandynawista z Uniwersytetu SWPS. - Dużo się wypowiadają, ale marnie biorą udział w wyborach: tylko najwyżej 50 proc. uprawnionych głosuje, w porównaniu z 80-cioprocentową frekwencją Skandynawów. To bardzo niski wynik - uważa.

Co wiecej, spośród głosujących Polaków, około 30 proc., czyli stosunkowo nieliczna grupa, deklaruje postawy antyimigranckie i wybiera partie niechętne imigrantom. Powodują tym samym nadreprezentację skrajnych poglądów wśród Polonii.

Tomasz Nierzwicki, polski adwokat w Oslo, przewiduje, że jeśli do władzy dojdą partie populistyczne, to nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której prawo wyborcze dane obcokrajowcom zostanie im odebrane. Mogą też zostać wprowadzone inne obostrzenia.

- Przykładowo, zaraz po objęciu rządów przez Fremskrittspartiet i Høyre, znacząco wzrosła liczba deportacji polskich obywateli z Norwegii  - przypomina Nierzwicki - Warto więc byśmy prawo głosu wykorzystali, żeby nie obudzić się nagle w rzeczywistości umów śmieciowych i 45-ciogodzinnego tygodnia pracy. 

Niemy elektorat


Czy brak zainteresowania jest obopólny? Wydaje się, że norweskie partie polityczne są bardziej zainteresowane polskimi wyborcami niż na odwrót.

- Høyre ma swoją stronę internetową w trzech językach: norweskim, angielskim i polskim - zwraca uwagę Nierzwicki - Burmistrz Oslo rokrocznie, poniekąd w ramach marketingu politycznego, przychodzi na uroczystość rozdania nagród „Wybitny Polak w Norwegii”, co także pokazuje, że Polacy w Norwegii to znaczący elektorat. My, polscy wyborcy, tego zainteresowania nie odwzajemniamy. 


Pojawiają się jednak sygnały, że Polonia wybudza się z niebytu. W Stavanger i Sandnes aż pięciu polskich kandydatów startuje z listy Kristelig Folkeparti (KrF). W Oslo na listach Høyre można głosować m.in. na Ewę Gawecką, Alexandra Haugestad, Konrada Værnes i Agę Sadłowską. Na Lofotach startuje Erwin Ćwięk, na liście Zielonych w Oslo znalazła się profesor Nina Witoszek. To tylko niektóre nazwiska startujących w tych wyborach Polaków


- Pierwszy raz w historii mamy tylu Polaków na listach - mówi Rafał Milczarski, kandydat KrF w Stavanger, inżynier, który od dwóch lat pracuje w Norwegii. Jako kandydat ma jedynie teoretyczne szanse, aby dostać się do rady gminy. Realne natomiast szanse ma inny Polak, Ryszard Kalinowski, który jest szósty na liście. - Polscy wyborcy mogą mieć wpływ na wyniki wyborów przy założeniu, że pójdą do urn - uświadamia Milczarski. Zakładając, że połowa polskiego społeczeństwa, lub 2 proc. wszystkich mieszkańcow, poszłaby do urn, i wszyscy zagłosowaliby na tę samą partię, wtedy jeden z Polaków wszedłby do rady. 

Najłatwiejszy naród


Z doświadczeń Milczarskiego wynika również, że Norwegowie nie są przyzwyczajeni do zaangażowania Polaków. - Obserwując bliskie mi otoczenie, na przykład znajomych w pracy, powiedziałbym, że są zaskoczeni, zdziwieni, reagują dystansem. Wiemy, że nie jesteśmy „najłatwiejszym narodem", ale jesteśmy dumni z bycia Polakami i, z pełną świadomością swoich wad i zalet, chcemy rozmawiać i brać udział w budowaniu dobrego, zintegrowanego społeczeństwa - deklaruje. Polacy-kandydaci będą się starali przekonać do siebie Norwegów otwartością, chęcią działania, zaangażowaniem we wszelkiego rodzaju wspólne inicjatywy, zapowiada; nie chodzą natomiast od drzwi do drzwi, próbując kogokolwiek przekonać. - Naszym głównym elektoratem są polscy wyborcy.  

- Liczni moi znajomi deklarują, że chcą skorzystać z przywileju głosowania - pierwsze jaskółki zaangażowania Polaków widzi także Nierzwicki - Daje się zauważyć nurt coraz większego zainteresowania polityką z naszej strony. Aktywność polityczna to nie tylko udział w wyborach, ale także tworzenie organizacji pozarządowych, organizowanie różnych wydarzeń. W tym wypadamy całkiem nieźle na tle innych mniejszości w Norwegii. Działają szkoły polskie, organizacje jak YPNPA­UCI, izby gospodarcze, odbywają się imprezy poruszające problematykę integracji Polaków, na przykład Polakker i Norge, które przyciągają uwagę Norwegów, norweskich instytucji i mediów - wylicza Nierzwicki.

- Jesteśmy widoczni - dodaje - A o to właśnie chodzi, by nie pozwolić na to, aby władza traktowała nas jak powietrze.

zdjęcie: fotolia.com - royality free
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Jan Dudkiewicz

14-09-2015 23:34

osobiście... to tam przyszedłem ze SWOIMI ZNAJOMYMI ® ale zdziwiło mnie trochę że przed szkołą stali jeszcze naciągacze z innych partii i próbowali zwerbowac niezdecydowanych...

Jan Dudkiewicz

14-09-2015 23:30

Szkoła

Jan Dudkiewicz

14-09-2015 23:29

Ciężko było znaleźć ta szkole szczególnie jak znajomy Norweg mi doradzał najpierw że głosuje się na POCZCIE...

Dorota Hansen

14-09-2015 07:43

..."W zeszłych wyborach tylko 8 proc. z nich ( polakow )pofatygowało się do urn. Pod tym względem pozostajemy daleko w tyle za Somalijczykami i Pakistańczykami
Najprężniej głosują przyjezdni ze Sri Lanki, Indii i Pakistanu

Polaki, dajecie wyprzedzac sie ciapatym? Gdzie honor wasz?
Jako narod namazany trza byc lepszym, zwlaszcza od pakisow!

Leccie do urn, tylko nie zapomnijcie zabrac kogos znajacego narzecze tutejsze.

FRYDERYK CABALA

14-09-2015 05:58

Ja nikogo nie znam,nawet nie trudzili sie zrobić w wyborcami spotkania.

Brudny Harry

13-09-2015 23:14

u mnie w mieście nie ma na kogo głosować, na listach sami socjaliści :/

Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram