wybory

Nigdy nie zamierzałam osiedlić się w Norwegii!!

Joanna Irzabek

26 sierpnia 2015 13:36

Udostępnij
na Facebooku
83

archiwum prywatne

"Życie na emigracji to 'mała śmierć'. Można się pogrzebać żywcem - albo można się narodzić, choć to strasznie boli", profesor Nina Witoszek, historyk kultury na Uniwersytecie w Oslo, to kolejny mocny głos w cyklu wyborczych rozmów z polskimi kandydatami. Czytajcie, jak profesor Witoszek chce Polaków "przyzielenić".

Proszę opowiedzieć nam o sobie. Jak panią przedstawić czytelnikom i wyborcom?

- Jeśli chodzi o tożsamość jestem "kundlem historycznym"- mieszkałam i wykładałam w Anglii, Irlandii, USA i we Włoszech, moje życie osobiste było związane z Irlandią, a teraz z Norwegią, więc jestem pomieszana i poplątana!! Gdybym miała w skrócie opisać zadanie bojowe numer jeden dla obu grup to rozbudzenie wzajemnej ciekawości. Ja zakochałam się w Norwegii dopiero jak ją sobie dobrze przestudiowałam. Mój norweski mąż zakochał się w Polsce nie dlatego, że mu "kazałam", ale dopiero jak ja odwiedził i przejechał, zobaczył Wita Stwosza w krakowskiej katedrze, przeczytał Szymborską, poznał polski humor, który go urzekł. Teraz jest wręcz głodny Polski.

Dlaczego postanowiła pani osiedlić się w Norwegii? Czy początki były trudne?

- Nigdy nie zamierzałam osiedlić się w Norwegii!! Kiedy tu przyjechałam w 1982 roku byłam przerażona. Oslo to była dziura zamknięta w weekendy, na uniwersytecie panowali leniniści i maoiści, norwescy mężczyźni nie mieli manier, no i ogólnie nastrój był jak u Przybyszewskiego. Wywalczyłam stypendium do Oxfordu i zniknęłam na dziesięć lat. Wróciłam dopiero jak dostałam pieniądze na książkę o mitologiach natury, ale mieszkałam wtedy w Irlandii.

Od kiedy angażuje się pani w politykę? Dlaczego partia Zielonych?

- Polityka mnie kompletnie nie interesowała, dopóki, jak wspomniałam, nie wkurzyli mnie norwescy maoiści i ich brutalizm. Ja byłam wtedy bardzo zadziorna i byłam z wszystkimi na bakier. Dlatego uciekłam do Anglii. Dopiero kiedy zaczęłam zbierać materiały do książki o Norwegii i grzebać w historii, zrozumiałam, na czym polega prawdziwa, ludzka polityka, oparta na idei sprawiedliwości, równości i pragmatyzmie. Zupełna odwrotność polskiego romantycznego szaleństwa! Po prostu urzekła mnie norweska strategia równowagi między socjalistyczną polityką społeczną i demokratycznym kapitalizmem, konsekwentnie realizowana przez kolejnych przywódców. Polacy mogli by się wiele od nich nauczyć!

Poza tym, gdzieś w 1990 roku, po upadku muru berlińskiego, zdałam sobie sprawę, że jestem wolną obywatelką - żyję w wolnym świecie i mam prawo wpływać na jego losy. Dlatego zaczęłam pisać "politycznie". Poza tym, zidentyfikowałam się silnie z norweskim humanizmem - o którym Polacy niewiele wiedzą - i zaczęłam go zawzięcie bronić. To jest jedyne zadanie inteligencji: być jak legendarne gęsi, które ostrzegają Rzym przed najazdem barbarzyńców.

Przyłączyłam się do Zielonych, bo lubię nowe przygody. Uważam, że Norwegia to kraj, który może się stać awangardą ekologicznej innowacji: Norwedzy mają tożsamość silnie osadzoną w naturze, w UPRZYRODOWIENIU ŚWIATA. Mają też wiatr i wodę w olbrzymich ilościach, więc przestawienie gospodarki na zieloną energię jest oczywistością. Mają też bohaterów kulturowych -- Wergelanda, Nansena, Heyerdahla, Arne Naessa - którzy wszyscy byli wielkimi humanistami, myśleli ekologicznie. To wspaniały kapitał!! Więc jest najwyższy czas żeby połączyć te wszystkie motywy i skończyć z norweskim petrocholizmem. No i przy okazji "przyzielenić" Polaków. Polska jako kraj, jest trochę do tyłu w tych sprawach, co jest zrozumiałe, bo ma inne, ważniejsze problemy. Ale ktoś musi robić politykę przyszłości.

Czy widzi pani jakiekolwiek zaangażowanie Polaków w lokalną społeczność?

- Nie bardzo śledzę losy nowej generacji Polaków, ale mam wrażenie, że Ci, którzy do tej pory angażowali się w lokalną politykę, robili to może trochę etnocentrycznie - jako Polacy, z myślą o Polakach. Mój ulubiony pisarz Witold Gombrowicz mówił o przezwyciężeniu polskości w sobie jako jedynie wyjście z polskiego ciotowiska. Ja jestem gombrowiczowska!

Jakie problemy widzi pani wśród Polaków w Norwegii? Są inne od tych reszty?

- Życie na emigracji to "mała śmierć". Można się pogrzebać żywcem - albo można się narodzić, choć to strasznie boli. Ale bez tych nowych narodzin nigdy nigdzie nie zajdziemy za granicą. Myślę, że Polacy mają dużo do dania Norwegom: są oryginalni, zwariowani - a przede wszystkim odważni!! Ale są też zatopieni w kompleksach wyższości i niższości, w poczuciu bycia ofiarami, co się objawia w mistrzostwie w narzekaniu. Wiem, że uogólniam - nie wszyscy!! Norwedzy - znów uogólniam - cierpią trochę na nadmiar chłopskiej ostrożności i, jak na mój gust, są czasem pasywnie-zimni w reakcjach. Umberto Eco powiedział kiedyś: jedyna droga dla Europy to wzajemny kulturowy romans. Ja wierzę w siłę takiego romansu: proszę sobie wyobrazić, czym byłby Chopin bez polsko-francuskiego zauroczenia i inspiracji!

Czy czuje się pani reprezentantką Polonii? Jakieś z postulatów kieruje szczególnie do Polaków?

- Tak, czuję się reprezentantką Polonii, ale głównie wtedy, gdy Norwedzy zaczynają deptać Polakom po nosie, grać na stereotypach albo popisywać się ignorancją na temat Polski. Dlatego wkurzył mnie serial "Walka o byt" i powaliły mnie skandale w barnevernet i musiałam o tym pisać. Razem z wybitną prawniczką Gro Hillestad Thune zorganizowałam "concerned citizen's action," która ma za cel rozwiązanie problemów polskich rodzin, których dzieci zostały "skonfiskowane" przez barnevernet. Chcemy to zrobić porządnie, na szczeblu parlamentarnym. W takich sytuacjach nigdy nie robię niczego sama, wiem ze samo pisanie - choć dużo znaczy - nie wystarczy. Trzeba stworzyć "coalition of the willing" razem z inteligentnymi Norwegami, którzy chcą i mogą pomóc.

Jakie są główne postulaty pani partii, które mogą dotyczyć sytuacji Polaków? Czy czegoś może w tym programie brakuje?

- Co mogę jeszcze zrobić? Mam dość luksusową sytuację: otwartą szpaltę w Aftenposten i w innych gazetach. Poza tym pisałam i piszę prace naukowe i powieści po angielsku (jako Nina FitzPatrick), więc to mi daje niesamowite poczucie wolności, świata bez granic. Uważam, że Polacy stosunkowo łatwo asymilują się w Norwegii, i są preferowaną grupą emigracyjną, ale to się może zmienić w sytuacji kryzysu. Wtedy wygrywają stereotypy. Trzeba być na to przygotowanym i walczyć - ale z elegancją, bez tarzania się w histerii. Próbuję to robić - i moją wielką inspiracją był zawsze Norman Davis, który pisał o Polsce krytycznie, ale i z sympatią, jak ktoś, kto zna polską duszę. Ja próbuję tak pisać o Norwegii, i muszę powiedzieć, że pocę się cholernie!

Dziękujemy za rozmowę.

Tutaj wpisz tekst
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Krystian Kozyra

30-08-2015 00:05

cysiek33 napisał:
masz wsteczniak przespij sie z tym

---------
Cysiek - pierze husarskie na poduche, ręce na kordle ( w barwach flagi oczywista) i już spaciulki. Polska przetrwa i bez ciebie.

cysiek33

29-08-2015 23:47

masz wsteczniak przespij sie z tym

Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram