Strona korzysta z plików cookies

w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Przejdź do serwisu
Turystyka

Wyspa jednego wulkanu i… osiemnastu mieszkańców. Czy na Jan Mayen można się nie nudzić?

Hanna Jelec

12 listopada 2016 08:00

Udostępnij
na Facebooku
1
Wyspa jednego wulkanu i… osiemnastu mieszkańców. Czy na Jan Mayen można się nie nudzić?

Jan Mayen wikimedia.org - Dreizung - Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported, 2.5 Generic, 2.0 Generic and 1.0 Generic

Z pewnością niewielu z was słyszało o wyspie Jan Mayen. Nic dziwnego – to właściwie same góry, jedynie 55 km długości i… 18 mieszkańców. Próżno szukać kogoś, kto na wyspie mieszka od pokoleń. A jednak osadnicy nie mogą narzekać. O dziwo, twierdzą, że życie na Jan Mayen jest pełne rozrywek, a oni sami… nigdy się tam nie nudzą!
Zdawałoby się, że wyspa, na której nie ma lotniska, portów morskich (nie wspominając nawet o kinie czy teatrze!) ma mieszkańcom niewiele do zaoferowania. A jednak ludzie pracujący na Jan Mayen twierdzą, że ich dni są pełne rozrywek. Takie wyznanie jest szczególnie szokujące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że przebywa ich tam jedynie… 18.

Kim są tajemniczy mieszkańcy Jan Mayen? Czterech z osadników to pracownicy stacji meteorologicznej „Met” położonej nieopodal Olonkinbyen, jedynej „miejscowości” na wyspie. Pozostała czternastka to Norwegowie oddelegowani na wyspę przez króla, by strzec jej suwerenności.

Zapasy zrzucane na spadochronach

Żyjącym na Jan Mayen daleko do samowystarczalności. Mieszkańcy są w stu procentach zależni od dostaw żywności z Norwegii. Co osiem tygodni otrzymują je drogą powietrzną, transportowane samolotami sił zbrojnych Hercules. Jak radzą sobie w razie niepogody? Zamiast lądowania na utwardzonym gruncie, piloci zrzucają jedzenie... ze spadochronów. W lecie możliwy jest też transport drogą morską. Tylko w tym roku do Jan Mayen dobiło 21 łodzi wypełnionych zapasami.

Pracują jak wszyscy inni

Jak twierdzą mieszkańcy wyspy, ich dzień powszedni niewiele różni się od dnia przeciętnego pracującego Norwega. Osadnicy pracują od 8.30 do 16, jak większość ludzi w każdym innym mieście. Z uwagi na tak małe zasoby ludzkie wielu z nich trudni się kilkoma profesjami. Przykładowo, kobieta pracująca tam jako pielęgniarka prowadzi także lokalny sklep. Natomiast wysłannicy wojska pracują przy przekazywaniu i sprawdzaniu wiadomości oraz ogólnie rozumianym strzeżeniu suwerenności norweskiej wyspy. Warto jednak dodać, że wielu postrzega służbę na Jan Mayen jako „formalność” – od 1930 roku na wyspie nie zaistniało żadne realne zagrożenie.

Życie po godzinach

Ale dla mieszkańców musi przecież istnieć też życie „po godzinach”. Latem, gdy dni są dłuższe, osadnicy przeznaczają wolny czas głównie na wycieczki po wyspie. – Jan Mayen z pewnością docenią kochający przyrodę i górskie krajobrazy – mówi Rune Leirvik, najwyższy rangą pracownik wojska przebywający na wyspie.

Jednak, jak podkreśla Leirvik, Jan Mayen to nie tylko góry. W osadzie znajdziemy też halę sportową i bibliotekę. I choć nie ma tu multipleksów, czy popularnych siłowni, mieszkańcy radzą sobie jak mogą. Dwa razy w tygodniu organizują w bibliotece wieczory filmowe, oglądają mecze, a w soboty… otwierają bar. – Spotykamy się, by spędzać czas razem tak często, jak to tylko możliwe. Urodziny, Halloween, finały mistrzostw. Nic nam nie umknie! Dlatego nigdy się nie nudzimy – mówią zadowoleni mieszkańcy.

Pytani o trzęsienia ziemi i wulkan, odpowiadają tajemniczo: – To kolejny powód, by nie zaznać nudy. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy!
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych


forrestjohn Janek

12-11-2016 18:34

Latarnicy

Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram TikTok