Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
„Karate to sposób na życie”: o tym, dlaczego jest coraz bardziej popularne w Norwegii, opowiada polski trener Sport
Hanna Jelec 29 września 2016
14:27

„Karate to sposób na życie”: o tym, dlaczego jest coraz bardziej popularne w Norwegii, opowiada polski trener

Skomentuj
Ćwiczą wszyscy - kobiety, mężczyźni, dorośli i dzieci Oyama Karate Norway
Czarny pas, japońskie komendy i legendarna filozofia – coraz więcej Norwegów chce widzieć w sporcie coś więcej niż tylko bójkę.Dlatego karate, mimo konkurencji MMA i boksu, wciąż ma się tam dobrze. Co decyduje o ponadczasowości tego sportu? Jak zacząć i co robić, by się nie poddawać? Temat przybliżył nam Wojciech Piątas – trener w Oyama Karate Norway, pierwszej takiej szkole w Norwegii.
Reklama
Polak Wojciech Piątas jest założycielem pierwszej w Norwegii szkoły Oyama Karate. W wywiadzie z nami wyjaśnia z punktu widzenia trenera, skąd bierze się głębia Karate, kto może uprawiać ten sport i co sprawia, że zarówno w Polsce, jak i w Norwegii Karate nigdy nie będzie jedynie „modą”.
Hanna Jelec: Czy Karate to sport popularny w Norwegii?

Wojciech Piątas:
Karate z każdym rokiem jest coraz bardziej popularne. Obecnie ma sporą konkurencję – choćby teakwondo czy mieszanych stylów walki. Na pewno popularyzacja karate na większą skalę to w Norwegii niemałe wyzwanie.

Dlaczego? Chodzi o modę na bardziej agresywne sztuki walki?

W Norwegii, tak jak w Polsce, panuje tendencja promowania mieszanych stylów walki. Jak to zwykle bywa, brutalność i krew dobrze się sprzedają. Widać to chociażby w MMA. Niestety, coraz bardziej odchodzi się od sedna, od tego, że to „sztuka” walki.  Nie chce porównywać karate do tego sportu, bo obie dyscypliny różnią się diametralnie. Mamy przede wszystkim zupełnie inne założenia. W karate chodzi o wysoką sprawność fizyczną i zdolność do samoobrony.Do tego dochodzi głęboka filozofia, która stoi za tym wszystkim, jest filarem walki, decyduje o zachowaniach zawodnika. Właśnie dzięki niej, na szczęście, entuzjastów karate wciąż przybywa. Interesuje ich właśnie „sztuka”. Doceniają aspekt psychologiczny i filozoficzny – to, że karate to coś więcej niż tylko bicie.

Czarny pas, dyscyplina? Tak w skrócie można wytłumaczyć filozofię karateków?

To temat rzeka, który trudno uprościć. Kiedy jednak mówimy o samych podstawach: w karate istnieje gradacja stopni, tzw. pasów – każdy uczeń zaczyna szkolenie od białego pasa. Uczymy szacunku, tak do siebie wzajemnie, jak i do starszych stopniem.

Na Sali, dojo, gdzie ćwiczymy, wszystkich obowiązuje etykieta, określone zachowanie względem instruktora i innych uczniów.

W karate są też komendy, które padają w języku japońskim. Założeniem jest, byśmy niezależnie od miejsca – czy to w Polsce, czy w Norwegii – pracowali nie tylko nad doskonaleniem techniki, ale i charakteru ćwiczącego, w sposób dokładnie taki, jak robi się to w Japonii.  

Ten sport to też psychika – systematyczna praca i przekraczanie swoich słabości. Tak było od początku, na tym opiera się cała dyscyplina.

A zatem karate, dzięki filozofii i zasadom, możemy uznać za ponadczasowe?

Karate to przede wszystkim wykwalifikowani instruktorzy, ludzie z pasją, którzy w całości oddają się filozofii tego sportu. Do tego dochodzą wysokie standardy szkolenia, poświęcenie w nauczaniu. No i głęboko zakorzeniona filozofia, o której mówiliśmy. Dlatego wierzę, że choćby trendy się zmieniały, ten sport zawsze się obroni. Jest po prostu opoką, ponadczasową nauką, o czym najlepiej świadczy historia karate. To przecież ponad tysiąc lat, a zasady – przynajmniej dla obserwującego „z boku” – niewiele się zmieniają. Owszem, zmienia się technika, stylów jest przecież mnóstwo. Różne metody walki widać np. w odłamie Oyama Karate, które sam uprawiam. Pamiętajmy, że filozofia jest niezmienna. Etykieta karate, która odróżnia sztukę od zwykłej bójki, zawsze pozostaje.

Karate to też psychika – systematyczna praca i przekraczanie swoich słabości.~W. Piątas

Karate dla dzieci to głównie nauka poprzez zabawę
Karate dla dzieci to głównie nauka poprzez zabawę Źródło: Oyama Karate Norway
Dla kogo nadaje się ten sport – czy ćwiczyć mogą wszyscy?

Zgadza się, karate uprawiają dosłownie wszyscy: mężczyźni, kobiety, starzy i młodzi. Dorośli zjawiają się na treningach przede wszystkim po to, by nauczyć się obrony i poprawić kondycję. W „bonusie” poprawiają także swoją koordynację ruchową. I rzeczywiście, moi uczniowie radzą sobie świetnie, widać postępy po każdym treningu. W tej dyscyplinie pomaga też praca w grupie. Docenia to wielu dorosłych uczniów – to motywuje, daje satysfakcję.  

Ale karate to jednocześnie „bezpieczna” sztuka walki. Dlatego na trening, spokojnie i bez obaw o zdrowie pociech, można posłać dziecko. Takie zajęcia dla najmłodszych są odpowiednio zbilansowane – znamy ich możliwości, wiemy, na co ich stać. To nauka, ale przez zabawę. A pierwsze postępy dzieci cieszą zarówno rodziców, jak i mniejako trenera – gołym okiem widać, jak zmieniają się umiejętności maluchów.  

Ja sam zacząłem ćwiczyć mając 12 lat. To już 27 lat z karate w moim życiu!

No właśnie, skąd Pańskie zainteresowanie sportem? Jak wyglądały Pana początki?  

Na trening trafiłem jako 12-latek. Mój mentor i trener to Shihana Rafał Majda – 5. dan. Ogromnie doceniam jego pracę. Od dziecka motywował mnie, zachwyca techniką i swoimi osiągnięciami. Jednym słowem – miałem swój wzór. A taki wzór jest  bardzo potrzebny. Mentor przewodzi zarówno początkującym, np. dzieciom, jak i tym, którzy wciąż się rozwijają – bo przecież w karate chodzi o ciągłą pracę nad sobą.

Ja także, dzięki seminariom prowadzonym przez liderów Oyama Karate, m.in. Hanshi Jana Dyducha – 8. dan – mam wciąż szansę, by się rozwijać, uczyć od najlepszych. I w taki sposób to widzę – jako ciągłą drogę. Poza tym, na zgrupowaniach i zawodach poznaje się nowych ludzi, często z innych krajów i kultur. To mogą być przyjaźnie na całe życie. Tego też uczy ten sport – otwiera na ludzi, „uczy się uczyć” od reszty. Bez wątpienia mogę powiedzieć, że to, co najlepsze w moim życiu, przeżyłem właśnie dzięki karate.

A co poradzić tym, którzy być może kiedyś ćwiczyli, ale zarzucili karate? Jak poradzić sobie z taką chwilą słabości i nie zaprzepaścić szansy?  

Na pewno każdy ćwiczący ma tez swoje słabsze dni. Czasem poprawienie techniki zajmuje więcej czasu, a to żmudny proces. Czasem brakuje nam cierpliwości. Ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć – motywacja i ciężka praca nad sobą w końcu przyniosą pozytywne efekty.  Sport nas kształtuje, wzmacnia. Myślę, że do tego zawsze warto wrócić, nie poddawać się. Czasami boimy się początków, ale, wbrew pozorom, „zaczynanie od nowa” też może przerażać – zupełnie niepotrzebnie. Trzeba po prostu działać. 

Najważniejsze to nie zniechęcać się i pracować, cały czas pracować. Gdy w końcu osiągniemy cel, satysfakcja wynagrodzi nasze trudy – o to przecież w karate chodzi!

Treningi Oyama Karate Norway, pierwszej szkoły Oyama w Norwegii, odbywają się
w EkebergIdrettshalen w Oslo w pon. i śr.
Dzieci od 6 lat - godz. 18.00 do 18.50, młodzież i dorośli godz. 18.50 - 20.00.

W Risungdommskole w Oslo treningi odbywają się we wt. i czw.
Dzieci od 9 do 14 lat - godz. 17.00 do 17.50, młodzież i dorośli 17.50 - 19.00

Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas