Już jest Kalendarz 2022

Sprawdź

 
 Foto: Ł. Jakubowski
Do Norwegii nie trafiłem przypadkiem. Cały wyjazd zaplanowałem. Samolot wylądował o czasie. Z dojazdem do stolicy nie było problemów. Nie zgubiłem się. Nie zatrułem się sztokfiszem. Nie straciłem filmu po Akevitt'cie. Nie widziałem fiordów, zorzy polarnej, ani trolla. Nie kupiłem norweskiego swetra. Magnesu na lodówkę też nie. Nie widziałem nawet „Krzyku” Muncha! Jednym słowem, było bosko.
Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Oslo, ale nie chciało Wam się zapytać, część III
 
Do Norwegii nie trafiłem przypadkiem. Cały wyjazd zaplanowałem. Samolot wylądował o czasie. Z dojazdem do stolicy nie było problemów. Nie zgubiłem się. Nie zatrułem się sztokfiszem. Nie straciłem filmu po Akevitt'cie. Nie widziałem fiordów, zorzy polarnej, ani trolla. Nie kupiłem norweskiego swetra. Magnesu na lodówkę też nie. Nie widziałem nawet „Krzyku” Muncha! Jednym słowem, było bosko.

Jest to gościnny wpis Łukasza Jakubowskiego, autora bloga podróżniczego Globowo Małe .

Ola załatwiła ekskluzywną wejściówkę na zwiedzanie Parlamentu. Okularnik o wyglądzie psychopaty z filmu „Psychopata” oprowadza nas po budynku. Mówi wzorową angielszczyzną o tym np. że podczas obrad posłowie nie siedzą według porządku partyjnego, ale według położenia geograficznego rejonu, który reprezentują. U nas zamiast sektoru PO, czy PiS byłyby: Mazury, Śląsk, Alaska itp. Z okien Parlamentu widać Pałac Królewski górujący nad Karl Johans gate – reprezentacyjną ulicę Oslo. Co ciekawe, wybudowany na naturalnym wzgórzu Pałac znajduje się na tej samej wysokości, co Parlament. A Parlament postawiony został na wzgórzu sztucznym. A wzgórze usypano dlatego, by Parlament stał tak wysoko, jak Pałac. A jak ktoś ma krótki kompleks, to kupuje sobie długi samochód. Przewodnik w tajemnicy szepcze nam, że jeśli chcemy wiedzieć, czy w Pałacu przebywa król, nie powinniśmy sugerować się flagą na maszcie, ale ilością strażników u bram. Jeden - nie ma, dwa - jest. Fajne, nie?


Niuansów związanych z władzą ustawodawczą i wykonawczą nie będę przybliżać, bo mi się nie chce. Należy jednak zapamiętać, że Norwegia jest monarchią konstytucyjną, niepodległą od roku 1905. I że w norweskim parlamencie zasiada dużo więcej kobiet, niż w polskim. Dziękujemy za zwiedzanie i wyłazim. Mijamy ambasadę amerykańską, którą pikietuje multikulturowa grupa z flagami libijskimi, co by w Libii nie interweniowano. Kilka lat temu wybuchł w Norwegii polityczno-szpiegowski skandal. Przez długi czas tajni agenci amerykańscy szpiegowali osoby głośno wyrażające swój sprzeciw wobec interwencji w Iraku. Kiedy działania szpiegów wyciekły do prasy, stosunki na linii Norwegia – USA bardzo się ochłodziły, i do dzisiaj są zimne jak Władywostok. Może dlatego Norwedzy nie lubią koszykówki, ni oglądać meczów, ni ich rozgrywać.

Wsiadamy do metra, kierunek: nowa skocznia Holmenkollen.

Foto: Ł. Jakubowski

Szerokie stacje, jeszcze szersze wagoniki. Po kilku przystankach pociąg wyjeżdża z tunelu i wspina się na wzgórza otaczające fiord. Widoki naprawdę warte pieruńsko drogiego biletu na przejazd, mówię Wam. Dosiada się szwagier Oli i opowiada narodową anegdotę. Otóż kiedyś kiedyś malowano w Norwegii domki na trzy kolory: czerwony, biały i żółty. A może na więcej, albo na inne, nie pamiętam. W każdym razie na żółto na pewno, bo farba ta była wówczas najdroższa. Zamożność rodziny poznać można było nie po wielkości chaty, wysokości muru, czy po średnicy anteny satelitarnej, ale po obecności koloru żółtego właśnie. Niektórzy biedniejsi spryciarze wyżebrywali resztki takiej farby od sąsiada i pokrywali nią fasadę swojego domu. Tę od ulicy oczywiście, co by każdy widział. Resztę ścian oblepiała farba ubogich.

Dojeżdżamy do stoczni. Mijamy małą, przed nami duża. Wielka! Z dołu wygląda jak kobieta na fotelu ginekologicznym :-)

Foto: Ł. Jakubowski

Wspinamy się po jej prawej nodze i wchodzimy pod spódnicę. Wsiadamy do symulatora skoków/lotów narciarskich. Robi wrażenie, szczególnie na przewodzie pokarmowym Krzyśka. Ciekawostką jest fakt, że naprzeciwko skoczni, na wzgórzu postawiono rzeźbę trola, całkiem sporą, który symbolicznie pilnuje porządku i bezpieczeństwa podczas zawodów. Niestety, nikt go nie zauważa, bo wszyscy lukają na skocznię. Zjeżdżamy metrem do Oli na obiad, na moją gęstą zupę, której jeszcze dużo zostało z wczoraj.

Pełni strawy i szczęścia jedziemy do chyba najsłynniejszej oficjalnej atrakcji Oslo, parku Vigelanda. Rzeźbiarz nie doczekał końca realizacji projektu parku, jednak zostawił jego szczegółowe plany, tak więc od lat czterdziestych cieszy on oko oraz dłoń tubylców i turystów. A dlaczego dłoń? Bo prawie wszystkie 600 rzeźb przedstawia żeńskich i męskich golasów, w każdym wieku, w przeróżnych pozycjach, bynajmniej nie zakrywających najciekawszego. W Łazienkach by coś takiego nie przeszło.

Foto: Ł. Jakubowski

Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy Norweg chciał uświadomić swojemu dziecku różnice anatomiczne pomiędzy kobietą, a mężczyzną, przyprowadzał szkraba do parku i cierpliwie odpowiadał na większość głupich pytań. Teraz, z większą cierpliwością, robi to Internet, który w dodatku służy sensowną odpowiedzią na absolutnie każde głupie pytanie. Na dowód tego śmiałego twierdzenia zachęcam Was do wygooglowania sformułowań: "seks z meblem", "ufo porywa krowy", oraz "W małej miejscowości, Małusy Małe pod Częstochową, gigantycznych rozmiarów żaba wyłoniła się ze stawu połykając młodą kobietę, po czym wzniosła się w powietrze i odleciała.".

Foto: Ł. Jakubowski

Najsłynniejszą rzeźbą w parku jest Sinnataggen - mały, ryczący rozgniewany dzidziuś. Stoi tu ku przestrodze? Może dlatego Norwegów jest tylko 5 milionów. Kończymy obchód godzinną, pełną pasji sesją zdjęciową z kamiennymi piersiami i pośladkami. Ciekawostką jest fakt, że w wysokiej kolumnie ulepionej z nagich, wijących się postaci wyryte jest oblicze samego Vigelanda. My niestety dowiedzieliśmy się o tym w kilka godzin później, na spotkaniu z norweską, młodą Polonią. Do jutra!

Foto: Ł. Jakubowski

Jutro część czwarta, ostatnia! Więcej zdjęć i relacji z podróży znajdziesz na blogu Łukasza: http://globowo.blox.pl/html


Zobacz część pierwszą

Zobacz część drugą

Reklama
Gość
Wyślij
Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram