Mogłoby się wydawać, że piątek 13 to idealna data na premierę filmu, od którego włos jeży się na głowie. Najwyraźniej z podobnego założenia wyszli twórcy serialu Bloodride, czwartej już produkcji Netflixa rodem z kraju fiordów. Tym razem jednak ma się on różnić formą od tego, do czego przywykli widzowie, oglądając chociażby inny norweski hit, Ragnarok.