MojaNorwegia kończy 10 lat!

Przygotowaliśmy dla Ciebie nagrody!

Sprawdź

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Polacy w Norwegii
Magdalena Szczepańska 25 maja 2014
07:16

"Serce kamienia"

Skomentuj

Monika Sokół-Rudowska, laureatka konkursu „Wybitny Polak w Norwegii" w kategorii „Nauka" z roku 2011, niedawno wydała swoją debiutancką powieść z gatunku fantastyki pt. „Serce Kamienia". Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Moniką!




Moja Norwegia: Twoje pierwsze inspiracje pojawiły się w bardzo młodym wieku - 10-11 lat. Na swoim blogu wyraźnie wskazujesz, iż to proza tolkienowska wywarła na Tobie szczególne wrażenie. Jakie są Twoje pozostałe inspiracje?


Monika Sokół-Rudowska: Inspiracją może być dla mnie wszystko, zarówno życie codzienne, jak i literatura czy film. Zdarza się, że gdy czytam wiadomości, nagle w moim mózgu przeskakuje pewna zapadka i nawet nie zauważam kiedy historia sama zaczyna się snuć. Jednak te opowieści oparte na informacjach ze świata, są raczej przerażające. Czasami osiadają na duszy szlamem, który muszę w jakiś sposób z siebie wyrzucić i tutaj z pomocą przychodzi kartka papieru lub klawiatura komputera. Tak miedzy innymi powstało jedno z moich najmocniejszych opowiadań, Axis Mundi. Niewątpliwie jednak najwięcej inspiracji czerpię z mitologii różnych grup etnicznych i z ich legend, co najprawdopodobniej jest związane z tak zwaną chorobą zawodową - jako etnolog/antropolog kultury poznałam niezwykle bogaty obszar wierzeń, mitów i baśni najróżniejszych kultur, który niezmiennie od lat służy jako pożywka dla mojej zachłannej wyobraźni.

Moja Norwegia: Co bardziej fascynowało Cię wówczas w tworzeniu tekstu - sam warsztat czy też możliwość samego przekładania na papier wykreowanej fabuły oraz wytworów wyobraźni?

Monika Sokół-Rudowska: Zdecydowanie to drugie. Warsztat to była rzecz drugorzędna, nad którą specjalnie się nie zastanawiałam. Był środkiem do celu - zapisania tego, co kształtowało się w mojej głowie; świata, do którego mogłam uciec od szarej rzeczywistości. Dopiero później odkryłam, jak ważny jest warsztat w przekazywaniu idei i jak wspaniała może być zabawa formą. Pamiętam moje zaskoczenie, gdy pierwszy raz przeczytałam Pantaleona i wizytantki Mario Vargasa Llosy, gdzie odmienny niż ten, do którego przywykłam, sposób pisania prozy początkowo wprawił mnie w konsternację, ale już po kilkunastu stronach zachwycił posmakiem nowości, inności. Sama nie porywam się na eksperymenty, chociaż podoba mi się bezustanne cyzelowanie formy, jaka ma miejsce w przypadku moich ukochanych haiku. Niestety, to ciągłe poprawianie, które tak lubię pisząc haiku, bardzo irytuje mnie w przypadku mojej prozy - ile razy nie czytałabym tekstu, zawsze znajdę tam coś do poprawienia. W efekcie prawie nigdy nie czytam swoich opublikowanych tekstów prozatorskich, bo wiem, że gdzieś tam czają się niewyłapane błędy, które tylko by mnie rozzłościły. Inaczej sprawa wygląda w tekstach naukowych - z nimi nie mam już takich skrupułów.

Monika Sokół-Rudowska


Moja Norwegia: Czy zawsze pisałaś prozę fantastyczną? Czy istnieją dzieła innych gatunki epiki, w których gustujesz, a których nie publikowałaś w żaden sposób?

Monika Sokół-Rudowska: Jak właśnie wspomniałam, przez pewien okres w życiu pisałam haiku lub żeby być dokładniejszą, para-haiku czyli haiku, które nie zachowują rytmiki języka japońskiego. Uważam, że subtelność poezji w języku japońskim nie ma przełożenia na odmienną rytmikę i strukturę języka polskiego. Toteż wzorując się na cudownym przekładzie haiku dokonanym przez Miłosza, tworzyłam para-haiku dla odbiorcy polskiego. W 2013 roku na wystawie sztuki w Warszawie znalazły niektóre z moich wierszy wraz z zainspirowanymi przez nie obrazami świetnej malarki, Judyty Białkowskiej. Poza tym piszę nie tylko fantastykę. Obecnie przygotowuję się do napisania powieści historycznej osadzonej w realiach II wojny światowej w Norwegii, która oparta będzie na informacjach udzielonych mi bezpośrednio przez uczestników tamtych zdarzeń. Słuchając opowieści tych fantastycznych ludzi, doszłam do wniosku, że rzeczywistość czasami bywa bardziej niezwykła od fikcji. Wystarczy ją tylko spisać.

Moja Norwegia: Studiujesz antropologię, interesujesz się również różnymi kwestiami społecznymi. Jaki wpływ ma to na sposób, w który piszesz oraz na poruszaną problematykę? A może studia i zainteresowania to zupełnie odrębny względem literatury świat?

Monika Sokół-Rudowska: Tego nie można rozdzielić, przede wszystkim dlatego, że studiuję to, co w rzeczywistości mnie interesuje. Antropologia kultury dotyczy tak naprawdę całego otaczającego nas świata. Ktoś mądry powiedział mi, że jedzenie jest czynnością biologiczną, ale już sposób w jaki się je, jest wytworem kultury. Umiejętność dostrzegania tego, w jaki sposób powstają mechanizmy otaczającej nas rzeczywistości i jaką rolę my w nich odgrywamy, jest fascynujące. Tak, ale nie o antropologii miało być. We wszystkim, co piszę jest kawałek mnie. Czasami to takie moje małe manifesty - walka ze stereotypami, których jestem świadoma, ale których bardzo nie lubię; ukazywanie tego, o czym na co dzień wygodniej jest nie myśleć; wojna z wszechobecnym konformizmem; z egoizmem. Mój światopogląd zdecydowanie ma odbicie w tym, co piszę.

Moja Norwegia: Twoja nowa powieść rozgrywa się w świecie starożytnym - zarówno celtyckim jak i rzymskim. Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie tymi kulturami?

Monika Sokół-Rudowska: Tutaj od razu chcę sprostować - starożytnego Rzymu nie lubię, bo rzymskie zachowania imperialistyczne, ich chęć narzucenia swojego zwierzchnictwa możliwie największej liczbie narodów, jest dla mnie prymitywną żądzą władzy, której nie akceptuję. Nie podoba mi się także współczesna prawno-polityczna spuścizna po Rzymianach. Natomiast Celtowie, zwłaszcza irlandzcy, ujęli mnie umiłowaniem wolności, niezależnością, niezwykłymi legendami i barwną mitologią, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Nie oszukujmy się, Celtowie także mieli mnóstwo wad, ale w moich oczach rekompensowali to wielokrotnie swoim kolorytem kulturowym. Moja przygoda z Celtami zaczęła się dawno temu od niemal nieosiągalnej wówczas książki Marie Heaney Za dziewiątą falą. Potem było już tylko gorzej.

Moja Norwegia: Kultura celtycka charakteryzowała się wysokim statusem kobiet. Czy takie podejście do społecznej roli kobiet wynika z Twoich osobistych poglądów?

Monika Sokół-Rudowska: Ależ oczywiście. Całe życie walczę z przeszkodami, jakie stawia na mojej drodze patriarchalne spojrzenie na rolę kobiety w społeczeństwie. Pewne rzeczy były dla mnie nieosiągalne, bo byłam dziewczyną/kobietą, a w pewnych przypadkach byłam z tego powodu przez mężczyzn traktowana niedopuszczalnie. Obecnie teorią gender czyli tym, jakie role przypisuje nam społeczeństwo i kultura, zajmuję się zawodowo. Serce kamienia nie jest jednak manifestem feministycznym w popularnym tego słowa znaczeniu, ale opowieścią o kobiecie, którą role kulturowe zupełnie nie obchodzą. Należy też pamiętać, że w świecie irlandzkich Celtów bardzo długo kobiety nie zostały sprowadzone do roli podległej mężczyźnie. Wejście patriarchatu w tę kulturę określa się na czas powstania legend z cyklu ulsterskiego o bohaterze Cuchulainie.

Moja Norwegia: Bohaterka twojej powieści „Serce Kamienia" - Magran - jest kobietą silną i zdeterminowaną. Czy stanowi odzwierciedlenie Twojej osobowości, jest postacią idealną - do której świadomie lub podświadomie dążysz? A może jest zupełnie z Tobą niezwiązana? Na tej samej zasadzie - czy postać Segomarasa stanowi rezerwuar cech, które negujesz i od siebie odrzucasz?

Monika Sokół-Rudowska: W jakiś sposób niewątpliwie przypisałam Magran pewne swoje cechy czy wyznawany przeze mnie światopogląd, jednak to postać niezależna, bezkompromisowa, żyje swoim życiem, podejmuje własne decyzje. Ona jest sobą, a ja sobą. Natomiast co do Segomarasa, to absolutnie nie uważam jego cech za cechy negatywne. Wręcz przeciwnie, ma mnóstwo zalet - przede wszystkim zdrowy rozsądek, wrażliwość i duszę artysty. Poza tym, jest najlepszym przyjacielem, jakiego Magran mogła spotkać na swojej drodze. Dla mnie to postać całkowicie pozytywna. Może wydawać się inaczej, ponieważ konwencja fantastyczna przyzwyczaiła nas do pewnych schematów - skoro mężczyzna, to musi być superinteligentny, być superwojownikiem (najlepiej taka lokalna odmiana ninja, co to rozpływa się w powietrzy, gdy tylko odwrócisz wzrok), albo genialnie czarować. No i musi ratować kobietę w tarapatach. Nic z tego. Takie role kulturowe u mnie nie wchodzą w grę. Segomaras ma prawo nie lubić walki, zajmować się poezją i obrazić się od czasu do czasu. Takie jego ludzkie prawo. To, że zazwyczaj to Magran wyciąga go z kłopotów, nie jest niczym niezwykłym - w końcu to ona jest specjalistką od rozbijania łbów. Ot, gender moi państwo.

serce kamienia


Moja Norwegia: Świat powieści kreowany jest w oparciu o celtycką mitologię. Występują w niej postaci celtyckiego panteonu, jak również sama fabuła sięga do strefy sacrum. Czy wierzysz w istnienie „drugiego dna" rzeczywistości, czy też czerpanie z wierzeń starożytnych wynika jedynie z artystycznego zamysłu?

Monika Sokół-Rudowska: Jest to zamysł czysto artystyczny. Sfera duchowości jest dla mnie wielką niewiadomą, a każdego, kto uzurpuje sobie prawo do autorytarnego pouczania mnie na ten temat, traktuję z dużym rozbawieniem. Ludzie od wieków wymyślają nowe religie, które w pewnym okresie dziejowym osiągają swoje apogeum, by później odejść w zapomnienie. Bogów z panteonu celtyckiego traktuję jak inną rasę - bardziej rozwiniętą niż ludzie i dysponującą niezwykłymi mocami. Taka mutacja genetyczna występująca u niektórych jednostek.

Moja Norwegia: W jednym z wywiadów wspomniałaś, że Twoje opowiadania żyją własnym życiem. Czy pozwalasz zatem kreować się fabule samoistnie nie zważając na pierwotne założenia?

Monika Sokół-Rudowska: Zaczynając pisać, znam zazwyczaj tylko bardzo mgliste zarysy opowiadania lub powieści. Fabuła rozwija się niezależnie ode mnie, często mocno mnie zaskakując. Czasami w trakcie pisania łapię się na myśli: ciekawe jak to się skończy? Dla mnie takie pisanie to wielka przyjemność - odrobina chaosu w poukładanym życiu.

Moja Norwegia: Obecnie mieszkasz w Norwegii. Czy kultura skandynawska również stanowi dla Ciebie inspirację? Może planujesz stworzyć powieść, która bazować będzie na nordyckiej mitologii?

Monika Sokół-Rudowska: Inspiracją jest dla mnie piękna i surowa norweska przyroda. Niestety, mitologia skandynawska nie chwyta mnie za serce. W moim subiektywnym odczuciu jest ponura i nieco nudna, zwłaszcza, gdy porównam ją do pełnej życia mitologii celtyckiej lub słowiańskiej. Dużo bardziej interesująco przedstawiają się dla mnie norweskie wierzenia ludowe, baśnie i legendy. Nie wykluczam, że pewnego dnia powstanie tekst do nich właśnie nawiązujący.




Monika Sokół-Rudowska
W konkursie Wybitny "Polak w Norwegii" Fundacji Teraz Polska, kategorii nauka zwyciężyła Monika Sokół Rudowska; Foto: Paweł Arczewski / Studio Kvadrat Fotografene. p.arczewski@wp.pl

Monika Sokół-Rudowska
(Lillehammer) - naukowiec, pracownik Opplandsarkivet avd. Maihaugen w Lillehammer, od kilku lat prowadzi badania na temat polskiej emigracji w Norwegii. Rezultaty stara się wykorzystywać w celu przybliżenia mieszkańcom Norwegii, polskiej kultury, sztuki - największej grupy społecznej w ich kraju, a także zaznaczyć wkład Polaków w rozwój norweskiej gospodarki, kultury i sztuki. Problematykę przybliża m.in. w mediach. Ponadto stale angażuje się w koordynację polsko-norweskich wydarzeń kulturalnych.



Gość
Wyślij
Dodaj zdjęcie
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas