Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
„Pokazy polskich filmów dają nam poczucie bezpieczeństwa – nie jesteśmy tu sami”. Relacja z Oslo Kultura
Marta Tomczyk-Maryon 19 listopada 2016
08:00

„Pokazy polskich filmów dają nam poczucie bezpieczeństwa – nie jesteśmy tu sami”. Relacja z Oslo

Skomentuj
Anna Róża Gurowska, organizatorka imprezy. Marta Tomczyk-Maryon
W Oslo w dwa listopadowe weekendy odbył się pokaz polskich filmów. Wyświetlono osiem produkcji, m.in. Noc Walpurgi, Aktorkę czy Płonący Krzew. „Pokazy filmu polskiego mają nam dać poczucie duchowego komfortu i bezpieczeństwa –  nie jesteśmy tu sami” – mówi Anna Róża Gurowska, organizatorka wydarzenia.
Reklama
W Oslo już po raz piąty odbył się pokaz polskich filmów. W dwa weekendy listopada w kinie Cinemateket wyświetlono osiem produkcji.  W programie znalazły się  filmy długometrażowe: Noc Walpurgi w reżyserii Marcina Bortkiewicza, Aktorka Kingi Dębskiej i Marii Konwickiej, Płonący krzew Agnieszki Holland oraz Sprawiedliwy Michała Szczerbica. Widzowie mogli również obejrzeć filmy krótkometrażowe ze Studia Munka: Lilę Dominiki Łapki, Otwarcie Piotra Adamskiego, Poloneza Agnieszki Elbanowskiej i Więzi Zofii Kowalewskiej. 

Wszystkie filmy były to interesujące i ambitne. Jednak wiele osób, z którymi rozmawialiśmy chwaliło film pt. Aktorka poświęcony znakomitej polskiej aktorce Elżbiecie Czyżewskiej. Bez wątpienia był to rzetelnie zrobiony dokument, ukazujący złożoną postać i skomplikowane życie kobiety. Autorki filmu skupiły się na losach bohaterki po wyjeździe z Polski i jej przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych.  Znakomicie pokazały problemy, z jakimi musiała mierzyć się Czyżewska po wyjeździe z Polski. Był to wątek skłaniający do przemyśleń i ciągle aktualny dla wszystkich Polaków przebywających na emigracji. Zaskakującym i znakomitym filmem okazała się Noc Walpurgi, młodego reżysera Marcina Bortkiewicza. Nic dziwnego, że obraz ten otrzymał nagrodę dla najlepszego filmu polskiego mijającego roku na Festiwalu Filmów Polskich w Los Angeles. Na Sprawiedliwego, film opowiadający o żydowskiej dziewczynce ukrywanej w czasie wojny przez Polaków. Trudny i smutny temat, wydawał się ryzykowny dla Norwegów, którzy wiadomości na temat wojny czerpią tylko z książek i… z filmów. Jednak, ci, z którymi rozmawialiśmy, przyjęli ten obraz bardzo dobrze. Był dla nich zrozumiały i sprowokował do ciekawej dyskusji. To mały dowód na to, że polskie filmy mogą być dobrze przyjmowane w Norwegii. 

Na uwagę zasługiwał zwłaszcza obraz Płonący krzew Agnieszki Holland, dojrzały i świetnie zrealizowany obraz, pokazujący wydarzenia, jakie rozgrały się w Czechach po samobójczej śmierci Jana Palacha, studenta, który16 stycznia 1969 roku w proteście przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, podpalił się w centrum Pragi.Filmy krótkometrażowe były powiązane z filmami długometrażowymi, np. tematyką lub wątkiem. Widzom podobały się również Lila Dominiki Łapki i Więzi Zofii Kowalewskiej. W obydwu przewijał się – odmiennie potraktowany – wątek miłości i zazdrości. 

Jedynym minusem imprezy była… publiczność, a dokładniej jej stosunkowo mała liczba. Dlaczego na przeglądach polskich filmów bywa tak mało Polaków? Czy nie lubią rodzimych produkcji? A może oglądają wszystko w Internecie? Jednak to ostatnie nie może być prawdą, skoro większość pokazywanych w Cinemateket filmów nie jest dostępna w sieci. 

Zapytaliśmy osoby, które przyszły do kina, czy bywają regularnie na przeglądach polskich filmów, a także, co sądzą o tej imprezie.

 Hania, mieszka w Norwegii:
– Jestem pierwszy raz. Uważam, że to świetna promocja polskiego kina, reżyserów, jak i tematów, które są istotne dla Polaków. Myślę, że taka impreza jest potrzebna osobom przebywającym z dala od kraju, ponieważ buduje to naszą tożsamość. 

Jerzy, bywa na wszystkich polskich przeglądach filmowych:
– Bywam na wszystkich przeglądach, ponieważ, przede wszystkim, lubię kino. Przyciągają mnie polskie filmy. Ale sam pokaz ma swój cel. Większość filmów, które pokazuje Anna Róża Gurowska, nie są produkcjami rozrywkowymi, ale zmuszającymi do myślenia. I w tym miejscu można zapytać, dlaczego ludzie nie przychodzą tutaj na takie filmy? Być może społeczność Polonii w Norwegii chętniej obejrzałaby filmy komercyjne? Natomiast jeśli chodzi o możliwości dotarcia z polskim kinem do Norwegów, to powątpiewam, czy uda się to osiągnąć, bo oni są głównie nastawieni na kino amerykańskie. Należy tu zadać pytanie: po co jest ten przegląd? Robimy go tylko dla siebie, czy też chcemy komuś, w tym przypadku Norwegom, cokolwiek pokazać, np. opowiedzieć o polskiej historii.
Anna Róża Gurowska ze szczęśliwą zwycieżczynią biletów na kolejny pokaz.
Anna Róża Gurowska ze szczęśliwą zwycieżczynią biletów na kolejny pokaz.
Marta Tomczyk-Maryon
Niewielka, ale zainteresowana publiczność.
Niewielka, ale zainteresowana publiczność.
Marta Tomczyk-Maryon
Przegląd polskich filmów odbył się jak co roku w Cinemateket.
Przegląd polskich filmów odbył się jak co roku w Cinemateket.
Marta Tomczyk-Maryon
Rozmawialiśmy również z organizatorką przeglądu polskich filmów w Oslo, malarką Anną Różą Gurowską.

Marta Tomczyk-Maryon: Od pięciu lat organizujesz przeglądy polskich filmów w Oslo. Do kogo jest skierowana ta impreza i jaki jest jej cel?

Anna Róża Gurowska: Robię tę imprezę z myślą o tych wszystkich, którzy pragną być na bieżąco z trendami w polskim filmie. Celem imprezy jest propagowanie treści rodzimej kultury, z których jesteśmy dumni. Pokazy filmu polskiego w Oslo, ale i w innych miastach Norwegii, mają nam dać poczucie duchowego komfortu i bezpieczeństwa –  nie jesteśmy tu sami. Pomimo sporych podobieństw kulturowych jesteśmy nadal – i to zbyt często – zwyczajnie nierozumiani. Kino jest doskonałym miejscem spotkań. Od początku istnienia ruchomego obrazu słyszymy określenie „magia kina”. A ja lubię czarować. Sprowadzam więc polskie filmy, gdyż dzięki tym ekranowym opowieściom widz norweski poznaje historię Polski i zaczyna domyślać się takich, a nie innych reakcji Polaków na skandynawską rzeczywistość. Generalnie w kinie możemy zawsze pozbyć się naszych osobistych problemów,  angażując się w życie przypadkowych bohaterów na ekranie. Łatwiej też jest zwiedzić tyle wspaniałych miejsc, a w naszym przypadku odwiedzić wzrokowo Polskę, za którą wszyscy bardzo tęsknimy. 
Czym się kierujesz wybierając filmy? 

Staram się pokazywać filmy o tematyce uniwersalnej. Dlatego jednocześnie chcę podziękować wszystkim tym osobom, które na pokazy zapraszają swoich norweskich sąsiadów.  Polskie pokazy filmowe zaczęłam robić z myślą o prezentacji filmów Anny Zakrzewskiej i Joanny Turowicz, z którą się przyjaźnię. Czyli filmy o artystach takich jak Marek Kijewski, Alina Szapocznikow, Zofia Kulik i Przemysław Kwiek. Te obrazy najprawdopodobniej znajdą się wśród tych, które zobaczymy w Oslo w nadchodzącym roku.
Czy jesteś zadowolona z pokazów? Co najbardziej cię cieszy?

Jestem szczęśliwa widząc na sali kinowej coraz więcej nowych twarzy. Największym sukcesem moich pokazów był film Kingi Dębskiej Moje córki krowy. W kinie najwspanialsze są nasze emocje. Wywoływanie napięcia między postrzeganiem i osobistymi doznaniami myślowymi. Estetyka obrazu jest na pewno jednym z czynników, dla którego dokonuję takich, a nie innych wyborów.
Jakie filmy zobaczymy w najbliższej przyszłości?

W sztuce liczą się tylko ci, którzy torują drogę nowym formom – to cytat z filmu Powidoki. Chciałam zawsze pokazywać filmy o artystach i oto Andrzej Wajda i Jan P. Matuszyński robią filmy o Strzemińskim i Beksińskim. Poczęstujemy się więc niebawem i tymi smakowitymi kąskami i będziemy połykali te kolejne rarytasy głośno mlaskając! W styczniu zobaczymy Ostatnią rodzinę, w reżyserii Jana Matuszyńskiego, w lutym Kamper Łukasza Grzegorczyka plus film niespodzianka, a marzec zaowocuje prawdopodobnie Szczęściem świata Michała Rosy. Serdecznie zapraszam!

Dziękuję za rozmowę i czekam na kolejny pokaz.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas