Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
„A więc wojna!”: mija 77 lat od wybuchu II wojny światowej. Polscy żołnierze walczyli i ginęli w Norwegii Historia
agnieszka.kujawa@mojanorwegia.pl 01 września 2016
14:44

„A więc wojna!”: mija 77 lat od wybuchu II wojny światowej. Polscy żołnierze walczyli i ginęli w Norwegii

Skomentuj
ORP Orzeł służył również w obronie norweskiego wybrzeża. fot. wikimedia.org - Witold Pikiel - public domain
Dziś mija 77. rocznica wybuchu II wojny światowej. Większość kojarzy polsko-niemieckie losy, o norweskich wiadomo mało. A przecież II wojna światowa w Norwegii to nie tylko kolaborant Quisling i obozy pracy. Warto pamiętać, że nad fiordami również rozgrywały się decydujące bitwy, działał ruch oporu, a także dzielnie walczyli polscy żołnierze.
Mimo różnego historycznego przebiegu II wojny światowej w Polsce i w Norwegii, losy tych dwóch krajów bardzo często się przeplatały. Polacy brali udział w bitwach morskich i lądowych. W walce o Narwik uczestniczyły takie polskie niszczyciele, jak m.in. ORP „Błyskawica”, ORP „Burza” i ORP „Grom”. Do dziś nad fiordami można znaleźć miejsca pamięci poświęcone polskim żołnierzom, którzy pomagali aliantom. Warto przypomnieć, jakie były początki tego globalnego konfliktu w obydwu państwach.

Norwegia nie widziała zagrożenia

1 września to bardzo ważna data nie tylko w historii Polski, ale również całej Europy. 77 lat temu o godzinie 4:45 niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzał Westerplatte. Przez 7 dni, mimo braków w amunicji, liczbie żołnierzy i artylerii, Polacy bohatersko odpierali ataki. Wydarzenia z Westerplatte stały się symbolem polskiego oporu. Mimo że tego samego dnia, zaledwie kilka minut wcześniej zbombardowano Wieluń, a niemieckie samoloty zrzucały bomby na most w Tczewie, to właśnie atak na Westerplatte uważany jest za oficjalny początek II wojny światowej.

W Norwegii „klasyczne” działania wojenne zaczęły się nieco później, bo w 1940 roku. Wraz z początkiem wybuchu konfliktu Norwegowie ogłosili „neutralność”– tak samo jak w czasie I wojny światowej. Jednak już w momencie inwazji Niemiec na Polskę, Norwegia odczuła pierwsze skutki działań wojennych. Okręt „Bjørnfell”, który w momencie niemieckiej inwazji przebywał w gdyńskiej stoczni, uległ zniszczeniu. Norwegowie zdawali się jednak nie dostrzegać globalnego zagrożenia.

Quisling znaczy zdrada

Zresztą neutralność Norwegów na niewiele się zdała: 9 kwietnia niemieckie wojska zaatakowały Norwegię, i błyskawicznie zajęły najważniejsze miasta w kraju. Nie pomogła pomoc Francji i Wielkiej Brytanii. Okupantowi na pewno pomogło wcześniejsze spotkanie z norweskim politykiem Vidkunem Quislingiem, zdrajcą, który na 6 dni przed niemieckim atakiem przekazał III Rzeszy informacje o systemie obronnym swojego kraju. Kolaborant stał się potem symbolem zdrady w historii II wojny światowej. Quisling stanął później na czele marionetkowego, norweskiego rządu podlegającego nazistom.
Vidkun Quisling na spotkaniu z Adolfem Hitlerem w Berlinie
Vidkun Quisling na spotkaniu z Adolfem Hitlerem w Berlinie Źródło: wikimedia.org

Król mówi „nie”

Warto jednak pamiętać, że norweska historia II wojny światowej to nie tylko niechlubne opowieści o kolaborantach, którymi Norwegowie niekoniecznie chcą się chwalić. W zeszłym roku do kin trafił film „Kongens nei” (w języku polskim dosłownie oznacza „Królewskie nie”) opowiadający historię króla Haakona VII, którego panowanie wypadło akurat na trudne, wojenne czasy. Monarcha musiał podjąć decyzję: podpisać swoją abdykację lub sprzeciwić się działaniom III Rzeszy. Wybrał drugą opcję.

Haakon VII zachęcał do walki z najeźdźcą. Stał się również ważnym symbolem nieustępliwości wobec okupanta. Niestety monarcha musiał uciekać do Wielkiej Brytanii, gdzie powołano norweski rząd emigracyjny, który wspierał i kontaktował się ze swoimi obywatelami na uchodźstwie. W 1945 roku Haakon VII wrócił do kraju. Ludzie przyjęli go jak bohatera.
W czasie II wojny światowej na terenie Norwegii działała również konspiracyjna organizacja wojskowa „Milorg” (skrót od Militaer Organisasjonen). W jej skład wchodzili oficerowie armii norweskiej, którzy nie zgadzali się na rządy Quislinga, i współpracowali z norweskim rządem emigracyjnym. Na przełomie 1941 i 1942 roku w skład ruchu oporu wchodziło już prawie 20  tys. ludzi. Pod koniec wojny liczba ta oscylowała w okolicach 45 tys. Członkowie „Milorga” zajmowali się przeprowadzaniem akcji sabotażowych i dywersyjnych na terenie całego kraju. Brali również udział w słynnej „bitwie o ciężką wodę” w roku 1943.

Polacy na norweskim froncie

Obecność polskich żołnierzy na terenach Norwegii w czasach II wojny światowej przede wszystkim kojarzy się z walkami w Narwiku, które rozgrywały się od 9 kwietnia aż do 8 czerwca 1940. Port w tym mieście położonym na północy kraju miał strategiczne znaczenie zarówno dla Niemców, jak i dla wojsk alianckich. To właśnie stąd biegła linia kolejowa do Kiruny, szwedzkiego miasta, z którego III Rzesza sprowadzała aż 1/3 rudy żelaza kluczowej dla ich przemysłu zbrojeniowego. Alianci chcieli odciąć okupanta od dostępu do złóż, co wyraźnie osłabiłoby Niemców.

Być może atak na Norwegię odbyłby się jeszcze wcześniej, gdyby inny polski okręt ORP „Orzeł” nie zatopił 8 kwietnia 1940 niemieckiego transportowca „Rio de Janeiro” przewożącego żołnierzy, którzy mieli napaść na Bergen.

Ciekawostką jest, że nad wydobyciem niektórych wraków polskich okrętów zatopionych w Norwegii pracują archeolodzy podwodni:
W walkach na Lofotach w grudniu 1941 roku, o czym rzadko się wspomina, brały również udział niszczyciele ORP Krakowiak i ORP Kujawiak.  

Polacy odegrali kluczową rolę w bitwie o ważny norweski port. O odzyskanie Narwiku walczyły również wojska lądowe, m.in. polska Brygada Strzelców Podhalańskich. Niektórzy z nich zapłacili za to najwyższą cenę - w Norwegii poległo 97 żołnierzy brygady, a 189 zostało rannych.
Niestety, trzeba jednak pamiętać, że wielu rodaków w czasie wojny trafiło również do niemieckich obozów pracy, które Niemcy utrzymywali na terenie Norwegii w latach 1942 – 1945. Tysiące Polaków wysyłano z terenów Generalnej Guberni do Norwegii Północnej. Pracowali tam przymusowo także Rosjanie i narody zamieszkujące tereny byłej Jugosławii. W chwili wyzwolenia w maju 1945 roku na terenie Norwegii mogło znajdować się prawie 20 tys. Polaków – jeńców i pracowników przymusowych.

Przetrwała pamięć

Do dziś w Norwegii znajdziemy wiele miejsc upamiętniających bohaterstwo polskich żołnierzy, którzy walczyli poza granicami swojego kraju. Czasem są to kamienie pamiątkowe, jak ten na cmentarzu Helland w Sørfold, innym razem obelisk upamiętniający desant brygady polskiej w Skjomnes w okolicy Narwiku.

W pobliżu słynnego portu  m.in. na cmentarzu w Håvik można również odwiedzić groby Polaków. Mogiły poległych znajdują się też w Trondheim, na Vestre Gravlund w Oslo oraz  w Stord niedaleko Bergen.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas