Co za pierdoły. Jestem tu 7 lat, pracuje dużo po domach prywatnych i jakoś nie zauważyłem w tych domach jakiegokolwiek życia rodzinnego. Przykład: dzieci przychodzą ze szkoły, odgrzewają pizzę z dnia poprzedniego, jedzą i idą do komputerów. Przychodzi mama, zamawia nową pizzę i czeka na tatę. Gary z zlewach leżą po kilka dni. U mnie w domu dzieci pomagają w gotowaniu, sprzątaniu. To ze Norwedzy wyjeżdżają całą rodzina na weekend, wcale nie znaczy, że to szczęśliwa rodzina. Już nie chce mi sie pisać ile tu jest rozwodów. Artykuł żenada.