Strona korzysta z plików cookies

w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Przejdź do serwisu

Pozostało jeszcze:

6
DNI

do startu rozliczeń podatkowych w Norwegii

Rozlicz podatek

Czytelnia

Hamarczycy, odcinek 1: "Tata, co znaczy Mjøsa?"

Jacek Janowicz

18 października 2015 07:00

Udostępnij
na Facebooku
3
Hamarczycy, odcinek 1:




Życie nie pozostawia wyboru. Czy rodzinie Grantów uda się rozwinąć żagle tam, gdzie tygodniami nie wieje wiatr? Gdzie ludzie są przyjaźni, a praca dobrze płatna? W kraju, gdzie bezpieczeństwo czyha na każdym kroku, a złodziei trzeba szukać ze świecą? Oto "HAMARCZYCY" - współczesna saga rodziny Grantów. Czytaj już teraz na portalu Moja Norwegia. Premierowe odcinki w każdą niedzielę.


HAMARCZYCY- obsada:



                             rysunek

Emilia, lat 35. Nazywam się Emi. Emi Grant. Właśnie spakowałam dwójkę dzieci, dziadka i wyjeżdżam do Kraju Fiordów. Trochę się boję, tam podobno jest normalnie. Brrrr... Dobrze, że tam na miejscu czeka na mnie mąż Tommy.

rysunek

Tomasz, lat 38. Cześć, tu Tommy. Tommy Grant. Muszę utrzymać rodzinę, a to nie żarty. Zarobki tu wysokie, a ludzie pomocni. A niech to! Żadnego usprawiedliwienia. Nie będzie na kogo zwalić winy. Nie mam wyjścia. Trzeba będzie sobie poradzić

Krzysio Grant - lat 9, ekspert od komputerów, oczytany i ciekawy wszystkiego.

Ania Grant - lat 7, mała wygadana spryciara, dusza artystki.

Dziadek Władek - lat 75, złota rączka.



Wreszcie nadszedł ten upragniony dzień, kiedy po roku pracy w Norwegii mogłem sprowadzić rodzinę. Żona, dwójka dzieci i dziadek - znów byliśmy w komplecie. Przed snem dzieci rzuciły się na mapę Norwegii.

- Tata, a gdzie my jesteśmy?
- Tu - rzuciłem mapę na stół i zastukałem palcem we właściwym miejscu. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Oooo, ale fajnie, niebieski to mój ulubiony kolor - zachwyciła się Ania.
- Przecież niebieski to jezioro - wtrącił przytomnie Krzyś, i na wszelki wypadek rozejrzał się wkoło, czy nas nie zalewa.
- To jest Mjøsa - wyjaśniłem - największe jezioro w Norwegii, a my mieszkamy tu, na brzegu.
- Aha... A co znaczy Mjøsa?
- Nie wiem, chyba nic nie znaczy.
- Eee, szkoda - rozczarowała się Ania, błądząc wzrokiem po mapie - A Tromsø?
- Hmmm... Też chyba nic. Nazwa własna.
- No to słabo, w Polsce jest lepiej - skomentował Krzyś. Łódź to łódź, Łapy to łapy, przynajmniej wiadomo. Albo Pisz.
- To daj długopis - Ania wyciągnęła rękę.
- Pisz, takie miasto...
- Aaaa. Tata, a co znaczy Bodø?
- Sorry, nie wiem - zaczęło mnie to irytować.
- A Narvik?
- Dzieci, dajcie tacie spokój - próbowała ratować mnie żona - Tata jest zmęczony po podróży.
- Bo on mieszka w tej Norwegii prawie rok, a nic nie wie - dobiła mnie Ania, a Krzysio kiwnął głową na potwierdzenie.

Honor ojca rodziny został wystawiony na ciężką próbę. Musiałem coś zrobić.

- Wcale nie jestem zmęczony - ożywiłem się z błyskiem w oku - I wiem więcej, niż wam się wydaje. Co tam jeszcze macie? - zapytałem z szelmowskim uśmiechem.
- Na przykład... Co znaczy... Fauske?
- Człuchów.
- Człuchów? O, fajnie. A Molde?
- Śrem.
- Super. Mo i Rana?
- Krzeczkowo-Szepielaki.
- Tata, skąd ty to wszystko wiesz?
- Mieszka się tu rok, to się wie...
- A Fredrikstad?
- Eeeee... Kazimierz... Znaczy się Piotrków. Trybunalski.
- Na pewno?
- 100 procent - odpowiedziałem z dumą i bez cienia wątpliwości.
- A Oslo to Warszawa?
- Można tak powiedzieć.
- A jak u nas jest legenda o Warsie i Sawie, to u nich byli Os i Lo?
- Marsz do łóżka i to bez gadania! - użyłem starej metody "nie masz argumentów - wystrasz przeciwnika".

Dzieci pomruczały niezadowolone, ale zanurkowały w pościeli. Było mi jednak trochę głupio.

-Właściwie to przypomniałem sobie, że Oslo nazywało się kiedyś Christiania i można by zaryzykować, że był tam jakiś Chris i Ania.
- Czyli Ania i Krzysio! - wykrzyknęli z dumą Ania i Krzysio i usatysfakcjonowane wiedzą taty, ucichły.

Wydawało mi się, że tę batalię mam wygraną, gdy nagle Krzyś wystawił nos spod kołdry i zapytał szeptem:

-Tata, a był w Oslo szewc Dratewka?

Tego było już za wiele. 

-Koniec gadania!

Ale zanim poszedłem spać, dla pewności otworzyłem słownik. Z dziećmi nic nie wiadomo. Niby 7 i 9 lat, ale przebiegłe jak lisy, jutro mogą drążyć temat, a autorytet to priorytet. Dratewka, dratewka... Nie ma. Hmmm... Na wszelki wypadek sprawdziłem "drut" i "Ewka", brzmi prawie jak dratewka. Drut był nawet kolczasty. Piggtråd. Dodałem Ewkę z przodu i jeżeli jutro któryś z tych gałganów ośmieli się wrócić do tematu, odpowiem: 

-No ba, Dratewka? Pewnie że był, nazywał się Evenpiggtrådson, ale czy był szewcem - nie ma pewności.



Rys./Ilustracja: Katarzyna Sadowska




Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych


Hanna33

20-10-2015 11:55

ale badziew

55555555 55555555

19-10-2015 20:24

Na co to komu? żałosne.....

Jan Kowalski

18-10-2015 13:54

Whisky Tango Foxtrot???

Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram TikTok