Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Pchaj się do gadania! Lepszy łamany norweski niż angielski Blogi
Justyna Kotowiecka 22 kwietnia 2016
08:00

Pchaj się do gadania! Lepszy łamany norweski niż angielski

5
Skomentuj
Norwegowie docenią to, że staramy się z nimi rozmawiać po norwesku. Fot. Fotolia - royalty free
Chcemy porozmawiać z Norwegiem, ale głos grzęźnie nam w gardle. Mamy słowa na końcu języka, a jednak wylatują nam z głowy. Patrzymy na naszego rozmówcę, i przechodzimy na język angielski. Bo tak łatwiej. Szybciej. Nie chcemy popełniać błędów, które w naszym mniemaniu ośmieszają nas i stawiają w złym świetle. Czy na pewno?

Nie trzeba się wstydzić swoich błędów

– Kompromitacja, myślę, że tego obawiają się Polacy. To dumny naród – mówi Lene, koordynatorka Batteriet w Bergen (organizacji walczącej z ubóstwem i z wykluczeniem społecznym), do którego przychodzi wielu obcokrajowców. – Większość osób mówi bardzo słabo, ale bez kompleksów. My jesteśmy tu, aby pomóc i mamy czas z każdym porozmawiać. Serce rośnie, jak widać postępy. Z dnia na dzień nasi uczniowie mówią coraz lepiej i pewniej. To bardzo dobrze. Polacy bardzo często wstydzą się swojej niedoskonałości, co jest złe, ponieważ odbierają sobie szansę na szybszą naukę. Na praktyczne wykorzystanie tego, czego się nauczyli. Może to różnica między naszymi kulturami, ale naprawdę dobrze jest mówić, nawet jeśli popełnia się błędy. My wiemy, że jeśli ktoś posługuje się łamanym norweskim, to oznacza, że zna inny język. A to jest dużym plusem.
Reklama
– Nigdy nie myślałem o emigracji do Norwegii, wcześniej byłem w Anglii i nie miałem problemów z językiem, bo od pierwszej klasy szkoły podstawowej rodzice posyłali mnie na angielski. Kilka dni czułem się nieswojo, ale po dwóch tygodniach przełamałem barierę. To było dla mnie zrozumiałe, że muszę mówić językiem tubylców – tłumaczy Wojciech, grafik komputerowy ze Stavanger. – Tu jest inaczej. Norwegowie dobrze znają język angielski i nie ma takiego przymusu. Sytuacja zmieniła się, gdy dostałem pracę w zawodzie. Choć środowisko jest międzynarodowe, to szef od razu powiedział, że trzeba iść na kurs. Początki były tragiczne, wszystko mi się myliło. Tłumaczyłem sobie zdania na angielski, a dopiero potem na norweski. Często odpuszczałem, ale koledzy mnie motywowali. Nigdy nikt się nie śmiał, nie dokuczał, a wręcz przeciwnie. To było miłe i dodawało mi motywacji, a co najważniejsze, szef docenia te starania. 

– Moja żona nie mówi po norwesku – opowiada Azubike, koordynator męskiej grupy wsparcia działającej przy EMPO (miejsce spotkań dla ludzi pochodzących z różnych mniejszości narodowych). – Często narzeka na to, że czuje się odizolowana od koleżanek, które na przerwach mówią w swoim języku, a ona niczego nie rozumie. Ja poszedłem na kurs, ale po A1 zrezygnowałem i zacząłem pracować jako wolontariusz. Po roku aplikowałem na obecne stanowisko i je otrzymałem. Moi przełożeni docenili wytrwałość i motywację. Wiedziałem, że chcąc tu mieszkać i wychowywać dzieci, muszę rozumieć ludzi na ulicy. Dziś doradzam wszystkim to samo. Język to okno na świat.

Mówić i jeszcze raz mówić!

– Jasne, że należy mówić. Obojętnie jak, ale mówić. Wszyscy powinni zrozumieć, że decydując się na emigrację, i chcąc żyć tu, w Norwegii, język jest podstawą – uśmiecha się Marit, Norweżka, która prowadzi språk kafe w Ålesund. – My znamy angielski, ale lubimy swój język i dzięki niemu łatwiej mam jest wyrażać siebie. To wy jesteście gośćmi, nie my. Rozumiem, że nauka to proces, ale czas płynie. Najtrudniejszy jest pierwszy raz. Jak się otworzy usta, to potem jest wielka radość. Duma, że się udało. Przybywa słów, gramatyka staje się przejrzysta i rozumie się wszystko, co dzieje się dokoła. Moi uczniowie mówią, że im więcej się uczą, im więcej rozumieją i mówią, tym bardziej kochają ten kraj. I to jest cudowne, bo przecież tylko wtedy można prowadzić normalne, szczęśliwe życie. Prawda? 

Trudno się nie zgodzić. Jak widać lepiej mówić byle jak po norwesku niż perfekcyjnie po angielsku. To poniekąd jest wyrazem naszego szacunku dla gospodarzy, którzy są cierpliwi i wyrozumiali. Nie spotkamy się z dezaprobatą czy wyśmianiem, a wręcz przeciwnie. Dlatego warto się przełamać. Im szybciej, tym lepiej.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
km896450
km896450 23-05-2016 19:27

Panowie po co te emocje? Wystarczy zgłaszać taki komentarz i nie schodzić do poziomu Pawełka odpowiadając mu jakkolwiek.

2
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Przemek Paker
Przemek Paker 23-04-2016 07:33

Pawelek k....s j....ny

3
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
kamil k*****l
kamil k*****l 22-04-2016 22:17

lepiej pracowac za 100kr niz jak twoja stara co za 60 daje- nie ublizaj tu nikomu bo nikt tobie niktcie nie wyzywa

1
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
krzysztof ignaszak
krzysztof ignaszak 22-04-2016 19:53

Zatem polaczki do nauki !!!!!!!! Zamiast chlac wóde od przemyta po robocie za 100 kr na godz !

-7
Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Dorota Hansen
Dorota Hansen 22-04-2016 13:32

"Nie trzeba się wstydzić swoich błędów

– Kompromitacja, myślę, że tego obawiają się Polacy. To dumny naród – mówi Lene"


Lene nie chce zrozumiec w swojej norweskiej naiwnosci, ze prawdziwy polski patryjota ( a wiekszosci tacy wyjezdzaja za chlebem) mowi tylko po polsku, evt. zna komunikatywny angielski ( to znaczy max 10 slow )

Swiat musi w koncu zrozumiec zrozumial, ze czas uczyc sie polskiego. Wiatr lepszej zmiany wieje i dotrze niedlugo w kazdy zakatek swiata.

Jezyk polski jezykiem przyszlosci!
Dla dziewczynki, dla chlopczyka, dla murzyna i tatarzyna.

6
Odpowiedz
Zgłoś komentarz

Bliżej nas