[module-single:mod_advertisements,a:2:{s:9:"pool_name";s:10:"mobile_top";s:5:"place";s:7:"article";}]
Reklama
Sytuacja na Svalbardzie wzbudziła sporo kontrowersji. 10 września lokalne władze zadecydowały, by potencjalne pożywienie niedźwiedzi polarnych – martwy kaszalot wyrzucony na brzeg – zostało jak najszybciej przeniesione z miejsca, w którym zlokalizowała je już rodzina niedźwiedzi polarnych. – A co z przymierającymi głodem niedźwiedziami? – pytają oburzeni Norwegowie.
Bezpieczni ludzie czy najedzone zwierzęta?
O usunięciu martwego kaszalota z terenu zadecydował rządzący na Svalbardzie sysselmann, Frede Lamo. – W Bjørndalen, 30 metrów od miejsca, gdzie leżała padlina, mieszkają ludzie. A oni muszą czuć się bezpiecznie – tłumaczy Lamo. Sysselmann dodaje, że według prawa Bjørndalen leży w specjalnej „bezpiecznej” strefie mieszkańców, a pozostawienie martwego kaszalota w tym miejscu mogłoby sprawić, że na terenach zamieszkałych zaczną pojawiać się drapieżniki.
Padlinę zdążyła już jednak zlokalizować rodzina niedźwiedzi polarnych. Według specjalistów, mięso kaszalota wystarczyłoby zwierzętom na kilka miesięcy. Krótko po godz. 21 martwy kaszalot został przetransportowany przez służby na głębokie wody.
Kto jest „prawdziwym rdzennym mieszkańcem”?
Kwestia niedźwiedzi polarnych ze Svalbardu wzbudza wiele kontrowersji wśród internautów. Jednym z bardziej przerażających zdjęć w sieci jest fotografia wychudzonego drapieżnika, który z powodu zmian klimatycznych i działalności ludzkiej został pozbawiony jedzenia.
30 lipca internautów poruszyła także sytuacja związana z
zastrzeleniem niedźwiedzia polarnego przez pracownika niemieckiego promu turystycznego. Po tym, jak zwierzę zaatakowało przewodnika wycieczki, oddano strzały. – Zabiliście niedźwiedzia za to, że próbował bronić swojego terytorium, cholerni turyści – pisali wtedy norwescy internauci.