30 stycznia Hans Martin Homlong wybrał się na rodzinny spacer w okolicach Geiranger. Gdy zobaczył schodzącą po pobliskim zboczu lawinę, uświadomił sobie, że zwały śniegu zmierzają wprost na znajdującą się poniżej drogę Fylkesvei 63. A trasą właśnie przejeżdża autobus.
[module-single:mod_advertisements,a:2:{s:9:"pool_name";s:10:"mobile_top";s:5:"place";s:7:"article";}]
Reklama
O włos od tragedii
Mężczyzna nagrał zdarzenie telefonem. Początkowo ma się wrażenie, że film przedstawia jedynie schodzącą po zboczu lawinę. Przerażony Norweg filmuje jednak autobus znajdujący się tuż pod zmierzającą z góry, śmiertelnie niebezpieczną pokrywą śnieżną. W tle Homlong krzyczy do swojej partnerki: „Widzisz, gdzie jest? Dokładnie pod nią! Jedź, jedź, jedź!”. Po kilku dramatycznych sekundach, gdy świadek nie może ponownie zlokalizować pojazdu, słyszymy: „Jest na zewnątrz? Nie, jest w środku [lawiny – przyp. red.]”.
Film pokazuje najbardziej przerażające chwile, które przeżył kierujący pojazdem Steinar Maråker. Kierowca na szczęście wyszedł z sytuacji bez szwanku. Był sam, nie przewoził żadnych pasażerów. Mimo że Maråker, jak przystało na lokalnego mieszkańca, jest świadomy zagrożenia lawinowego w tych okolicach, Norweg nigdy wcześniej nie był w tak niebezpiecznej sytuacji. Zareagował instynktownie. Jak tłumaczy, miał ogromne szczęście. „W lusterku zobaczyłem tylko biel. Gdybym spóźnił się o trzy, cztery sekundy, już by mnie tu nie było” – tłumaczy gazecie Dagbladet.