Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
 Butelki z kaucją to nie wszystko: na tych śmieciach też można zarobić Życie w Norwegii
Monika Pianowska 11 kwietnia 2019
14:57

Butelki z kaucją to nie wszystko: na tych śmieciach też można zarobić

Skomentuj
W kwestii ekologicznego obchodzenia się z tworzywami sztucznymi kraj fiordów może uchodzić za wzór. wikimedia.org/ fot. Wolfmann/ CC BY-SA 4.0
Norwegów nie bez powodu nazywa się mistrzami recyklingu, czego najlepszym przykładem jest funkcjonujący w kraju fiordów niemal perfekcyjnie system obiegu opatrzonych kaucją butelek i puszek. W Norwegii poza tym, że segreguje się śmieci z obowiązku i w trosce o środowisko, można na tym całym procesie zarobić.
Dotyczy to również odpadów lub niepotrzebnych już rzeczy, które w pierwszym momencie trudno przyporządkować konkretnej kategorii i pomyśleć o nich jako o nadających się do przetworzenia lub oddania. Co zrobić z zalegającą w piwnicy starą konsolą do gier, oponami zajmującymi miejsce w garażu czy ubraniami z dna szafy?
Reklama
Chociaż zasady segregacji mogą się różnić między poszczególnymi norweskimi gminami, istnieje kilka oczywistych kategorii odpadów: poza plastikiem i metalem (opatrzonymi kaucją bądź nie) śmieci papierowe, organiczne, mieszane czy też szklane. Jednak kiedy komuś zależy na ekologicznym podejściu w pozbywaniu się również innych śmieci, czasem bardziej kłopotliwe mogą się okazać tzw. elektrośmieci, niebezpieczne substancje, a niekiedy nawet i... ubrania. Wówczas należy bowiem znaleźć punkt odbioru albo umówić się z odpowiedzialną za to firmą. Odrobina inicjatywy w wielu przypadkach popłaca.

Od jednej butelki do milionów koron

W kwestii ekologicznego obchodzenia się z tworzywami sztucznymi kraj fiordów może uchodzić za wzór. Według danych sprzed roku bowiem aż 97 proc. plastikowych butelek poddaje się w Norwegii recyklingowi, z czego 92 proc. wraca do obiegu w tej samej postaci. Kluczem do sukcesu na tym polu jest prosty system dotyczący zarówno firm produkujących butelki, jak i kupujących je konsumentów.
W przypadku przedsiębiorstw chodzi o podatek – jego wysokość wrasta wraz z ilością wyprodukowanych butelek, lecz jeśli przynajmniej 95 proc. z nich trafi potem do recyklingu, podatek się zeruje. Jednocześnie chętni do udziału w systemie kaucyjnym dla ułatwienia całego procesu obróbki tworzyw sztucznych muszą stosować m.in. zatwierdzonone butelki, etykiety i klej. Zdecydowali się na to prawie wszyscy producenci butelek w kraju fiordów. Klientów natomiast poza tym, że zwracając opróżnione butelki i puszki do wyznaczonych automatów otrzymają z powrotem swoje pieniądze, za fatygę staną przed szansą wzbogacenia się nawet o... milion koron.
W Norwegii do napojów w butelkach czy puszkach trzeba dopłacać kaucję, którą jednak da się odzyskać po zwrocie opakowań w specjalnych, zlokalizowanych w sklepach maszynach, np. w postaci kuponu, który można wykorzystać przy następnych zakupach. Taki zautomatyzowany recykling funkcjonuje nad fiordami od lat 70., a Norweski Czerwony Krzyż dodatkowo uatrakcyjnił ją, wprowadzając w 2008 roku loterię zachęcającą do działań na rzecz środowiska. Za wymianę opakowań w automacie można bowiem otrzymać nagrodę: 50, 100, 1000 i nawet milion koron. Od 2018 roku opłata (pant) za wszystkie opakowania powyżej 0,5 litra wynosi obecnie w Norwegii 3 korony, a za te o mniejszej objętości 2 korony.

Na baterie, prąd, niepozorne i... niezręczne

W Norwegii wszyscy, którzy trudnią się dystrybucją produktów na prąd lub baterie, mają obowiązek koordynować proces ich odbioru i recyklingu. Poza tym, że odpady typu silniki czy kable można przekazać do oddziału Renas AS, a baterie i akumulatory do punktów zorganizowanych przez dystrybutorów (AS Batteriretur i Rebatt AS), sieci sklepów ze sprzętem elektronicznym jak Power albo Elkjøp przyjmą m.in stare telefony komórkowe, w dodatku z profitem dla klienta. Co prawda nie otrzyma on za nie zapłaty, ale za to może liczyć na rabat albo kartę upominkową do wykorzystania w przyszłości podczas zakupów. Operatorzy GSM działający w Norwegii, np. Telenor i Telia, także praktykują odbiór używanych komórek. W przypadku starych gier i konsoli sprawę można załatwić w jednym z punktów GameStop. Sieć oferuje zniżki, lecz także odkupuje niepotrzebny sprzęt od konsumentów. W kwestii sprzętu komputerowego, fotograficznego czy AGD można zapoznać się działaniem punktów firm Elektronikkretur AS i Hvitevareretur AS.
Nawet takich drobiazgów jak tonery i pojemniki na tusz w drukarce można się pozbyć w ekologicznym duchu i jeszcze na tym skorzystać. Wspomniane przedmioty ma obowiązek przyjmować sieć Clas Ohlson, a za dokonanie zwrotu dostaje się 10-20 koron. Z kolei firmom, które w zasobach posiadają narzędzia obrastające kurzem, wychodzi naprzeciw NORSIRK. Przedsiębiorstwo pomaga się pozbyć niepotrzebnego już sprzętu, a nawet oferuje za niego pieniądze.
Z oczywistych przyczyn nie każdy ma ochotę afiszować się w punkcie odbioru z niechcianym już przedmiotem nabytym kiedyś w sklepie erotycznym, a jednak sieci typu Kondomeriet zachęcają konsumentów, żeby się przełamali. Większość wibratorów ląduje wśród zwykłych śmieci, podczas gdy w sklepie można również taki gadżet na baterie zamienić na przykład na rabat albo voucher do wykorzystania w przyszłości.

Opróżnianie szafy z bonusami

To już niemodne, w to się nie mieszczę, a to tylko niepotrzebnie zajmuje mi miejsce w szafie – tekstylia prędzej czy później też zostaną uznane za śmieci, ale nie trzeba od razu skazywać je lądowanie w koszu. W kraju fiordów niechciane ubrania można wrzucić do pojemników opatrzonym logo sieci z używaną odzieżą FRETEX, jednak istnieją i inne rozwiązania. W dodatku takie, które pozwolą dawnemu właścicielowi ubrań zaoszczędzić parę koron. Przykładowo symboliczne kwoty za stare tekstylia oferuje Stormberg, w sklepach Hennes & Mauritz również można zostawić starą odzież, tym razem w zamian za voucher na zakupy online. Lindex natomiast przekaże 25 proc. zniżki na wybrane produkty, jeśli klient zostawi w sklepie torbę niepotrzebnych ubrań.

Motoryzacyjne sentymenty i dylematy

Posiadaczy starych aut zapraszają złomowiska. Zamiast pozostawiać wysłużonego czterokołowca na pastwę rdzy, bo i tak nikt nie kupi go nawet na części, lepiej skierować się z nim na skup złomu i otrzymać 3000 koron. Nie wszyscy są tego świadomi, ale podobnie można postąpić z innymi środkami lokomocji, jak motocykle, a nawet łodzie. Wcześniej lepiej jednak skonsultować się ze złomowiskiem w sprawie ich rozmiaru – mogą się okazać za duże.

Sezon się skończył, a w garażu zużyte opony z kolcami pokryły już pajęczyny? Niektóre gminy, jak Tromsø , chętnie je przyjmą. Co prawda zapłacą właścicielom starych piggdekków 1000 koron, ale istnieje pewien haczyk. To w ramach akcji nawracania kierowców na tradycyjne zimowe opony, więc po zwrocie kompletu tych kolcowanych mieszkańcy Tromsø  i okolic będą musieli zmienić nawyki, gdy na drogach zrobi się ślisko.

Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas