Czemuż się dziwić? Kinematografia komercyjna skierowana do "szerokich mas pracujących miast i wsi" opiera się na prostej zasadzie: wystarczy dużo włożyć,żeby baaaaardzo dużo wyjąć. Zresztą nie tylko kinematografia. Wszyscy znają przecież anegdotę jak to kiedyś w Stanach na lunchu dwu poważnych ludzi z branży rozrywki założyło się o naprawdę dużą kasę, że wystarczy wpompować pewną ilość pieniędzy i można zrobić gwiazdę pop nie tylko z dziewczyny bez dużych cycków, ale wręcz z faceta, starego, brzydkiego, nie umiejącego tańczyć i mającego wadę wymowy. I tak powstał Scatman John...
Czego jak czego, ale pieniędzy na inwestycje w Norwegii nie brakuje. I spostrzegawczości też nie. Skandynawowie [nie tylko Norwegowie] zauważyli że nie ma już sensu kręcić kolejnych filmów, w których już w trzeciej minucie na podstawie koloru włosów, makijażu i "walorów" wiadomo która bohaterka przeżyje o którą złapie i zeżre potwór, gdzie zawsze jest finałowa scena pościgu samochodowego [a auto "tego złego" zawsze obróci się w powietrzu wokół własnej osi przez prawy bok a potem wybuchnie] i w którym zawsze na końcu świat uratuje "zwykły amerykański chłopak", lub ewentualnie dziewczyna [kelnerka lub striptizerka]. Nie wiadomo tylko czy w ostatniej scenie wpadnie Prezydent USA z gratulacjami, czy też US Marines...
Generalnie widzę to tak, że skandynawska "komercja" stoi intelektualnie znacznie wyżej niż amerykańskie nawet "ambitne" produkcje. Może dlatego, że w Stanach nikt dziś na ambitne kino nie wyłoży pieniędzy, bo "target tego nie kupi", rentowność niska... i tak oto amerykańska kinematografia sama zagnała się w narożnik, w którym króluje panna z dużym biustem, krwiożerczy potwór i wybuchy.
Warto też zwrócić uwagę, że Skandynawowie są naprawdę dobrzy w kinematografii na pierwszy rzut oka miłej, łatwej i przyjemnej, ale posiadającej drugie [a czasem trzecie i czwarte dno]. Film który zaciekawi miłośnika Bergmana, wielbiciela Hitchcock'a, fana Luisa de Funes'a ale i wielbiciela kina amerykańskiego, dla którego wszystko co w naszym wielowymiarowym świecie nie jest definiowalne przy pomocy ekierki jest już mocno przekombinowane. I każda z tych osób będzie z filmu zadowolona. Dla przykładu tegoroczny norweski "Kravtidioten" nie wiedzieć czemu w polskiej wersji językowej zatytułowany "Obywatel roku", szwedzki też w miarę świeży "Człowiek który wyskoczył przez okno", czy już klasyka, duński "Jabłka Adama".