No nie wiem... pięć osób z wykształceniem zajmuje się szesnastką maluszków. Prawda, że piszę o przedszkolu bardzo kameralnym i w dobrej, bogatej komunie. Przedszkole czyściutkie, opiekunowie zaangażowani, kompetentni, kochają dzieciaki...Nie wiem jak to się ma do przedszkoli z jedną panią na dwadzieścioro maluszków. Jeszcze jedno, nie wiem jak to się dzieje,że norweskie dzieci potrafią bawić się czymkolwiek i śmiać się z całego serca...myślę, że jednak zajęcia dydaktyczne nie są tu głupie, a dziecko w przedszkolu nie musi się zawzięcie uczyć pisać i czytać, a uczy się obcowania np z przyrodą, ruchu na świeżym powietrzu i szacunku do innych. Oczywiście wiem, że zaraz jakiś mądrala powie, że dwulatki nie potrafią zdobywać żadnej wiedzy...ale co mi tam, ja tę sprawę widzę tak. Oczywiści też uważam, że gminy skąpią strasznie...aczkolwiek wydaje mi się, że cała ta akcja ma na celu doprowadzenia do zamknięcia wielu państwowych przedszkoli na rzecz prywatnych.