Świetnie że MN zamieściła artykuł o Polaku który osiągnął w Norwegii Wielki Sukces.
OK. Przyjechał Polak do Norwegii i został szefem kuchni. Jest to Wielki Sukces. Tak Wielki, że aż artykuł się o tym pisze.
Aby zachować proporcję, uznać należy, że Polak który przyjechał do Norwegi i na przykład tak jak moja żona pracuje w dagligvarebutik na kasie to już sukces. Jeszcze nie wielki, bo WIELKI to szef kuchni, ale już sukces, czyż to nie logiczne?
Jadąc dalej, Polak który przyjechał do Norwegi i utrzymuje się z zajęć dorywczych tak, że w zasadzie od pierwszego do pierwszego na czynsz za łóżko w wieloosobowym pokoju mu starcza... to człek który [w domyśle; JAK NA POLAKA] całkiem nieźle sobie radzi.
To jest jakaś paranoja. A może to ja i większość Polaków których znam mamy jakąś manię wielkości? Bo dla mnie definicja pojęcia OSIĄGNĄĆ SUKCES jest powiedzmy... troszeczkę inna.