Gdyby autor donosu dostawal 10 procent odzyskanej kwoty to stworzylo by miejsca pracy dla 100 000 norkow, czytających i weryfikujące te donosy a wpływy do budzetu przewyzszylyby dochody z wszystkich elektrowni wodnych. Wystarczylo by wyslac te 100 000 bezrobotnych norkow na tygodniowy kurs i do roboty. Rzecz jasna werdykty były by ostateczne i niezasadzalne. Instytucja poza kontrola rządu z nieograniczonym budżetem. Poza tym wcześniejsze emerytury i szkolenia na Majorce dwa razy w roku. Firmowe autko i komorka, hytta w gorach firmowa i te wszystkie festy... wiosenne, letnie, jesienne .
Dlaczego do tej pory takiej instytucji nie ma? Skad wziasc 100 000 norkow , którym by się chciało przychodzić do roboty i czytac. No chyba, ze donosy były by obrazkowe i na facebooku.
Dlaczego do tej pory takiej instytucji nie ma? Skad wziasc 100 000 norkow , którym by się chciało przychodzić do roboty i czytac. No chyba, ze donosy były by obrazkowe i na facebooku.