Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Stół wigilijny po norwesku: pieczone żeberka, ryba mydlana i mięso na gałązkach Życie w Norwegii
Jacek Zduńczyk 24 grudnia 2016
08:00

Stół wigilijny po norwesku: pieczone żeberka, ryba mydlana i mięso na gałązkach

Skomentuj
Pieczenie juleribbe nie jest trudne, ale trzeba postępować dokładnie tak, jak jest napisane w przepisie – mówi Hanna Brzozowska. Hanna Brzozowska
Polski stół wigilijny to 12 potraw: ryby, zupy i – przede wszystkim – pierogi. A jak to wygląda w norweskim wydaniu? Przeczytajcie!
Pieczone żeberka wieprzowe (juleribbe) i gotowane żeberka z baraniny (pinnekjøtt) to najpopularniejsze potrawy na norweskim stole wigilijnym. Rybę mydlaną (lutefisk) czy pieczonego indyka wybierają tylko nieliczni.

Juleribbe tylko dla bogaczy?

Norwegowie są konserwatywni, mocno przywiązani do swojej tradycji kulinarnej i raczej nie lubią eksperymentować, zwłaszcza przy wigilijnym stole. Juleribbe dominuje, ale nie we wszystkich regionach kraju. Pojawia się w Wigilię w większości norweskich domów. Mówi się, że przeciętnie Norwegowie zjadają ponad 3 000 000 kilogramów juleribbe podczas świąt Bożego Narodzenia.

Okazuje się jednak, że juleribbe od niedawna, w porównaniu z innymi tradycyjnymi potrawami, króluje na wigilijnych norweskich stołach. Dawniej wieprzowiny było znacznie mniej i była bardzo droga. Tylko najbogatszych Norwegów stać było na podawanie jej podczas świątecznej kolacji. Dopiero w XX wieku mięso wieprzowe stało się bardziej dostępne dla zwykłych ludzi, a po 1920 roku w norweskich domach upowszechniły się metalowe kuchenki, w których można było już upiec żeberka z boczkiem.

W Norwegii panuje prawdziwa histeria związana ze skórką od pieczonej juleribbe. Jeśli nie jest ona chrupiąca i pyszna, a gumowata lub twarda jak kamień – kucharz przygotowujący danie będzie miał powody do wstydu. – Upieczenie juleribbe nie jest trudne, ale trzeba postępować dokładnie tak, jak podano w przepisie – mówi Hanna Brzozowska, pedagog, która mieszka na stałe w Norwegii. – Skórę trzeba ponacinać nożem, a następnie mięso posolić, posypać pieprzem, zawinąć w folię i odstawić do lodówki na jeden, a najlepiej na dwa dni. Później trzeba wieprzowinę ułożyć w brytfannie, skórą do góry, na odwróconym talerzu do zupy, lub na zwiniętej folii do pieczenia, tak by było jak najwyżej po środku. Do naczynia wlewamy szklankę wody. Mięso trzeba przykryć folią i piec przez godzinę w temperaturze 230 stopni Celsjusza. Po tym czasie trzeba ściągnąć folię, obniżyć temperaturę do 200 stopni i piec jeszcze przez około dwie godziny, aż skórka będzie brunatna i chrupiąca. Wodę należy uzupełniać. Juleribbe podaje się z gotowaną kapustą kiszoną, ziemniakami, sosem, konfiturą z borówek.

Upieczenie juleribbe nie jest trudne, ale trzeba postępować dokładnie tak, jak podano w przepisie.~Hanna Brzozowska, pedagog, która mieszka na stałe w Norwegii

Gałązki w garnku

Podawanie baranich żeberek (pinnekjøtt) podczas świat Bożego Narodzenia jest bardzo starym zwyczajem, zwłaszcza w regionach zachodnich i w Rogaland, gdzie od zawsze hodowano dużo owiec. Tam też na stołach wigilijnych do dziś dominuje baranina. Danie to po raz pierwszy odnotowano w źródłach pisanych już w wieku XVIII, ale na pewno jest ono dużo starsze. Początkowo baranie żeberka (sauerribbe) pieczono nad ogniskiem. Często nawlekano je na drewniane patyki (trepinne). Stąd powstała nazwa potrawy pinnekjøtt . Później zaczęto sauerribbe konserwować poprzez solenie, suszenie, a także wędzenie.

Pinnekjøtt należy przed ugotowaniem wymoczyć w dużej ilości wody, żeby pozbyć się nadmiaru soli, wodę powinno się zmieniać. – Najpierw wkładam pinnekjøtt do wody i trzymam w niej przez około trzydzieści godzin – mówi Maria, Norweżka z okolic Drammen. – Kiedyś gotowałam mięso, układając je w garnku na gałązkach brzozy, bo tak prawidłowo powinno się przygotowywać to danie. Teraz jednak gotuję je bez gałązek, bezpośrednio w wodzie przez około trzy godziny. Podaję pinnekjøtt z gotowanymi ziemniakami, sosem, purée z brukwi i konfiturą z borówek.

Co ciekawe, najwięcej lutefisk podaje się nie w Norwegii, a w Stanach Zjednoczonych, gdzie potomkowie norweskich emigrantów spożywają to danie.

Ryba mydlana

Najbardziej niezwykła potrawa, jaka pojawia się na norweskim wigilijnym stole to lutefisk zwana też rybą mydlaną lub rybą w ługu. Co ciekawe, najwięcej lutefisk podaje się nie w Norwegii, a w Stanach Zjednoczonych, gdzie potomkowie norweskich emigrantów spożywają to danie, zapewne z sentymentu do dawnego kraju. To potrawa o długoletniej tradycji. Po raz pierwszy pojawiła się w literaturze w 1555 roku. Opisał ją Olaus Magnus, szwedzki duchowny.

Znana też jest legenda o lutefisk. Według niej, w pomieszczenie, w którym przechowywano suszone ryby, uderzył piorun – wybuchł pożar. Ryby leżały w popiele i w wodzie, bo padał rzęsisty deszcz. Już po wszystkim, gdy burza przeszła i ogień zgasł, ktoś odważył się spróbować umazanej w popiele ryby. Okazało się, że smakowała i, co najważniejsze, nie zaszkodziła zdrowiu. Tak właśnie, według legendy, miał narodzić się lutefisk.

Duża popularność tej potrawy w norweskiej kuchni w przeszłości wynikała w znacznej mierze z niskich kosztów jej przyrządzenia. Norwegia była kiedyś biednym krajem i ludzi nie stać było na zakup opału, który był stosunkowo drogi. Lutefisk nie wymagał długiego gotowania i co za tym idzie, dużej ilości drewna.

Podstawą lutefisk jest suszona ryba (najczęściej dorsz suszony – na Lofotach popularny od wielu pokoleń), którą moczy się w wodzie, a następnie przez kilka dni maceruje w ługu sodowym, substancji silnie żrącej. Po wyjęciu z ługu, rybę trzeba ponownie dokładnie wymoczyć przez kilka dni, kilkakrotnie zmieniając wodę, by pozbyć się niebezpiecznej dla zdrowia substancji.

Galaretowata, silnie aromatyczna ryba jest potem gotowana lub smażona. Podawać ją można z warzywami, bekonem, ziemniakami, serem, sosem. W 2008 roku w Norwegii sprzedano 3 tys. ton tej potrrawy. Trzeba mieć jednak dużo samozaparcia, by to danie przyrządzić i skosztować.

– Skusiłem się kiedyś na tę rybę – opowiada Mariusz, który od kilku lat spędza święta Bożego Narodzenia w Norwegii. – Lutefisk wyglądał w sklepie zachęcająco. Niestety, gdy wyciągnąłem to coś z opakowania, w całym domu pojawił się paskudny zapach. Od razu odechciało mi się przyrządzania tej ryby. Wylądowała w koszu.
Juleribbe podaje się  najczęściej z gotowana kapustą kiszoną.
Juleribbe podaje się najczęściej z gotowana kapustą kiszoną.
Hanna Brzozowska
Pieczenie juleribbe nie jest trudne, ale trzeba postępować dokładnie tak, jak jest napisane w przepisie – mówi Hanna Brzozowska.
Pieczenie juleribbe nie jest trudne, ale trzeba postępować dokładnie tak, jak jest napisane w przepisie – mówi Hanna Brzozowska.
Hanna Brzozowska
Wykonanie ciastek krumkaker (na pierwszym planie) wymaga wprawy i zręczności.
Wykonanie ciastek krumkaker (na pierwszym planie) wymaga wprawy i zręczności.
Hanna Brzozowska

Niestety, gdy wyciągnąłem to coś z opakowania, w całym domu pojawił się paskudny zapach. Od razu odechciało mi się przyrządzania tej ryby. Wylądowała w koszu.

Woda życia

Nieodzownym elementem świąt są także napoje alkoholowe i desery. Popularne jest świąteczne piwo (juleøl), wino czerwone oraz wódka kminkowa (aquavit), która doskonale sprawdza się przy spożywaniu tłustych, świątecznych potraw. Wódka ta gości na stołach norweskich, a właściwie skandynawskich, już od wielu lat. Po raz pierwszy w źródłach pisanych pojawiła się w 1531 roku, kiedy to Eske Billo, ważna osobistość w twierdzy Bergen, wysłał paczkę do ostatniego arcybiskupa Norwegii Olava Engelbrektssona. W paczce była między innymi wódka aquavita (nazwa pochodzi z języka łacińskiego aqua vitae – woda życia). Oprócz dominującego kminku ta oryginalna wódka może posiadać też wiele innych przypraw i dodatków między innymi: kardamon, wanilię, koper, skórkę z cytryny. W ciągu ostatnich 20 lat w Norwegii wyprodukowano aż 300 gatunków aquavity.

Jeśli chodzi o desery, to według Centralnego Biura Statystycznego (SSB) najczęściej w święta Bożego Narodzenia w norweskich domach podawaje się jest krem ryżowy (40 proc. ankietowanych), krem z maliny nordyckiej – multekrem (19 proc. ankietowanych), lody i torty lodowe (9 proc. ankietowanych) oraz flan – karamellpuding (6 proc. ankietowanych), sałatkę owocową (6 proc. ankietowanych) i inne desery (20 proc. ankietowanych).

Wśród tych innych deserów godne uwagi są zwłaszcza ciasteczka zwane krumkaker. One również mają długoletnią tradycję. Piecze się je w oryginalny sposób. – Do wypiekania tych ciastek potrzebna jest urządzenie, które z wyglądu przypomina gofrownicę – dodaje Hanna Brzozowska. – Wnętrze tej maszynki jest delikatnie wytłoczone w różnorodne wzory, które stanowią ozdobę ciastka. Wlewa się do niej ciasto, dociska na parę sekund i wyciąga. Trzeba uważać, bo bardzo łatwo można spalić ciasto, ponieważ jest go bardzo mało. Po wyjęciu z maszynki, gorące i płaskie jeszcze ciastko trzeba nawinąć na specjalny stożek. Wypiek momentalnie zastyga, pozostaje tylko ściągnąć go ze stożka i gotowe. Ciastka te są bardzo popularne. Norwegowie podają je z różnymi dodatkami, na przykład z bitą śmietana i konfiturą z maliny nordyckiej.

Let them eat Krumkake #norwegianfood #krumkake

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Nikki Kroschel (@nkro15)

Nie sposób nie wspomnieć też o kransekake – piętrowym cieście składającym się z wielu krążków migdałowych ciastek. Kółka o różnej wielkości skleja się ze sobą przy pomocy lukru, tworząc choinkę, którą często Norwegowie ozdabiają małymi flagami narodowymi. Ciasto to wypieka się z 500 g zmielonych migdałów, 500 g cukru pudru i czterech białek. Nie potrzeba żadnych innych składników.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas