Aktualności

Wojna cenowa norweskich sieciówek

agnieszka.kujawa@mojanorwegia.pl

08 grudnia 2015 12:36

Udostępnij
na Facebooku
1

fotolia.pl - royalty free

Nadchodzą święta, największe sieci sklepów spożywczych w Norwegii walczą o każdego klienta i drastycznie ścinają ceny.
Trzy największe giganty spożywcze – Rema 1000, Kiwi i Coop Extra idą łeb w łeb z obniżkami cen żywności. Do tego stopnia, że w zeszły czwartek można było kupić paczkę kwaszonej kapusty tylko za jedną koronę. Podobnie było z innymi produktami świątecznymi, na które z upływem czasu do świąt popyt robi się coraz większy.

Jak donosi portal siste.no, jeszcze tydzień temu 200 gram marcepanowych świnek w jednej z popularnych sieci sklepów spożywczych kosztowało około 50 koron. Obecnie cena została zbita do... 15 koron. To ponad 70 procentowa obniżka. Nie inaczej jest z innymi produktami świątecznymi. W zeszłym tygodniu można było kupić 1,5 litra julebrus, typowego bożonarodzeniowego napoju, za rekordowo niską cenę 4,90 koron.

Zarówno członkowie zarządu sieci sklepów Kiwi, jak i Rema 1000 ostrożnie podchodzą do komentowania sytuacji.

– Uważamy, że to dobrze, że klientów stać na dobre jedzenie świąteczne niezależnie od ich sytuacji finansowej – mówi dla dziennika Dagbladet, Kristine Arvin, rzecznik prasowy Kiwi.
Reklama

Czy na tej wojnie ktoś skorzysta?

Klientów na pewno ucieszy informacja o tak dużych obniżkach. Urządzenie wigilii wiąże się z dużymi wydatkami, również na jedzenie. Istnieje jednak druga strona medalu. Jeden ze sklepów Kiwi, w dzielnicy Rodeløkka w Oslo, z powodu ogromnego napływu klientów z powodu niskich cen wprowadził... przydziały zakupowe. Na niektóre produkty wprowadzono limity. W ślad za tym gigantem spożywczym mogą pójść inne sklepy.

– Wcale nie zrobiłam specjalnie dużych zakupów. Trzy paczki marcepanu, kilka torebek cukru waniliowego i proszku do pieczenia, pięć galaretek. Powiedziano mi jednak, że nie mogę kupić wszystkich wybranych towarów i że muszę wybrać dwa z każdego gatunku. Towary nie były na wyprzedaży, miały jednak mocno obniżoną cenę. Ostatecznie nie kupiłam niczego i poszłam do innego sklepu – mówi Tahira Yasmin, jedna z klientek supermarketu.

Anders Ringerud Nyhuus, przeddstawiciel Kiwi Rodeløkka, tłumaczy wprowadzenie ograniczeń tym, że bardzo niskie ceny wykorzystują norweskie restauracje, które chcą tanio zaopatrzyć się w dużą ilość produktów spożywczych.

– Byliśmy zmuszeni wprowadzić limit na to, jak wiele produktów mogą kupić klienci w naszym sklepie. Nie chcieliśmy stać się hurtownią dla restauracji i innych przedsiębiorców, którzy mieli zamiar tanio uzupełnić swoje zapasy – mówi Nyhuus.

Ograniczenia sprzedażowe stosują też niektóre sklepy sieci Rema 1000.

– Poszczególne sklepy Rema 1000 należą do różnych osób prywatnych i to właściciele decydują o wprowadzeniu ograniczeń sprzedaży na dane produkty. Wykupowanie podstawowych artykułów spożywczych wymusza na sprzedawcach wprowadzenie ograniczeń. Sklep nie może sobie pozwolić na wyprzedanie wszystkiego i doprowadzenie do niedoboru produktów – pisze w oświadczeniu mailowym dla jednego z norweskich dzienników Mette Fossum Beyer, dyrektor ds. komunikacji w Rema 1000.
Jeden ze sklepów Rema 1000 w Norwegii.
Jeden ze sklepów Rema 1000 w Norwegii. Źródło: wikimedia.org

Minister chwali obniżki

– Bardzo dobrze, że na rynku mamy do czynienia z konkurencyjnymi cenami produktów spożywczych. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a ludzie którzy na co dzień nie mają zbyt dużych funduszy w tym szczególnym czasie mogą sobie pozwolić na większe zakupy – mówi Sylvi Listhaug, norweska minister rolnictwa.

Nie wszyscy jednak patrzą na sytuację taki optymistycznie jak pani minister. Organizacje zrzeszające rolników i producentów żywności takie jak Bondelaget i Matmerk uważają, że ustanawianie tak niskich cen jest nieetyczne względem osób, które zaopatrują sklepy w produkty spożywcze. Nie podoba im się fakt, że dobrej jakości produkty są sprzedawane za śmieszne pieniądze.

– Uważam, że to brak szacunku żeby sprzedawać julepølse za trzy korony. To brak szacunku dla pracy rolników i wszystkich, którzy przyczynili się do wyprodukowania produktu. Rozumiem, że trzeba być konkurencyjnym, ale takie ceny wpajają tylko klientowi błędne przekonanie, że koszty wyprodukowania danej rzeczy również są tak niskie – mówi Are Knudsen, redaktor branżowego tygodnika dla producentów żywności Daglivarehandelen.

– Teraz jest tak tanio, że ludzie traktują produkty spożywcze jak jedzenie dla psa. To marnowanie zasobów, ludzie gromadzą i jedzą jeszcze więcej mięsa niż muszą – mówi Knut Ødegaard, szef organizacji Stølsvidda dla dziennika Dagbaldet.

Sklepy nie ukrywają, że chodzi im głównie o zapewnienie sobie dużego zastrzyku gotówki w sezonie świątecznym.

– Mogę zrozumieć, że ktoś ma nam za złe, że sprzedajemy żywność tak tanio. Musimy jednak być konkurencyjni. Duża sprzedaż świątecznych produktów to dla nas czysty ekonomiczny zysk – mówi Bjørn Takle Friis, rzecznik sieci sklepów Coop.
Reklama
Gość
Wyślij
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Jan .

10-12-2015 01:36

Ale spokojnie, spokojnie, nikt niczego darmo nie rozdaje...
Do jednego sie dolozy, ale na pozostalych rzeczach sie niezle zarobi...

Co do zarzutu o "braku szacunku dla jedzenia" to jest to bardzo trafne, szkoda tylko ze ktos sie obudzil jednorazowo, w grudniu... A w kazdym sklepie wyrzuca sie codziennie takie ilosci jedzenia, ze naprawde nie ma sensu o tym pisac, bo Ci ktorzy nie zetkneli sie z tym osobiscie, nie pracowali w sklepach norweskich i tak by nie uwierzyli... Nie moi drodzy, nie mozna rozdac ubogim, oddac do banku zywnosci, przekazc na cele... Nie, nie wolno. trzeba zarejestrowac i wyrzucic. Wyzucis tak, aby nikt nie mogl tego wygrzebac. kazda inna opcja jest albo zabroniona przez prawo norweskie, albo tak kosztowna, ze glowa puchnie...

Natomiast zgadzam sie ze wprowadzanie limitow jest bardzo niekomfortowe. Klienci sie wsciekaja, a czasem jest im po prostu przykro. Mozna naturalnie jakos z tego wybrnac, sklep ktory znam "od srodka" wybrnal z problemu tak, ze towary przeznaczone do "reglamentacji" byly zamowione w niewielkiej ilosci i rozsprzedaly sie blyskawicznie. Byla tez uprzejma prosba zarzadu sklepu aby ze wzgladow etycznych pracownicy powstrzymali sie od nabywania tych produktow. Z powodu zwyklej ludzkiej uczciwosci wobec klienta. Teraz na polkach sa po prostu wolne miejsca z metkami opisujacymi towar i informacja o limitach, zas lederzy maja pamietac o tym aby zapomniec domowic towaru... Wilk syty, owca cala, klienci troche psiocza ale czego oczy nie widza tego sercu nie zal...

Natomiast jeszcze bardziej ogolnie to tilbudy jako takie rzadza sie tu przeciez zupelnie innymi prawami niz w Polsce (moze teraz jest inaczej, bo ostatni raz w Polsce z wizyta dluzsza niz 2 dni bylem ze 4 lata temu). Ale z tego co pamietam, to Wyprzedaz w Polsce polegala na szalonej obnizce: Super Promocja, stara cena 398PLN, teraz jedyne 389PLN. W Norwegii zas jak jest tilbud to jest tilbud. 50% w dol, 80% w dol... Nie dalej jak w ostatni czarny piatek kupilem mojej zonie na Bogstadveien bardzo przyzwoita zimowa kurtke za nie pamietam dokladnie, ale chyba 120 czy 140 koron... Ludzie, to ciut wiecej niz paczka papierosow...

A przede wszystkim w Norwegii wiadomo ze najwieksze tilbudy beda wtedy, gdy ludzie najwiecej kupuja. Ze zeczy "prezentowe" najtaniej dostaniemy okolo 20 grudnia. Tymczasem w Polsce tez mamy wyprzedarze. 80% przeceny na choinki i dekoracje bozonarodzeniowe w styczniu, i 50% rabatu ma lyzwy i sanki w kwietniu. Za to w listopadzie mozemy tanio kupic krem do opalania...

Reklama
Facebook Messenger YouTube Instagram