Indywidualna kombinacja liter i cyfr nie może układać się m.in. w wulgaryzmy. Chociaż wielu niepokornych posiadaczy
samochodów próbowało obejść reguły, Statens vegvesen nie daje za wygraną, wciąż dopisując do „czarnej listy” nowe warianty.
[module-single:mod_advertisements,a:2:{s:9:"pool_name";s:12:"arts_benefit";s:5:"place";s:7:"article";}]
Reklama
Z Hitlerem na blachach nie pojeździsz…
Norweski Zarząd Dróg Publicznych w dniu wprowadzenia opcji zakupu indywidualnej tablicy rejestracyjnej opublikował także wykaz 140 zakazanych słów. Były to nie tylko źle kojarzące się i obraźliwe wyrazy, lecz także nazwy własne i opatrzone znakiem towarowym. Mimo to amatorzy spersonalizowanych blach od lata wykazywali się taką kreatywnością, że lista wydłużyła się do 740 słów.
W rozbudowanym spisie niepożądanych wariantów tablic znajdują się terminy odnoszące się do narządów rozrodczych, układu wydalniczego i czynności seksualnych. Na „czarną listę” trafiły także wyrazy powiązane z nazizmem, a nawet marki samochodów.
Pracownicy Państwowego Zarządu Dróg nie dają się już przechytrzyć, widząc zakazane słowa w obcej wersji językowej lub pisane od tyłu. Na nic zda się też zastępowanie niektórych znaków innymi symbolami. Wykrzyknik wstawiony w miejsce literki „i”? 5 zamiast S? To nie przejdzie. Nawet miłośnicy wojskowej nomenklatury nie otrzymają błogosławieństwa Statens vegvesen.
Na „czarnej liście” nie zabrakło i polskiego akcentu…
Fragment tv2.no/screenshot