 |
Foto: tine.no
|
- Obecnie nie ma możliwości, by w Norwegii pojawiło się więcej sieci sklepów spożywczych - mówi nowa dyrektorka Urzędu ochrony konkurencji i konsumenta (Konkurransetilsynet), Christine B. Meyer. - To chybiona polityka, która skutkuje tym, że wielu dostawców szerokim łukiem omija norweskie półki sklepowe, a konsumenci nie mają takiego wyboru produktów, na jaki zasługują.
Osoby, które odwiedzając sklep mają oszałamiający wybór pomiędzy mlekiem firmy Tine, mlekiem firmy Tine, a mlekiem firmy Tine, z pewnością podzielają tę opinię.
"Zielona Wyspa" górą
- Problemem jest to, że nie pojawiają się nowe podmioty w branży. Konsekwencją jest to, że konsumenci nie mają takiego wyboru, jaki mają konsumenci w innych krajach. Wybór jest ograniczony, a ceny za wysokie - stwierdza Meyer i dla porównania opisuje sytuację... na Grenlandii:
- Aż mi było wstyd, kiedy weszłam do sklepu spożywczego w Nuuk na Grenlandii i odkryłam, że jest tam szerszy wybór produktów spożywczych niż u nas, w Norwegii!
Do tej pory Urząd ochrony konkurencji i konsumenta przychylał się do postulatów i opinii już istniejących sieci i uznawał, że obecna konkurencja zapewnia konsumentom dostatecznie duży wybór. Jednak w swojej wczorajszej dyskusji z właścicielem Remy 1000, miliarderem Ole Robertem Reitanem, Christine Meyer stwierdziła otwarcie, że zdaje sobie sprawę z siły i wpływów norweskich sieci.
- Fakt, że Lidl musiał zrezygnować z wejścia na rynek norweski jest niezwykle wymowny.
Następnie dodała jednak, że dominacja sieci sklepowych ma również efekt pozytywny, gdyż równoważy wpływy dostawców...
Polityka, a zawartość sklepowego koszyka
Jednak to polityka stanowi główny powód, dla którego w Norwegii mamy taki wybór produktów i takie ceny, a nie inne. Meyer nie chce dyskutować o zawiłościach norweskiej polityki rolnej, jednak przyznaje, że wysokie stawki celne na produkty spożywcze oraz reżim importowy same w sobie przyczyniają się do ograniczania wyboru.
Gdyby zagraniczne sieci mogły zabierać ze sobą do Norwegii własne produkty, łatwiej byłoby im wejść na rynek, a norwescy konsumenci mieliby większy wybór i większą różnorodność towarów w sklepach. Jednak na dzień dzisiejszy jest to niewykonalne, zarówno ze względu na ceny, jak i z powodu rozbudowanej biurokracji.
Takie same problemy z zaistnieniem na rynku norweskim mają również firmy, które chcą sprzedawać swoje produkty poprzez już istniejące sklepy. Muszą one borykać się z wysokimi stawkami celnymi i biurokracją, która sprawia, że warunki funkcjonowania na rynku norweskim wciąż się zmieniają, przez co zagraniczne przedsiębiorstwa nie mogą odpowiednio zaplanować strategii na przyszłość.
Jednym z problemów jest proces dopuszczania produktów do sprzedaży, który może trwać latami. Innym to, że stawki celne potrafią zmienić się z dnia na dzień, co może rozłożyć import na łopatki.
Jednak zapytana o konkretne przykłady firm lub produktów, które nie trafiły na norweskie półki z powodu barier importowych, Meyer odmawia podania nazw:
- Osoby, z którymi sie kontaktowałam boją się reakcji odwetowej w przypadku, gdyby zdecydowały się na upublicznienie historii swoich potyczek z norweskim systemem. Mogę jedynie potwierdzić, że mowa tu o dużych podmiotach międzynarodowych, które bardzo chętnie dostarczałyby swoje produkty z różnych krajów na norweskie półki.
Rolnicy i konsumenci - konflikt interesów?
Ole Robert Reitan, który również uczestniczył we wczorajszej dyskusji, zaproponował, by znieść cła importowe na żywność w roku 2023. Do tego czasu należałoby wspólnie zadbać o to, by norwescy rolnicy i spółdzielnie produkcyjne stali się bardziej konkurencyjni.
Knut Hartvig Johansson, przewodniczący zarządu NorgesGruppen, największej norweskiej centrali zaopatrzeniowej w branży spożywczej, wprawdzie zgadza się z tym, że rolnicy powinni stać się bardziej efektywni, ale ciężko mu wyobrazić sobie Norwegię i norweskie rolnictwo bez barier celnych.
- Nie wyobrażam sobie, by bez ochrony rynku lub wsparcia dla norweskiego rolnictwa w ogóle przetrwało życie wiejskie w Norwegii i osadnictwo na prowincji. Debata o ochronie importu jest zatem również debatą o wartościach - komentuje i dodaje, że wszyscy, którzy kiedykolwiek widzieli, jak pięknie jest w Norwegii Zachodniej w czerwcu, wiedzą, co ma na myśli. - Propozycje związane ze zmianą przepisów importowych należy traktować ostrożnie i z dużą dozą krytycyzmu. Chodzi o to, by wzmocnić norweskie rolnictwo w stosunku do zagranicznej konkurencji, a nie doprowadzić je do upadku.
Fakty:
Handel produktami spożywczymi w Norwegii opanowany jest przez cztery sieci: NorgesGruppen, Rema 1000, Ica i Coop.
Te cztery sieci kontrolują 100% rynku
Ich obroty w ubiegłym roku wyniosły 138,5 miliardów koron.
Źródło: Aftenposten
Podoba Ci się artykuł:
|