|
Malowali szkoły, nie dostali wynagrodzenia |
|
Ola Kolenda ola@polishconnection.no
|
|
07.09.2010. |
| Foto: stock.xchng | Tomas Mechauskas (22 lata) z Litwy opowiada Aftenposten, że otrzymywał 4,50 koron za godzinę pracy, a Asta Jaskunaite (20 lat ), że w ogóle nie otrzymała pensji, po tym, jak obydwoje zostali wyrzuceni z pracy po niecałym miesiącu.
Litwini malowali w budynkach szkoły w Oslo i Røyken. Byli oni zatrudnienie w jednoosobowej firmie Bygg og Bo Danilevivius, podczas gdy głównym wykonawcą była firma Malermerster Harald Askautrud AS, która posiada umowę ramową z Undervisningsbygg, która jest firmą zarządzaną przez gminę Oslo. 1. stycznia rząd wprowadził tzw. „odpowiedzialność solidarną” na rynku pracy. Zakłada ona, że główny wykonawca może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za wypłatę wynagrodzenia w sytuacji, gdy podwykonawca nie chce/może zapłacić. W piątek Związek Pracowników Budowlanych z Oslo (Oslo Bygningsarbeiderforening) wystąpił z żądaniami płacowymi w stosunku do Bygg og Bo. Jednocześnie związek odniósł się do odpowiedzialności solidarnej u głównego wykonawcy. Jest to pierwsza sprawa dotycząca odpowiedzialności solidarnej w Norwegii. - Prawo o odpowiedzialności solidarnej dało efekty. Nie ma już tak wielu przypadków dumpingu socjalnego na placach budowy dużych wykonawców. Ale wśród tych mniejszych i średnich przedsiębiorstw nadal jest tak samo źle, jak wcześniej – mówi rzecznik pracowników z krajów bałtyckich ze Związku Pracowników Budowlanych z Oslo, Jonas Bals. Asta Jaskunaite i jej chłopak, Tomas Mechauskas postanowili przyjechać do Norwegii do pracy. Ona, by zarobić na dalsze studia, a on, bo chciał być z nią. Jednocześnie pracował na Litwie w budowlance, więc to samo mógł robić przecież w Norwegii. Litwini czytali w internecie, że Norwegia to kraj, w którym najlepiej się żyje i zarabia. To też skusiło ich, by wybrać się do pracy właśnie tam. Bygg og Bo Danilevicius zapropnował im pracę malarzy w szkołach. Pracę zaczęli odpowiednio 7. i 8. lipca tego roku. Mechauskas opowiada Aftenposten, że miał dostawać 60 koron na godzinę. W jego kontrakcie było napisane, że pensja ma być wypłacana „zgodnie z umową taryfową”. Według tej umowy, osoby niewykwalifikowane powinny otrzymywać 133, 50 koron za godzinę. O tym Litwin nie wiedział. - Miałam otrzymywać 70 koron na godzinę, jeśli nie zawrę pisemnej umowy, opowiada Jaskunaite. Pracodawca zaproponował kwaterę, przyczepę campingową bez sanitariatów, za którą miał odciągać z pensji 3 000 koron miesięcznie. Później Litwini zostali przeniesieni do małej i stęchłej sutereny w Lillestrøm. Po dwóch tygodniach pracy Tomas dostał 1 300 koron „zaliczki”, gotówką, bez potwierdzenia. 20. sierpnia obydwoje zostali zwolnieni z dnia na dzień, ustnie, z powodu braku pracy. Mieli jeden dzień na opuszczenie mieszkania. Przez wiele dni mieszkali na ulicy, aż w końcu znalazł się ktoś, kto przyjął ich pod swój dach. - Do dnia zwolnienia, Tomas przepracował 288 godzin, a ja 140 godzin – mówi Asta Jaskunaite. Biorąc pod uwagę stawkę za godzinę według umowy taryfowej, czyli 133 korony, mówimy tu o około 60 000 koron brutto. Skoro Tomasowi wypłacono 1 300 koron, wychodzi na to, że zarabiał 4,5 korony na godzinę. - Każdego dnia dzwoniliśmy i prosiliśmy o należne wynagrodzenie. Cały czas obiecują i obiecują, ale nic nie wpłacają – opowiada gazecie para Litwinów. Para zgłosiła się do Związku Pracowników Budowlanych z Oslo, który zajął się ich sprawą. W zeszły czwartek (tego samego dnia, w którym rozmawiali z Aftenposten), Tomas otrzymał na konto 10 000 koron od Bygg og Bo. Związek Pracowników Budowlanych z Oslo zażądał dodatkowo wynagrodzenia urlopowego oraz pensji za okres wypowiedzenia, co łącznie wynosi 172 000 koron. Ponadto odniósł się do odpowiedzialności solidarnej u głównego wykonawcy. Źródło: aftenposten.no
|
|
Zmieniony ( 12.09.2010. )
|