|
Foto: wikipedia
|
Zarząd norweskiego Związku zawodowego policjantów zadecydował w środę, że nie będzie ogólnokrajowego wyposażania policjantów w broń palną. Natomiast kwestią otwartą, co do której Związek deklaruje chęć dyskusji, jest wyposażenie funkcjonariuszy w tzw. paralizatory. Policjanci są za, natomiast wątpliwości ma Amnesty International.
Paralizator to broń ręczna, emitująca impuls elektryczny o napięciu zbyt niskim, by zabić, ale pozwalającym na porażenie mięśni i czasowe obezwładnienie człowieka.
Paralizatory w Norwegii (póki co) nielegalne
Pytanie jednak, czy paralizatory, które póki co są w Norwegii nielegalne, faktycznie są tak nieszkodliwe, za jakie uchodzą? Według raportu Amnesty International, w okresie od 2001 do 2008 roku w Stanach Zjednoczonych 330 osób zmarło na skutek porażenia paralizatorem przez policję. Część z nich stanowiły osoby niepełnoletnie.
Arne Johansen, przewodniczący Związku zawodowego policjantów na razie zajmuje wobec paralizatorów stanowisko umiarkowanie pozytywne:
- W sporej ilości krajów paralizatory były stosowane z powodzeniem i policjanci chwalili je sobie. Zaletą paralizatora jest to, że można wyłączyć napastnika z gry, nie zabijając go. Można zatem uporać się z niebezpieczną sytuacją bez konieczności użycia broni palnej. Oczywiście należy regularnie dokonywać oceny aktualnych zagrożeń i zastanawiać się, czy przepisy dotyczące stosowania broni, czy w ogóle stosowania przemocy przez policję są właściwe i adekwatne do potrzeb. Częścią takiej oceny musi być rozważenie, jakie uzbrojenie funkcjonariuszy będzie najlepsze, na przykład, czy paralizatory nie mogłyby okazać się odpowiedzią na pytanie, jak dozbroić policję tak, by jednocześnie funkcjonariusze jeszcze przez wiele lat nie musieli chodzić po ulicach z bronią palną. Uważam, że kwestia ta wymaga dalszej dyskusji
.
Ponad połowa policjantów za paralizatorami
Szeroko zakrojone badania, przeprowadzone ostatnio wśród policjantów wykazały, że ponad 60% z nich jest przeciwnikami powszechnego wyposażania funkcjonariuszy w broń palną. Jednocześnie 53,7% zaproponowało jako alternatywę wyposażenie policjantów w paralizatory.
- Myślę, że wiąże się to z faktem, że coraz więcej funkcjonariuszy ma na co dzień do czynienia z niebezpiecznymi sytuacjami
- mówi Johannessen. Natomiast Sigve Bolstad, przewodniczący policyjnego komitetu ds. uzbrojenia uzupełnia:
- Uważam, że wyposażenie, broń, jaką policja posługuje się obecnie w codziennej pracy, w przyszłości okaże się niewystarczająca. Nie możemy czekać, aż wydarzy się jakaś nowa tragedia, zanim zaczniemy działać w tej sprawie.
Komitet przedłożył swój raport w środę. Członkini komitetu, Cathrine Kveset, w czasie prac nad raportem odwiedziła policjantów z amerykańskiego stanu Pensylwania, których wypytywała o stosowanie paralizatorów. Używane przez amerykańskich funkcjonariuszy urządzenia emitują impuls o napięciu 50 000 voltów. Wyładowanie trwa około pięciu sekund.
Amerykańscy policjanci: Uwielbiamy tę broń
Policjanci z Pensylwanii jednogłośnie wyrazili swój zachwyt nad paralizatorami. W raporcie można przeczytać ich określenia: "genialne narzędzie", "coś fantastycznego", "uwielbiam tę broń", "ta zabaweczka zmieniła wszystko". Jeden z policjantów wypowiada się następująco:
- Paralizator to najlepsza broń, jaką dostaliśmy, odkąd zostałem policjantem. Używałem jej, żeby powalić na ziemię kibiców podczas ustawek oraz osoby wdające się w bójki podczas koncertów. Pomogła mi w zaaresztowaniu osoby, która stawiała opór. Ostatnio zdarza się nawet, że wystarczy, bym wyciągnął paralizator, a przestępcy sami się poddają lub przestają być agresywni. Ta broń chroni nas, policjantów, ale również przestępców przez odniesieniem poważniejszych obrażeń. Gdybyśmy jej nie używali, musielibyśmy stosować pałki albo walczyć wręcz, zadając ciosy i kopniaki.
Wypróbować? - Tak, ale nie na sobie!
Inny funkcjonariusz opowiada, że przestępcy na widok paralizatora robią się "potulni jak baranki" i niemal "sami oddają się w ręce stróżów prawa". Policjant konstatuje, że "jest niewielu ludzi, którzy pragną, by przez ich ciało przepuszczono prąd o napięciu 50 000 voltów".
Cóż, w grupie tej z pewnością nie ma policjantów. Kiedyś wszyscy, którzy mieli posługiwać się tą bronią, mieli obowiązek wypróbowania jej na sobie. Obecnie policja w Pensylwanii odeszła od tego wymogu, gdyż, wedle raportu, "wielu policjantów nie chciało tej broni, ponieważ nie chciało testować jej na sobie". Dziś paralizatory idą w ruch w większości niebezpiecznych sytuacji. Cathrine Kveset podsumowuje:
- Myślę, że powinniśmy rozważyć stosowanie u nas, w Norwegii alternatywnych rodzajów uzbrojenia, w tym paralizatorów.
Używanie, czy nadużywanie?
Jednak norweska Amnesty International jest daleka od entuzjazmu. W przypadku osób w złym stanie zdrowia, np. osób uzależnionych lub osób z problemami sercowymi, porażenie prądem z paralizatora może mieć fatalne następstwa.
- W przypadku osób ze słabą odpornością może nawet nastąpić zgon, tak się juz zresztą zdarzało. A przecież policjant w ogniu akcji nie jest w stanie ocenić stanu zdrowia osoby, którą próbuje w ten sposób unieszkodliwić. Ba, nawet sama zainteresowana osoba nie zawsze musi wiedzieć o, przykładowo, swojej chorobie serca
- niepokoi się Ingvild Lyberg z Amnesty. - Badania pokazują również, że policja nadużywa paralizatorów. Ponieważ impuls obezwładnia człowieka jedynie na krótko i powszechnie przyjmuje się, że nie jest zbytnio niebezpieczny dla zdrowia, występuje tendencja, by uciekać się do tego środka dużo częściej, niż jest to faktycznie konieczne. Tymczasem ważne jest, by zdawać sobie sprawę z tego, że to również jest broń.
Arne Johannessen ze Związku zawodowego policjantów ripostuje:
- Widziałem różne raporty i zestawienia i uważam, że nie da się jednoznacznie stwierdzić, że to właśnie zastosowanie paralizatora było przyczyną śmierci poszczególnych osób. Natomiast wszystkie zastrzeżenia należy wziąć pod uwagę, kiedy będziemy zastanawiać się, czy norweska policja ma zostać wyposażona w tego typu broń, czy nie.
Źródło: Aftenposten
Podoba Ci się artykuł:
|